civ.org.pl forums [http://forums.civ.org.pl]
Space 4X - Space Empires V - Multiplayer [http://forums.civ.org.pl/viewboard.php?BoardID=102]
Re: PBEM9 - Rasy [http://forums.civ.org.pl/viewtopic.php?TopicID=18823]
[http://forums.civ.org.pl/viewtopic.php?TopicID=18823#295928]

runnersan 
Dec 03, 2012 at 17:07
Re: PBEM9 - Rasy

Ja bardzo chętnie coś napiszę, ale już zapowiadam, że będę grał humanoidalną rasą (jestem alienofobem

Shipset http://home.spaceempires.net/shipyards-details-99.html

Pograłem nim trochę i wygląda ok. Wprawdzie nie mam małego obrazka (tego obok nazwy w oknie projektu czy budowy) dla statku kolonizacyjnego, ale bez niego da się grać

Nazwa: Sojusz Pogranicza (Border Alliance)
Planeta: Rock
Atmosfera: Oxygen

Pychą jest twierdzenie ze strony mieszkańców Ziemi, że właśnie ta planeta jest kolebką ludzkości. Tajemnica tego skąd wziął się człowiek, jak wyewoluował pozostanie chyba jednak na zawsze nie odkryta. W każdym razie, czy to los, czy asteroida, a może Boska istota, sprawiły, że na planecie Tarinis pojawiła się istota, która, by nie powodować nadmiernego zamieszania nazewniczego, dla ułatwienia odbiorcom, będzie nazywana w dalszej części opowieści człowiekiem.

Człowiek na Tarinis budował tak jak jego krewniak na Ziemi własne cywilizacje. Budował wspaniałe budowle, ale i niszczył i grabił. Gdy w pewnym momencie swego istnienia sięgnął gwiazd, myślano, że oto nadszedł czas złotej ery człowieka. Złotej ery Tarinis.

Tysiące okrętów kolonizacyjnych i zwiadowczych zaczęło przemierzać pustkę kosmosu. Zakładano kolonie, budowano orbitalne stacje. Odkrywano tajemnice ciał niebieskich, wydzierano im surowce, by służyły budowie jeszcze większej potęgi Tarinis. Człowiek był dumny. Setki senatorów wybranych przez światy zamieszkałe przez potomków przybyszów z Tarinis ogłaszało kolejne prawa. Poczuli się panami galaktyki, ale zapomnieli, że przed tysiącem lat, w czasach samych początków starożytnego imperium Karyntów, jeden z ich mężów stanu stwierdził "Władza korumpuje... A władza absolutna korumpuje absolutnie".

W kosmicznej Republice pojawił się ucisk. Bogaci uciskali biednych. Systemy centralne skolonizowane na początku ery lotów kosmicznych wyzyskiwały światy, których kolonizacja rozpoczęła się stosunkowo niedawno. Wykorzystywali słabość tych światów. Podstawy moralne, które miały być ideą przyświecającą całej epoce kolonizacji były zapominane. Raz po raz pojawiały się niesnaski. W światach leżących na granicy Republiki Tarinis zaczęły znikać transporty rządowe. Ginęli przedstawiciele republiki na planetach granicznych, czy może raczej jak woleli mieszkańcy pogranicza ginęli ich ciemiężyciele.

Nie trwało to długo, aż nad Republiką rozgorzał ogień wojny domowej. Mieszkańcy pogranicza nie dysponowali przemysłem zdolnym do budowy potężnych lewiatanów ani pancerników. Nie mogli przy pomocy swych naprędce przerobionych frachtowców stawić czoła flocie Republiki. Przegrywali. Planeta za planetą upadały przed potęgą lojalistów. Buntownicy byli pacyfikowani, a planety, które w rebelii odegrały znaczną rolę częstokroć były niszczone przy pomocy broni masowej zagłady.

Gdy upadła stolica zbuntowanych światów pozostali poddali się. Senatorowie Tarinis nie znali jednak litości. Siepacze rządu wywlekali dawnych opozycjonistów z własnych łóżek. Na niektórych planetach nie było dnia bez egzekucji, a krwawe żniwo przynosiło setki tysięcy ofiar w całej przestrzeni kontrolowanej przez Republikę. Dla ludzi bez skrupułów pojawiła się okazja do pozbycia się własnych przeciwników politycznych. Aresztowania rozpoczęły się w samym senacie. Nikt nie był bezpieczny.

Chyba nikt nie wie jakie są objawy upadku starego porządku. Chyba gdy własny rząd zachowujący maskę demokracji obserwator powinien domyśleć się, że coś jest nie tak. Frakcje polityczne w wzajemnej walce wyżynały się nawzajem. Policja, doraźne sądy stały się narzędziami w walce politycznej, która dla przegranego kończyła się najczęściej śmiercią, a gdy miał szczęście zesłaniem do koloni karnej w jednym z światów na krańcach Republiki. Gdy kurz opadł mieszkańcy odkryli, że pod płaszczykiem republiki i republikańskich urzędów władzę sprawuje tak naprawdę kilku ludzi. Kilku sekretarzy, którzy w czasach największego zagrożenia połączyło siły i swych wrogów skrytobójczo zamordowali, zesłali na krańce wszechświata, lub posłali na śmierć wyrokiem "niezawisłego"sądu.

Nie da się jednak zbudować silnego państwa międzygalaktycznego na cegłach złączonych zaprawą krwi niewinnych i zdradzonych. Ludzkość nauczona, że nie ma zasad, wygrywa silniejszy, lub sprytniejszy nie chciała ponownie poddać się władzy tych, którzy chcieli nią sterować z Tarinis. Im dalej od świata macierzystego tym większe bezhołowie. Niewygodni dla lokalnych watażków gubernatorowie wysyłani z stolicy znikali w tajemniczych okolicznościach. Na niektórych światach jeśli władze republiki chciały zobaczyć choćby namiastkę należnych im podatków, zmuszane były do akceptacji "niezależnego" kandydata zgłoszonego przez mieszkańców, czyli najczęściej przedstawiciela lokalnego syndykatu zbrodni. Można zapytać oczywiście, czemu nie przywrócić ładu przy pomocy floty? Cóż, gdy z planet Republiki nie wpływają podatki trudno opłacić żołnierzy i utrzymać sprzęt. O skali upadku niech świadczą porzucone na złomowisku za trzecią planetą układu Tarinis olbrzymie Lewiatany. Potężne potwory, które siłą swych dział jeszcze niedawno niszczyły całe światy były teraz zimne. Garnizony i flotylle na obrzeżach Republiki często były utrzymywane jedynie z pieniędzy lokalnych watażków, którzy wykorzystywali je we własnych rozgrywkach. Natomiast Home Fleet, choć pozbawiona swych lewiatanów nadal była liczącą się siłą, w wyniku demoralizacji załóg ilekroć była wysyłana na dalsze patrole, za każdym razem groziła buntem na pokładzie.

Nie wszędzie było źle... Gdzieś na pograniczu istniały światy gdzie lokalny gubernator poradził sobie za egzekwowaniem prawa. Ludzie dobrzy, których wciąż nie brakowało chętnie wspierali takich ludzi. Często były to światy małe, rolnicze, którymi żaden z dużych syndykatów zbrodni, czy skorumpowanych polityków nie interesował się ze względu na ich ubóstwo. Takie światy wciąż istniały.


-------------------------------------------


Właściwie nikt na planecie zarządzanej w imieniu senatu Republiki przez szacownego gubernatora Thomasa Varnesa nie wiedział co się stało. Nikt nie rozumiał zjawiska fizycznego jakie zaszło w pobliżu ich planety. Kontakt z Tarinis urwał się. Wiedza zawarta w bankach danych planety macierzystej była dla mieszkańców planety niedostępna. Żaden statek, który miał zanieść wiadomość senatowi: "Jesteśmy! Żyjemy!" nigdy nie wrócił. Czy coś się stało? Czy potężna Republika mogła zniknąć z dnia na dzień? Tego chyba nigdy się nie dowiemy. Mimo starań gubernatora, który wciąż pełnił swe obowiązki w imieniu Republiki Tarinis wszystko ulegało degradacji. Sprzęt pozbawiony części zamiennych niszczał. Nawet jeśli jakieś skrawki wiedzy dotyczącej produkcji zaawansowanych komponentów zachowały się w umysłach mieszkańców, brak było narzędzi do ich wyprodukowania. To co kiedyś uratowało planetę przed korupcją i zepsuciem, sprawiło, że ludzie zaczęli cofać się w rozwoju. Kolejne pokolenia zapominały.

Z czasem Republika stała się mitem. Choć gubernator wciąż władał planetą zawieruchy dziejów sprawiły, że zapomniano co oznaczał kiedyś ten tytuł. Pewne czynności, słowa przysięgi składanej przez żołnierzy, czy choćby przesyłanie dorocznego raportu senatowi stały się niezrozumiałym rytuałem, który zatracił swój sens i znaczenie, a wykonywany był niczym religijna ceremonia. Doszło do licznych podziałów w obrębie społeczeństwa. Powstały samodzielne enklawy rządzące się własnym prawem, choć formalnie wciąż każdy uznawał władzę gubernatora.
Minęły kolejne lata. Historia ponownie zatoczyła swoiste koło i oto mieszkańcy planety stanęli w miejscu, w którym zapomnieli że kiedyś już byli. Stanęli u progu kolonizacji kosmosu. Podobnie jak niegdyś stanęli zjednoczeni. W wielkim ogólno-planetarnym sojuszu.
W starożytnych pismach pojawia się hasło Region Graniczny, zatem przyjęto, że byt polityczny będzie Sojuszem Pogranicza.

[Edited by runnersan on Dec 03, 2012 at 22:06]




tForum version b0.94.1.2 (© 2003 tForumDevTeam)

The comments published here represent only the personal opinions of the respective users. civ.org.pl and it's staff is not held responsible for the contents of the posts.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Portal civ.org.pl ani jego redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.


hosted by artserwis.pl - praca, konkursy, portfolia dla twórców.