civ.org.pl forums > Kącik szachowy COP > Felietony z Caissą
Zmień język na polski. Switch to English.

Print This Topic        Mark Topic as Unread 

civ.org.pl forums > Chessmasters COP > Kącik szachowy COP
Poster
Message    
Adi Cherryson
Status: Hero

Posts: 2100
Registered: Sept 14, 2002
IP: Logged
Felietony z Caissą [post #1]

ATOMOWY DEBIUT

Atak atomowy na Hiroszimę i Nagasaki - jedyne w historii dwa przypadki użycia broni atomowej do działań zbrojnych. Zrzutów bomb dokonano w 1945 roku: 6 sierpnia o godzinie 8:15 w Hiroszimie, a 9 sierpnia o godzinie 11:02 w Nagasaki.



Jak doszło do tych przerażających wydarzeń? Ktoś musiał przecież dać początek tej umysłowej reakcji łańcuchowej, która doprowadziła do skonstruowania najpotężniejszej broni w dziejach ludzkości.

Dramatis personae:

Albert Einstein
Leo Szilard
Eugene Wigner
Edward Teller
Alexander Sachs

Przenosimy się w rok 1939. Lato.

Leo Szilard, pełen uroku i trochę ekscentryczny fizyk węgierski, był starym przyjacielem Alberta Einsteina. W latach dwudziestych, w Berlinie, wynaleźli i opatentowali pewien typ lodówki, który jednak nie odniósł sukcesu rynkowego. Potem Szilard uciekł przed nazistami do Anglii, a następnie przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie na Uniwersytecie Columbia pracował nad sposobami wywołania reakcji łańcuchowej. Idea takiej reakcji nasunęła mu się parę lat wcześniej, gdy czekał na światłach ulicznych w Londynie. Kiedy dowiedział się o rozszczepieniu atomu uranu, zdał sobie sprawę, że w ten sposób można wywołać potencjalnie wybuchową reakcję łańcuchową.

Szilard przedyskutował ten problem ze swym bliskim przyjacielem Eugenenem Wignerem, także zbiegłym fizykiem z Budapesztu. Zaczęli się obawiać, że Niemcy mogą zdobyć potrzebny do takiej reakcji uran z Konga, które było wówczas kolonią belgijską. Ale w jaki sposób oni, dwaj węgierscy uchodźcy, mogliby ostrzec Belgów? Szilard przypomniał sobie, że Einstein był serdecznie zaprzyjaźniony z belgijską królową matką.

Twórca teorii względności spędzał lato 1939 roku w wynajętym domu na cyplu Long Island, w miejscowości Peconic. Żeglował tam swoją łodzią Tinef i grywał Bacha w duecie z właścicielem miejscowego domu towarowego.

"Wiedzieliśmy, że Einstein jest gdzieś na Long Island, ale nie mieliśmy pojęcia gdzie dokładnie" - wspominał Szilard. Zadzwonił więc do do biura Einsteina w Princeton i tam się dowiedział, że uczony wynajął dom niejakiego doktora Moore w miejscowości Peconic.

W niedzielę 16 lipca 1939 roku obaj Węgrzy udali się tam na rowerach (Szilard, tak jak Einstein nie umiał prowadzić samochodu). Kiedy jednak dotarli na miejsce, nie mogli znaleźć domu, bo nikt nie znał żadnego doktora Moore. Już mieli się poddać i zawrócić, gdy Szilard w desperacji zapytał zapytał jakiegoś chłopca. "Czy wiesz może gdzie mieszka profesor Einstein?". Podobnie jak wielu miejscowych, niemających pojęcia, kim jest doktor Moore, chłopak wiedział jednak jednak, gdzie zatrzymał się Einstein. Zaprowadził Węgrów do domu przy Old Grove Road, gdzie zastali go pogrążonego w myślach.

Usiadłszy przy prostym drewnianym stole, stojącym na werandzie skąpo umeblowanego domu, Szilard wyjaśnił, jak można wywołać reakcję łańcuchową w uranie przełożonym warstwami grafitu i bombardowanym neutronami uwalnianymi podczas procesu rozszczepiania jąder atomowych."Nigdy o tym nie pomyślałem!" - przerwał mu Einstein. Zadał kilka pytań, zastanawiał się przez kwadrans i szybko pojął, jakie następstwa mogą wynikać z zastosowania w praktyce tego, o czym usłyszał. Zasugerował, by list z ostrzeżeniem skierować nie do królowej matki, a do pewnego belgijskiego ministra, którego znał.

Wigner zauważył jednak rozsądnie, że trzej uchodźcy nie powinni może informować obcego rządu o tak ważnej sprawie bez konsultacji z amerykańskim Departamentem Stanu. Wspólnie doszli do wniosku, że jedynie Einstein jest dość sławny, by udać się z listem do belgijskiej ambasady i jednocześnie powiadomić Departament Stanu. Po tych uzgodnieniach Einstein podyktował szkic listu po niemiecku, Wigner przełożył tę wersję na angielski, dał swojej sekretarce do przepisania na maszynie, a potem przesłał tekst Szilardowi.

Kilka dni później pewien nieznany przyjaciel zaaranżował spotkanie Szilarda z Aleksandrem Sachsem, ekonomistą z banku Lehman Brothers i dobrym znajomym prezydenta Roosvelta. Wykazując trochę więcej życiowej mądrości, niż trzej fizycy teoretyczni, Sachs stwierdził stanowczo, że list uczonych powinien trafić nie do Departamentu Stanu, lecz bezpośrednio do Białego Domu. Zaofiarował się dostarczyć go tam osobiście.

Szilard widział wtedy Sachsa po raz pierwszy w życiu, ale uznał śmiały plan bankowca za bardzo dobry. "W ten sposób unikniemy wszelkich komplikacj" - napisał do Einstena. Zapytał jeszcze, czy uczony chciałby przejrzeć ostateczną wersję ich listu. Einstein odpowiedział, że tak i poprosił, by Szilard przyjechał raz jeszcze do Peconic.

Wigner przebywał akurat w Kalifornii, Szilard poprosił więc o pomoc innego węgierskiego uchodźcę, fizyka Edwarda Tellera."Sądzę, że jego rady mogą się nam przydać, a poza tym myślę, że poznanie go sprawi Panu przyjemność, bo to niezwykle sympatyczny człowiek" - zapewnił Einsteina. Plusem Tellera był też fakt, że dysponował dużym plymouthem z 1935 roku i umiał nim nawet kierować!

Teller i Szilard wyruszyli do Peconic plymouthem zbierając oryginalny szkic listu sprzed dwóch tygodni. Einsten zdawał już sobie sprawę, że ich list musi odegrać ważniejszą rolę, niż początkowo zakładali. Nie chodzi o ostrzeżenie belgijskiego ministra, by zwrócił uwagę na eksport uranu z Konga. Najsłynniejszy uczony świata musiał przede wszystkim przekonać prezydenta USA, iż powinien zastanowić się nad ewentualnością pojawienia się nowej broni o niewyobrażalnej niemal mocy. Podczas tego spotkania Einstein podyktował Tellerowi po niemiecku nowy list. "Wykorzystałem ten niemiecki list jako podstawę do przygotowania dwóch projektów listów do prezydenta" - wspomina Szilard.

Wedle notatek Tellera, Einstein w podyktowanym przez siebie szkicu poruszał nie tylko kwestię kongijskiego uranu, ale też wyjaśniał reakcję łańcuchowa i przedstawiał ewentualne skutki użycia bomby opartej na tej reakcji. Namawiał ponadto prezydenta do nawiązania formalnych kontaktów z fizykami zajmującymi się tą problematyką. Szilard przygotował na tej podstawie dwie wersje listu do Roosevelta: 45-wersową i 25-wersową. Obie datowane były na 2 sierpnia 1939 roku. Przesłał je Einsteinowi do wyboru i podpisania tej wersji, która będzie mu bardziej odpowiadała. Uczony podpisał obie - ale skromnym wężykiem, bez zamaszystych zawijasów, jakich nieraz używał.



Oto skrót:

"Sir

Ostatnie parce E.Fermiego i L.Szilarda, z którymi zapoznałem się w rękopisie, skłoniły mnie do wniosku, że pierwiastek uran może stać się w najbliższej przyszłości ważnym źródłem energii. Pewne aspekty zaistniałej sytuacji wymagają jednak czujności, a nawet, jeśli okaże się to konieczne, szybkiego działania ze strony Administracji. Sądzę więc, że moim obowiązkiem jest poddać pod Pańską rozwagę następujące fakty i sugestie:
[...] Istnieje możliwość wywołania nuklearnej reakcji łańcuchowej w dużej masie uranu, co wygeneruje olbrzymią energię i duże ilości nowych radopodobnych pierwiastków. Obecnie wydaje się niemal pewne, że jest to osiągnięcia w najbliższej przyszłości.
Zjawisko to może być również wykorzystane do budowy bomb, w tym - choć to jest znacznie mniej pewne - do nowych bomb o ogromnej sile. Pojedyncza bomba tego typu, przeniesiona przez okręt i zdetonowana w porcie, mogłaby bez trudu zniszczyć cały ten port wraz z okolicą. [...]
W takiej sytuacji uzna Pan może za pożądane nawiązanie stałego kontaktu między Administracją i grupą fizyków, pracujących w Ameryce nad zagadnieniem reakcji łańcuchowej."

List kończył się ostrzeżeniem, że nad skonstruowaniem bomby atomowej mogą już pracować niemieccy naukowcy.

Teraz należało wybrać osobę, która dostarczy list do rąk Roosvelta. Einstein nie do końca ufał Sachsowi. Przedstawił innych pośredników. Szilard zaproponował jednak nową kandydaturę - Charlesa Lindbergha, pilota - który dzięki swojemu wyczynowi sprzed 12 lat - samotnemu przelotowi nad Atlantykiem, stał się w Stanach prawdziwą gwiazdą. Zapadła zgoda i poczyniono przygotowania. Szilard miał udać się do Lindbergha z listem polecającym od Einsteina (który poznał pilota kilka lat wcześniej). Trójka żydowskich fizyków najwidoczniej nie miała pojęcia, że słynny lotnik bywał w Niemczech, a w 1938 roku został nawet udekorowany przez Hermanna Goringa orderem Orła Niemieckiego. Będąc pod wielkim wrażeniem szybkiego rozwoju Luftwaffe, Lindbergh stał się izolacjonistą i przeciwnikiem polityki Roosvelta.

Na szczęście 15 sierpnia Szilrad usłyszał w radiu przemówienie Lindbergha, transmitowane na cały kraj i zdał sobie sprawę, jak bardzo się pomylił, proponując takiego pośrednika. Słynny lotnik uderzył bowiem w dzwon amerykańskiego izolacjonizmu. "Przeznaczeniem tego kraju nie jest udział w europejskich wojnach" - zadeklarował na wstępie. Kolejne zdania ujawniały proniemieckie sympatie Lindbergha, a także jego niechęć do żydowskiej własności w mediach: "Musimy spytać, kto jest właścicielem i kto ma wpływ na daną gazetę, kronikę filmową czy rozgłośnię radiową. Jeśli nasz naród będzie znał prawdę, to jest mało prawdopodobne, by zechciał przystąpić do wojny."

W liście do Einsteina, Szilard stwierdził krótko: "Lindbergh nie jest naszym człowiekiem."

W tej sytuacji fizycy postawili na Alexandra Sachsa, któremu przekazali list podpisany przez Einsteina. Ale choć sprawa była ogromnej wagi, Sachs przez niemal dwa miesiące nie potrafił znaleźć sposobności, by dostarczyć dokument prezydentowi. Tymczasem sytuacja międzynarodowa uległa dynamicznemu przyśpieszeniu. Hitler rozpoczął swój gambit, zaskakującym posunięciem poprzez pakt z Sowietami i atak na Polskę. 3 września Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę III Rzeszy. Ameryka zaczęła się po cichu zbroić i pracować nad nowym sprzętem bojowym, potrzebnym na wypadek podjęcia działań wojennych.

Pod koniec września Szilard spotkał się z Sachsem i stwierdził z przerażeniem, że finansista nadal nie potrafił podać konkretnego terminu spotkania z prezydentem. "Jest całkiem prawdopodobne, że z Sachsa nie będziemy mieli żadnego pożytku - pisał do Einsteina - Wigner i ja postanowiliśmy mu dać jeszcze dziesięć dni". Sachs nie bardzo zmieścił się w terminie, ale w środę 11 października zjawił się wreszcie w Gabinecie Owalnym z listem Einsteina, notatką Szilarda i własnym memorandum, liczącym osiemset słów.

Prezydent powitał go jowialnie: "Alex, co cię do mnie przygnało?"

Sachs bywał gadułą i może dlatego personel Białego Domu nie ułatwiał mu spotkań z Roosveltem, którego finansista lubił raczyć anegdotami. Tym razem była to opowieść o wynalazcy, który zaproponował Napoleonowi, że zbuduje dla niego nowy typ okrętu, napędzanego parą, a nie siłą wiatru. Bonaparte wyrzucił wynalazcę za drzwi jako wariata. Okazało się - opowiadał Sachs - że tym niedocenionym był Robert Fulton, a morał z tej historii jest taki, że nawet cesarz powinien umieć słuchać.

Roosvelt w odpowiedzi podał asystentowi jakąś karteczkę, a ten zniknął i zaraz powrócił z butelką bardzo starego i cennego napoleona. Napełnił koniakiem dwa kieliszki. Atmosfera spotkania stała się raczej prywatna. Nie o to chodziło trzem fizykom!

Sachs obawiał się teraz, że jeśli zostawi list i notatki prezydentowi, ten w sennym nastroju po kieliszku wybornego koniaku tylko rzuci na nie okiem i odłoży je na bok. Jedynym pewnym sposobem, by ich treść dotarła do Roosvelta, było przeczytać je na głos.

Hm. W tym momencie dochodzimy do clou tej historii.

Gdyby Sachs nie odmówił wypicia napoleona, kto wie jak potoczyłyby się losy świata? Być może prezydent Roosvelt zdrzemnąłby się i nie przeczytał listu lub uznałby list Einsteina za niezrozumiały - jak jego rewolucyjne teorie fizyczne.

Sachs jednak odmówił poczęstunku i stanął przed biurkiem Roosvelta. Przeczytał mu głośno skrót listu Einsteina, fragmenty notatki Szilarda i parę urywków z innych dokumentów.

- Alex, w tej sytuacji trzeba dopilnować, żeby naziści nie wysadzili nas w powietrze! - oznajmił prezydent.
- Otóż to! - potwierdził Sachs.
Roosvelt wezwał teraz swego osobistego sekretarza.
- Trzeba działać - stwierdził.

Jeszcze tego samego wieczoru przygotowano plan powołania komitetu, kierowanego przez doktora Lymana Briggsa, dyrektora Biura Standardów - federalnego laboratorium fizycznego. Komitet zebrał się po raz pierwszy 21 października w Waszyngtonie. Einstein nie był, i nie chciał być, obecny na tym spotkaniu. Nie zajmował się właściwie fizyką jądrową (choć stworzył jej podstawy) i nie należał do ludzi, którzy lubią być blisko władzy politycznej czy wojskowej. Do pracy wzięło się za to węgierskie trio: Szilard, Wigner i Teller.

Tydzień później Einstein otrzymał uprzejme i dość oficjalne w tonie podziękowania od prezydenta. "Powołałem radę - napisał Roosvelt - mającą za zadanie dokładne zbadanie Pańskich sugestii dotyczących uranu".

Ponad dwa lata po tym, jak Einstein wraz kolegami zwrócił uwagę prezydenta na możliwość zbudowania bomby atomowej, USA rozpoczęły realizację Projektu Manhattan. Stało się to 6 grudnia 1941 roku, a więc w przeddzień japońskiego ataku na Pearl Harbor, po którym Ameryka przystąpiła do wojny. Może to potwierdzać spekulacje, że Roosvelt wiedział o japońskim ataku i mu celowo nie zapobiegł, aby otrzymać pretekst do przyłączenia się Stanów Zjednoczonych do wojny. Podjął jednak działania mające przesądzić o losach konfliktu.

Nagle zniknęło gdzieś wielu znajomych Einsteina: węgierskie trio - Wigner, Szilard Teller i także Robert Oppenheimer. Można więc było się domyślać, że prace nad bombą atomową wkroczyły w nową, intensywniejszą fazę. Nikt jednak nie zaprosił Einsteina do udziału w Projekcie Manhattan. Ba - nikt mu o nim oficjalnie nie powiedział. Uczony miał jednak świadomość, że takie prace się toczą.

Gdy 6 sierpnia 1945 roku strategiczny bombowiec B-29 Enola Gay zrzucił śmiercionośny ładunek nad Hiroshimą, Einstein znowu spędzał lato w wynajętym domu, tym razem nad jeziorem Saranac w górach Adirondacks. Widok na Whiteface Mountain przypomina podstawy tworzenia się grzyba atomowego.



Sekretarka, Helen Dukas, poinformowała go o ataku na Hiroshimę, gdy po popołudniowej drzemce zszedł na herbatę. Według niej jedyną reakcją było westchnienie: "O mój Boże!"

Trzy dni później zrzucono kolejną bombę, nad Nagasaki. Następnego dnia urzędnicy z Waszyngtonu ujawnili długą historię bomby atomowej. Podkreślano w niej historyczną rolę listu Einsteina do Roosvelta z 1939 roku. Sam uczony nie był tym zachwycony. Uważał, że przeceniono zarówno jego inicjatywy, jak i równania E=mc2 sprzed czterdziestu lat. Stał się przez to w powszechnym przekonaniu "ojcem" bomby atomowej, choć w istocie jego udział w całym przedsięwzięciu był niewielki. Tygodnik "Time" dał nawet na okładce portret uczonego na tle atomowego grzyba z wypisanym słynnym wzorem.



Ta opinia prześladowała Einsteina, który był duchowym pacyfistą - przeciwnikiem zbrojeń. "Gdybym wiedział, że Niemcom nie uda się wyprodukować bomby atomowej, nie kiwnąłbym w tej sprawie nawet palcem" - powiedział w rozmowie dla Newsweeka w 1947 roku.

Oczywiście ani on, ani uroczy profesor Szilard, ani wszyscy inni uczeni zaangażowani w Projekt Manhattan, nie mogli wiedzieć, że ich błyskotliwym kolegom z Berlina, takim jak choćby Heinseberg, nie uda się zbudować bomby atomowej. Parę miesięcy przed śmiercią Einstein podsumował całą historię tak: "Może w końcu mi wybaczą, bo wtedy my wszyscy uważaliśmy za wysoce prawdopodobne, że Niemcy pracują nad tym problemem i może im się udać. Staliby się wtedy rzeczywiście rasą panów..."

---

Oto partia szachowa Alberta Einsteina z Robertem Oppenheimerem (który kierował pracami w Los Alamos nad Projektem Manhattan) rozegrana podobno w 1933 roku w Uniwersytecie Princeton.

1. e4 e5 2. Nf3 Nc6 3. Bb5 a6 4. Ba4 b5 5. Bb3 Nf6 6. O-O Nxe4 7. Re1 d5 8. a4
b4 9. d3 Nc5 10. Nxe5 Ne7 11. Qf3



Einstein grozi uderzeniem na f7 i planuje dalszy atak na czarnego monarchę, który pozostał w centrum bez roszady. Koniecznie trzeba było wyprowadzić gońca 11... Ge6

11... f6??

Teraz białe mają już wygraną pozycję.

12. Qh5+ g6 13. Nxg6 hxg6 14. Qxh8 Nxb3 15. cxb3 Qd6 16. Bh6 Kd7 17. Bxf8 Bb7 18. Qg7 Re8 19. Nd2 c5 20. Rad1 a5 21. Nc4 dxc4 22. dxc4 Qxd1 23. Rxd1+ Kc8 24. Bxe7 1-0 dla twórcy teorii względności.

---

Źródła:
1. W. Isaacson: Einstein. Jego życie, jego wszechświat, WAB 2010
2. http://www.chessgames.com
3. http://www.atomicarchive.com/Docs/Begin/Einstein.shtml

_________________________________
Felietony z CaissÂą

Sept 19, 2011 at 00:38

Print
Zerd
Status: Elite

Posts: 628
Registered: Dec 17, 2005
IP: Logged
Re: Felietony z Caissą [post #2]

Ech! Kiedyś grałem w szachy całkiem nieźle jak na amatora. Do tej pory mam podręczniki i próbowałem tą grą "zarazić" wiele osób z miernym skutkiem. Bywałem nawet na turniejach w wojsku Raz drużyowo zajęliśmy drugie miejsce tylko dlatego, że jeden nasz przegrał wszystkie partie, drugi zaś wszystkie wygrał a ja wygane wszystkie jak do wkońcówce z przewagą lekkiej figury doprowadziłem do remisu bo wszystkie oczy na mnie patrzyły ( była to ostatnia partia turnieju). Te pół punktu niestety przesądziło. Dodatkowo ja zbierałem drużynę a tego zawodnika co przegrał wszystko wziąłem bo chłopak chciał się zrechabilitować w oczach przełozonych, ech ! miękkie serce a twarda d...Ale ja chętnie zagram np na kurniku, nie oszukuję, nie kombinuję, kiedyś grałem na 30 minut i uważałem, że jest to czas w sam raz dla zawodnika mojej klasy, niestet obecnie nie mam już takiegooczynienia z szachami ale chętnie jakby jakiś mistrz czy niższa szarża zechciał mnie podszkolić to ja zawsze. Czas mam zawsze.

Oct 06, 2011 at 20:24

Print
Zerd
Status: Elite

Posts: 628
Registered: Dec 17, 2005
IP: Logged
Re: Felietony z Caissą [post #3]

A co do Einsteina to też znam jego powojenne dzieje. Otórz za odmowę współpracy z CIA miał być oskarżony o szpiegostwo na rzecz ZSSR i stracony. Zmiany polityczne w USA uratowały mu skórę ale umarł tam jako biedny, schorowany i opuszczony człowiek. Co do samej bomby atomowej to też pobieżnie znam jej historię i wiem, że główny naukowiec przekazywał informacje o bombie zarówno ZSRR jak i Wielkiej Brytani. Postąpił tak bo wiedział czym grozi ludzkości dominacja jednego mocarstwa. Słusznie jak mniemam uważał, że ta broń została odkryta przez ludzkość zbyt wcześnie, może nawet za wcześnie o 1000 lat.

Oct 06, 2011 at 20:31

Print
Adi Cherryson
Status: Hero

Posts: 2100
Registered: Sept 14, 2002
IP: Logged
Re: Felietony z Caissą [post #4]

Ja w młodości lubiłem gambity i ostrą grę. W szkole średniej pewien kolega ciągle sprawiał mi kłopoty czarnymi, grając skutecznie obronę sycylijską. Nabrałem urazu i postanowiłem rozpoczynać tylko 1.d4. Po 1.e4 grałem tylko Caro-Kann. Materiał szkoleniowy dostępny był głównie po rosyjsku. Trzeba było się nieźle napracować. Ale w ten sposób znacznie podniosłem rozumienie szachów. W zasadzie to zostałem niejako "ekspertem" od końcówek wieżowych wśród znajomych, bo jako jedyny ustawiłem na szachownicy prawie wszystkie pozycje z książki "Końcówki szachowe - wieżowe" Awerbacha:

starocie

Potem przyszła epoka Kasparowa i w tym czasie rozpoczęła się też moja przygoda z szachami korespondencyjnymi. To był czas meczów Kasparowa z Karpowem. Nie przespane noce nad wariantem Scheveningen kończyły się ćwierkaniem ptaków nad ranem. To był początek mojej znajomości z obroną sycylijską. Wygrałem kilka ciekawych partii, bo wtedy dostęp do materiału gwarantował sukces. Potem bywało już różnie.

Czasu nie starczało, ale już zawsze wybierałem szachy, nad resztą umysłowych rozrywek. Z deski już całkowicie przeszedłem na grę korespondencyjną. Komputerowe gry strategiczne także mnie bardzo fascynują. I to jest taka klamra spinająca moją obecność na Forum.

Stanisław Ulam, wybitny polski matematyk, który miał także udział w atomowym debiucie napisał, że "w odczuciu piękna, jakie daje matematyka, musi więc być coś obiektywnego, jeśli nawet nie zostało to jeszcze zdefiniowane." Można to przenieść na szachy... Na razie...

_________________________________
Felietony z CaissÂą

Oct 12, 2011 at 01:14

Print
jobabr
Status: Redaktor

Posts: 3292
Registered: Dec 07, 2005
IP: Logged
Re: Felietony z Caissą [post #5]

Świetny wątek, przeczytałem z przyjemnością!

Oct 15, 2011 at 18:13
Gadu-Gadu: 5763902
Print
^ Początek strony ^



Username: Password: Lost your password?

tForum version b0.94.1.2 (© 2003 tForumDevTeam)

The comments published here represent only the personal opinions of the respective users. civ.org.pl and it's staff is not held responsible for the contents of the posts.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Portal civ.org.pl ani jego redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.


hosted by artserwis.pl - praca, konkursy, portfolia dla twórców.