civ.org.pl forums > Space 4X - Sins of a Solar Empire > Vortravor vs Farin vs Rob_ert
Zmień język na polski. Switch to English.

Print This Topic        Mark Topic as Unread 

civ.org.pl forums > Strategie Kosmiczne 4X > Sins of a Solar Empire
Poster
Message    
Rob_ert
Status: Elite

Posts: 874
Registered: Dec 01, 2005
IP: Logged
Vortravor vs Farin vs Rob_ert [post #1]

Czy w czasie gdy wokół ciebie jest ciemność można mówić o tym, że nadchodzi mrok? Nie wiem jak określić to co nas czeka w najbliższej przyszłości, boję się jednak myśleć o tym co skrywa najbliższa przyszłość.
Znany mi wszechświat jest pogrążony w wojnie, totalnej wojnie, gdzie nie ma miejsca na litość, gdzie w rozbłysku rozrywanego reaktora antymaterii, silniejszym od blasku 1000 gwiazd, wyparowują tysiące istnień. Gdzie w ciągu kilku godzin cała populacja planety przestaje istnieć, gdzie młodym ludziom wmawia się, że jedynym ich celem jest wzięcie udziału w wojnie, która już nawet nie ma swojej nazwy, jest po prostu WOJNĄ.
Tylko tutaj mogę pisać prawdę, na co dzień jako przywódca TEC muszę wmawiać wszystkim wokół i samemu sobie, że wygrywamy, że nasza flota robi postępy, że nasza droga jest jedyną właściwą, prawdziwą prowadzącą do wolności, demokracji, dobrobytu... g***o prawda!
Wszystko zaczęło się tak wspaniale… chyba jak każde piekło i nasze zrodziło się z nadziei, optymizmu. Za czasów mojego pradziadka odkryto napęd FTL. Nagle wszechświat stał się mały, odległe planety były w zasięgu ręki… Zbudowaliśmy pierwszego BSa… Caprica, lotniskowiec… chyba tak z przekory, aby móc szczycić się tym, że ciągle potrafimy budować śmiercionośne zabawki, że pomimo tego, że nie mamy wrogów, że po raz pierwszy cała ludzkość zjednoczyła się, ciągle banda zwana Flotą, Armią może chodzić w swoich mundurkach i bawić się w wojenkę.
Caprica licząca 5000 załogi, z 2 skrzydłami myśliwskimi i 1 bombowym, ruszyła w podróż aby odkrywać nowe światy gdzie w pokoju moglibyśmy żyć, rozwijać się… W pokoju...
Okazało się, że wszechświat mimo wszystko nie jest taki spokojny, nad planetami krążyły małe floty pirackie, które zrobiły tam sobie bazy wypadowe. Caprica szybko dawała sobie z nimi radę a załoga w ten sposób zdobywała doświadczenie bojowe... Każdego dnia Flota stawała się coraz bardziej biegła w tym do czego została stworzona, a czego nikt nie miał odwagi przyznać - do zabijania.
Nasza republika rosła z każdym dniem, z każdą nową zasiedloną planetą, asteroidą. Gospodarka kwitła, nowe gałęzie nauki rozwijały się w zastraszającym tempie... Nauka, która miała służyć ludziom, lepszemu życiu, szczęściu... Mimochodem Flota przepychała pomysły, aby usprawnić broń pokładową, pancerze, tarcze... Tak od niechcenia.
W 50 lat od założenia pierwszej kolonii na asteroidzie Eros w układzie nazwanym Vort spotkaliśmy ich... Vortravorów... Caprica w eskorcie kilku fregat wleciała do studni grawitacyjnej planety Edriani 1469 (jeszcze wtedy tak nazwanej)... Po kilku sekundach gdy sensory zaczęły badać najbliższą przestrzeń, najpierw ku niedowierzaniu a później ku przerażeniu załogi Capricy zaobserwowano kilkanaście obiektów z dużą prędkością zbliżającą się do naszej formacji. Jeden z nich miał masę porównywalną z Capricą... Sama narzuciła się jedyna odpowiedź... to był ich odpowiednik BSa. Dowódca Capricy kapitan Cook wysłał sygnał powitania... Nic... Sensory naszych okrętów bardzo szybko wykryły zbliżające się w stronę Capricy mniejsze obiekty... pociski... Nie było chwili do stracenia... Zwrot o 180 st., pełny ciąg silników, awaryjne rozgrzewania napędu FTL, wstrząsy targające Capricą gdy tarcze przejmowały uderzenia pocisków... Skok... Działo się to 106 lat temu...
Od tego czasu system nazwany Vort został zamknięty, obowiązuję całkowity zakaz lotów... Nic nie wiemy co tam się dzieje, nic z stamtąd do nas nie przyleciało... Czemu "Vort" i "Vortravorzy"? W czasie nawiązania kontaktu z głośników dochodził tylko jeden dźwięk, słowo... VORTRAVOR... Do dziś nasi naukowcy nie wiedzą co ono oznacza. Czy było to powitanie, groźba? Jedyne co zrozumieliśmy to skoki mocy generatorów tarcz gdy uderzały weń pociski Vortravorów... Oto jeden z aktów wojny...
Po tym zdarzeniu stało się dla nas jasne, że oprócz nas jest ktoś jeszcze w wszechświecie i uderzyło to nas bardzo boleśnie. Republiką wstrząsnęły niepokoje, samobójstwa, religie upadały... Skoro bogowie nas stworzyli, skoro tak bardzo nas kochali czemu stworzyli te inne istoty... a może bogów nie ma?
Republika upadła... powstało TEC państwo policyjne a może raczej... twór, totalitarny rządzony poprzez Flotę na czele której stała marionetka - prezydent z zabawką - senatem...
Wdrożono program rozbudowy floty BSów i mniejszych jednostek. Powoływano do Foty i Armii miliony młodych mężczyzn i kobiet. Doszło do tego, że senat wystosował dyrektywę, która nakłada na rodziny obowiązek posiadania minimum 4 dzieci... W przeciwnym wypadku taka rodzina płaci tak zwane "bykowe". Społeczeństwo jest do tego aby się rozmnażało, aby kobiety rodziły żołnierzy...
W bardzo szybkim czasie do Capricy dołączył okręt Sulaco. Sulaco - ciężko opancerzony niszczyciel dużych jednostek. Okręty klasy Sulaco posiadają 4200 załogi. Jako jedyne są wyposażone w najcięższe miotacze plazmy na dziobie... W sumie okręty klasy Sulaco to latające działo plazmowe przeznaczone do niszczenia dużych jednostek wroga. W późniejszym czasie dołączyły do floty jeszcze okręty klasy Zeus - niszczyciele planet i okręty wsparcia klasy Afrodyta.
W ciągu 100 lat zginęło... nikt już nie liczy ofiar... to tylko nikomu niepotrzebna statystyka a przecież media i tak są tubą Floty.
W tym czasie Flota w pełni chwały zniszczyła kilka światów, wymazała z historii wszechświata piękną rasę Adventów, najpierw niszcząc ich piękne okręty, które oprócz tego, że siały śmierć zachwycały swą... gracją, delikatnością... Advenci mistrzowsko ukazali, że śmiercionośna broń może być piękna... Przerażające... czasami myślę, że dobrze się stało iż takie istoty zginęły...
TEC w swojej żarłoczności posuwa się ciągle naprzód przejmując kolejne planety uprzednio anihilując istniejące tam życie rozumne, nawet nie starając się nawiązać kontaktu z "wrogami".
W ostatnich dniach nadeszły kolejne niepokojące informacje. Na arenie pojawiła się nowa rasa - Farinie... W czasie zaciekłej bitwy nad orbitą planety Tau 4830, planety rodzinnej Tauranów, gdzie miało mieć miejsce kolejne chwalebne zwycięstwo pojawiła się ogromna nieznana flota... Nazwaliśmy ich Farianie. Nie mieli przyjaznych zamiarów. Nasza Flota szybko się wycofała...
Wczoraj musiałem podpisać "Akt Mobilizacyjny" na mocy którego nawet weterani ponownie są wcielani do Floty... Weterani... 5% tych którzy zakładają mundury, którzy walczą wracają do domów, do rodzin, ponownie są wcielani... Nie ma litości, nie ma bogów...
Co przyniesie jutro? Widzę tylko mrok...

[Edited by Rob_ert on Jun 24, 2012 at 16:31]

Jun 24, 2012 at 16:30

Print
Farin
Status: Veteran

Posts: 370
Registered: Sept 07, 2008
IP: Logged
Re: Vortravor vs Farin vs Rob_ert [post #2]

boskie opowiadanie :]
ale po przeczytaniu tego: "...Na arenie pojawiła się nowa rasa - Farinie..."
moge dać tylko to: http://www.youtube.com/watch?v=F0Od1OaHsYY :]

Jun 25, 2012 at 19:53

Print
Rob_ert
Status: Elite

Posts: 874
Registered: Dec 01, 2005
IP: Logged
Re: Vortravor vs Farin vs Rob_ert [post #3]

- Integralność kadłuba stacji 15% - informował oficer taktyczny. Odległość floty Farinów sześć minut świetlnych. Ich pociski dotrą do nas za trzy minuty i dwadzieścia cztery sekundy. W zasięgu ich broni energetycznej znajdziemy się… za cztery minuty i szesnaście sekund.
- Bardzo dobrze. Kontynuować skoncentrowany ostrzał bazy. Połączcie mnie z komandorem Zukerem – mówił admirał Adama.
Admirał William Adama był postawnym mężczyzną w wieku 95 lat. W Flocie służył od 18 roku życia… jak większość obywateli TEC. Miał tylko to szczęście, a może pecha jak czasami w gronie przyjaciół przyznawał, że ciągle żył i przy odrobinie szczęścia a może ogromu pecha przeżyje kolejne 80 lat w pełni zdrowia… Cuda medycyny…
- Sssir… - zajęknął się młody kadet pełniący funkcję łącznościowca. – Sir, zgrupowanie komandora Zukera… nie istnieje. Ostatni okręt rakietowy został zniszczony jakąś minutę temu…
Adama przeżuł przekleństwo. Kolejne piętnaście fregat rakietowych zostało zniszczonych. Przyszłość tysiąca pięćset młodych kobiet i mężczyzn zostało wymazanych z historii galaktyki. Adama liczył się ze stratami, ale miał nadzieję, że przeżyje chociaż setka, choć jedna fregata przetrwa atak!
- Co z komandorem McCoolanem? – pytał dalej.
- Na swoich pozycjach. Ostrzeliwują bazę. Straty powyżej 90% - meldował kadet.
- Przekaż aby natychmiast się wycofali. Przekaż również komandorowi Reedowi aby jego lotniskowce rozgrzewały napęd FTL i czekają na rozkaz odwrotu. Dowódcy BS-ów również mają przygotować się do awaryjnego opuszczenia studni, natychmiast po zniszczeniu bazy – Adama spojrzał na swój ekran taktyczny i jakby sam do siebie – Nie mamy szans z tą flotą.
Admirał mówił o zbliżającej się flocie Farinów na czele której podążał upiorny kształt ich tytana. Okręt o długości pięciu BS-ów… czyli coś około czterech kilometrów. Jego przód przypominał płatki kwiata… Koszmaru o poszarpanych dwu kilometrowych płatkach, bluzgających pociskami rakietowymi. Tytanowi towarzyszyło jeszcze kilka okrętów klasy BS i całe mrowie mniejszych jednostek.
- Sir, integralność kadłuba bazy 5% - meldował oficer taktyczny.
W tym samym momencie okrętem flagowym TEC klasy tytan Colossus wstrząsnęły delikatne wstrząsy. To pociski wreszcie doleciały i wybuchały w kontakcie z tarczami.
- Meldować o stanie floty!
- Fregaty komandora McCoolana poza zasięgiem ostrzału wroga. Stracili jeszcze dziesięć jednostek. Lotniskowce bezpieczne, czekają na rozkaz wycofania się – meldował łącznościowiec.
Kolejne ofiary i o co? Atak na Tau 4830, dawną stolicę Imperium Tauronów miał być szybkim spacerkiem zakończonym tryumfalnym powrotem do bazy Floty. Na chwilą obecną okazało się, że armadzie uda się zniszczyć bazę gwiezdną Farinów i nic poza tym… a ofiary sięgały już około trzech tysięcy… Oczywiście może się ta liczba jeszcze zwiększyć o ile ten piekielny twór – baza gwiezdna w końcu nie wybuchnie a ostrzał zbliżającej się floty wroga nie będzie za celny.
Nagle główny ekran taktyczny Colossusa pociemniał, światło przygasło i dało się odczuć lekkie drżenie. Drżeniu zawtórowały głośne krzyki obsady mostka okrętu… Wreszcie baza eksplodowała a okręt stawiał czoło fali uderzeniowej.
- Natychmiastowy manewr odwrotu. Szyk zwarty – chyba wszyscy czekali na ten rozkaz admirała.
Colossusem coraz to targały delikatne drżenia. To ostrzał Farinów, wreszcie w pełnej mocy dawało się odczuć. Zaletą służenia na okręcie flagowym był taki, że miało się teoretycznie największe szanse przeżycia. Okręt klasy tytan - Colossus był potężną maszyną zagłady. Był co prawda o połowę krótszy od swojego odpowiednika we flocie Farinów, ale za to jego konstrukcja była bardziej zwarta, pękata. Sam Colossus miał siłę ognia trzech okrętów klasy BS i proporcjonalnie lepsze tarcze i pancerz. Niemniej mogłeś być pewien jednego służąc na Colossusie – to ty będziesz pierwszym celem wrogiej floty. Nie inaczej było i teraz.
- Sir wszystkie jednostki na kursie ku krańcowi studni grawitacyjnej Tau. Formację zamyka Caprica i Afrodyta. Obie jednostki pod ciężkim ostrzałem, ale ich tarcze trzymają – szybko meldował łącznościowiec.
- Bardzo dobrze. Wydać rozkaz wykonania skoku FTL bez autoryzacji. Niech Reed zbiera swoich zbirów na pokład i skacze.
W pustce kosmosu odbywał się niemy taniec gigantów pomiędzy, którymi rozbłyskiwały małe gwiazdki. To eksplodujące pociski rakietowe i rozbłyski plazmy uderzającej w tarcze okrętów.
Na przedzie okręty TEC przedzierały się ku granicy studni grawitacyjnej planety, aby wykonać skok i bezpiecznie przybić do doków remontowych bazy Floty. Za nimi podążały jak zwierzęta myśliwskie okręty Farinów, co rusz bluzgające bronią pokładową.
Wreszcie okręty TEC osiągnęły punkt skoku i w krótkim rozbłysku znikały, przenosiły się w nadprzestrzeń aby z prędkością większą niż światło uciec wściekłości swych oponentów.

Na granicy studni grawitacyjnej planety Hot, bazy Floty, ciemność kosmosu zaczęły rozrywać krótkie rozbłyski – to armada TEC wracała z ataku na Tau 4830.
- Meldować o stanie floty – skierował Adama do łącznościowca.
- Sir, jak na razie zgłosiły się wszystkie jednostki, poza… - młody chłopak przebiegł szybko palcami po wirtualnej klawiaturze i kontynuował. – Nie zgłosiła się jeszcze Caprica i Afrodyta… Jest sygnatura skoku… To Caprica! – chłopakowi nie udało się ukryć radości. – Sir, kapitan Mandella chce z Panem rozmawiać.
- Słucham kapitanie Mandella – rzucił Adama wstając z fotela admiralskiego. Natychmiastowe połączenie kapitana okrętu wychodzącego z nadprzestrzeni nie zwiastowało niczego dobrego.
- Admirale – w głosie kapitana Mandelli dało się wyczuć smutek. – Afrodycie nie udało się. Te cholerne bestie sir, mają jakąś tajną broń. Nie mogliśmy wykonać skoku gdyż zainfekowali nasze komputery pokładowe jakimś wirusem… Ciągle zmieniały się polecenia komputera nawigacyjnego. Zamiast polecenia skoku pojawiał się rozkaz ataku… Naszemu oficerowi technicznemu udało się odłączyć komputer nawigacyjny i ręcznie aktywowaliśmy napęd skokowy, ale na Afrodycie nie połapali się na czas i chwilę przed naszym skokiem zostali zniszczeni…
- Dziękuję kapitanie… - spotkamy się u mnie na kolacji o 19:00 czasu pokładowego i przedyskutujemy tę sprawę. Adama bez odbioru.
Na mostku zapanowała cisza… Każdy liczył się ze śmiercią i w każdej bitwie ginęły tysiące, jednak zniszczenie BS zawsze było dużym ciosem. Afrodyta była najstarszym okrętem wsparcia technicznego Floty. Długa tradycja, chwalebna tradycja…
- Pierwszy, przejmujesz mostek. Będę u siebie. Wiesz Tomasz co masz robić? – rzucił Adama kierując się ku drzwiom windy.
- Tak jest sir – odpowiedział pięćdziesięcioletni Tomasz Willks pierwszy oficer Colossusa w randze kapitana. – Wydać rozkaz całej flocie udania się do przypisanych poszczególnym jednostkom dokom naprawczym. Meldować o stanie osobowym…
Reszty William już nie słuchał. W sumie nawet nie musiał Tomaszowi mówić co ma robić, był świetnym oficerem i sam potrafił dowodzić Colossusem jak i potrafiłby dowodzić całą flotą.
Jadąc windą admirał oddał się myślom… Iluż dziś zginęło? Załoga Afrodyty to trzy tysiące osiemset osób… czyli w całej bitwie – spacerku – jak to określali oficerowie Floty zza biurek prawie siedem tysięcy istnień…
Zaraz jak wszedł do swojej kajuty położył się na łóżku i zasnął. Miał jakieś dwie godziny czasu na sen, aby odrobinę się wyspać i o godzinie 19 zjeść kolację o posmaku stypy z ocalałymi dowódcami BS-ów i reszty floty. Zasnął niemal natychmiast.
Śnił o Marii. O młodej dziewczynie, którą poznał w akademii, gdy udało mu się przeżyć pięć pierwszych bitew jako pilot myśliwca i dostał propozycję do nieodrzucenia z TEC, aby rozpocząć naukę w szkole oficerskiej Floty. Marii była o dwa lata młodsza od niego. Filigranowa blondynka o ciemnych oczach o uśmiechu, który nawet po tych wszystkich przeżyciach wojennych nie znikał z jej ust. Cieszyli się sobą tylko rok… On służył jako pierwszy oficer na BS-ie Zeus, ona była drugim oficerem na Spartakusie. Mieli to szczęście, że służyli w błękitnej flocie admirała Nagumo i mogli spotykać się prawie codziennie. Flota nie robiła problemów o ile oficerowie nie zadawali się ze zwykłymi marynarzami. Więc jeżeli nie byli na akcji, po służbie spotykali się albo u niej, albo u niego. Pomiędzy okrętami zawsze krążyły wahadłowce a to z materiałami, wiadomościami, albo tak jak oni z stęsknionymi kochankami.
Sielanka skończyła się w czasie ataku Tauranów na asteroidę Omega 582… W podręcznikach historii TEC ta bitwa jest określana zwycięskiej. Wtedy to został zniszczony tytan Tauranów, w sumie był to ostatni ich zryw… przegrali, zginęli, ale zanim w rozbłysku został zniszczony wrogi tytan, zabrał ze sobą Spartakusa… Nikt nie przeżył… Razem z nim umarła pewna cząstka Williama. Od tego czasu nie potrafił już pokochać. Od tej chwili tylko nienawidził… WOJNY.
Ze snu wyrwał go natrętny brzęczyk interkomu.
- Sir, pilna wiadomość z Dowództwa Floty. Sir! – gorączkowo mówił młody głos.
- Już. Przełącz tutaj.
Na ekranie pojawiła się przerażona twarz prezydenta TEC Flecha.
- William ratuj! Flota Vortraworów jest na orbicie Hope!
Admirał nie wierzył w to co słyszał. Jak to na orbicie stolicy TEC?
- Czekaj Mark, jak to na orbicie? Przecież wiedzielibyśmy wcześniej o tym gdyby gromadzili flotę na Vort. Przecież to nie możliwe.
- Will, ja to wiem, Ty to wiesz, wszyscy zapyziali naukowcy to wiedzą, tylko te demony o tym nie wiedziały. Z tego co wiem ich flota wyszła z nadprzestrzeni od strony gwiazdy… Nikt nie wie jak to się stało… Will, jeżeli Hope upadnie…
Adama rozłączył się. Hope upadnie. Nie ma dla niej ratunku. Cała flota orbituje wokół Hot a to jest dokładnie na drugim końcu terytorium TEC. Muszą wykonać pięć… sześć skoków aby dolecieć do Hope… to około tygodnia lotu… We flocie nie ma jednostek wspomagania – fregat, tylko same BS-y i Colossus…
- Tomasz! – wybrał na komunikatorze numer Pierwszego. – Natychmiast rozkaż całej flocie obranie kierunku na Hope. I przyjdź do mnie.
- Już idę sir – było słychać dezorientację w głosie Tomasza.
Po pięciu minutach dało się słyszeć ciche pukanie.
- Otwarte Tomasz, wchodź!
- Co się stało sir – już w progu pytał się Pierwszy.
Tomaszowi ukazał się niecodzienny widok. Admirał stał przy oknie z szklanką jakiegoś białego płynu. Na stoliku obok stała butelka czystej woodki, w której brakowało około jednej trzeciej zawartości.
- Szklankę masz tutaj – wskazał ręką na stolik William. - I nie piernicz mi, że nie pijesz na służbie bo to rozkaz Twojego dowódcy.
Zmieszany Tomasz powili podchodził do stolika. Admirał stał ciągle odwrócony do niego plecami obserwując przez okno taniec floty. Gdy nalewał sobie odrobinę woodki do szklanki, jego dowódca odwrócił się i Tomasz osłupiał. Adama wyglądał na jakieś trzydzieści lat starzej… Pierwszy otworzył usta aby coś powiedzieć, ale ubiegł go Adama.
- Tomek, co wiesz o Vortraworach?
- Niewiele Will – mieli umowę, że na stopie osobistej będą sobie mówić po imieniu. – Chyba wiem tyle co i wszyscy. Są gdzieś tam sobie i siedzą cicho od 110 lat.
- Tak było do dziś. Właśnie bombardują Hope.
Tomaszowi szklanka wypadła z dłoni.
- Jak to? Przecież to nie możliwe.
- Powiedz to im – mówił Adama wskazując ekran monitora. Tomasz podszedł do monitora i ujrzał chwiejny obraz. Obraz bitwy. Był to bezpośredni przekaz przez amsibla – łączność nadprzestrzenną, która umożliwiała natychmiastową łączność na ogromne odległości. Obraz był przekazywany przez jedną z kamer, którejś jednostki handlowej TEC, która na pełnej mocy silników oddalała się od orbity Hope, lecąc ku granicy studni. Większą część ekranu stanowiła tarcza Hope, błękitna poznaczona zielonymi kontynentami… Nie to jednak było najważniejsze. Na jej tle co rusz rozbłyskały małe gwiazdy, nieodzowny znak kosmicznej bitwy. Dużą część ekranu zajmował ogromny statek, którego kształtu nigdy Tomasz nie widział.
- To ich tytan – usłyszał za sobą głos admirała i zobaczył przed nosem wypełnioną w całości szklankę woodką. – Pij chłopie. Atak trwa już od jakiś pięciu godzin. Przylecieli… z nikąd. Nikt nie wie jak wlecieli w naszą przestrzeń. Według naszej fizyki jest to niemożliwe. Oczywiście bronimy się, ale co możemy zrobić? Stacja bojowa Perseusz informuje, że jest pod ciężkim ostrzałem i utrzymają się jeszcze może z dwanaście godzin. Hop jest ciężko bombardowana. W obecnym tempie ostatni mieszkaniec zginie za jakieś czterdzieści osiem godzin. My tam dolecimy za… sto godzin. Na wszystkich wydymanych bogów! Nie istniejemy już!
Tomasz nie wierzył w to co widzi. Admirał miał rację. Cała flota operowała na Hot. Ciężkie walki z Farinami uniemożliwiały walkę na dwa fronty… a w dodatku ostatnia bitwa o Tau osłabiła flotę znacząco.
Jednym haustem wypił woodkę i nawet nie poczuł jej odrażającego smaku. – Will, nalej mi jeszcze – tylko tyle był w stanie powiedzieć.

Bitwa trwała już sześć godzin. Z floty TEC pozostał już tylko Colossus. Hope poddała się po pięćdziesięciu godzinach walki z przeważającymi siłami Vortraworów. Nic to nie znaczyło. Admirał siedział sam na mostu Colossusa w swoim admiralskim fotelu. Jakieś pięć minut temu, kazał całej załodze wyjść, udać się do swoich kajut, do swoich ukochanych o ile mają takich na pokładzie i jeszcze żyją po uprzednim przełączeniu systemów atak/obrona na tryb automatyczny. Bitwa od początku była przegrana, ale… TEC zginęła w momencie wyjścia z nadprzestrzeni floty Vortraworów nad Hope. Okazało się, że te demony opracowały technologię skoków nadprzestrzennych na ekstremalnie wysokich pasmach pozwalających przemieszczać się (teoretycznie) z jakiegokolwiek punktu we wszechświecie do dowolnego punktu we wszechświecie. Will nie rozumiał tego. Widać niezrozumienie jest zgubą.
Okrętem co chwila targały wstrząsy. Colossus nie miał już tarcz, dawno padły generatory przeciążone ogniem całej floty wroga. Pancerz okrętu pomimo niewyobrażalnej wytrzymałości powoli pękał od jeszcze większej siły ostrzału… Koniec zbliżał się nieuchronnie. Jedno go pocieszało – koniec będzie bezbolesny a później już spokój i pomimo tego, że dawno przestał już wierzyć w bogów, teraz modlił się aby pozwolili mu spotkać się z Marii. Spoglądał na jej zdjęcie i delikatnie palcami muskał starą ponad sześć dziesięcino letnią fotografię.
Jeszcze jeden wstrząs i na mostku zapanowała ciemność. Reaktor antymaterii została odłączony. Włączyły się czerwone światła alarmowe. W normalnej sytuacji okręt by przetrwał. Rdzeń został wystrzelony z reaktora i okręt unieruchomiony czekałby na ratunek. Zasilanie podstawowych systemów przejęły małe reaktory fuzyjne, ale te nadawały się tylko do zasilania systemów podtrzymywania życia, komunikacji, ale w bitwie…
William przyłożył zdęcie do serca i…
Colossus nagle znieruchomiał. Flota Vortraworów przestała strzelać. Taka sytuacja wydawała się trwać wieczność, choć nie trwało to dłużej niż sekundę. Najpierw powoli a później coraz szybciej i coraz więcej na pancerzu Colossusa poczęły pojawiać się małe jasne kwiatki. To pękał pancerz rozrywany od wewnątrz. Po nich nastąpił jeden ogromy wybuch, jaśniejszy od blasku gwiazdy i złudnego blasku TEC, której upadek rozpoczął się w najjaśniejszej chwili jej historii.
Floty już nie było. Ostatnie resztki TEC zostały zmiecione rok później przez floty Vortraworów i Farinów, które rzuciły się na truchło giganta.

Ponoć jeszcze gdzieś można spotkać małe kolonie zaszyte głęboko w kosmosie, ukrywających się ludzi na asteroidach. Parają się oni wydobywaniem metali, ich przetopem i handlem. Nowi władcy wszechświata ignorują ich, chyba nawet nie wiedzą o ich istnieniu, tak jak i nie zauważają podobnych im małych społeczności Adventów i Tauronów, którzy wcześniej upadli przygniecieni siłą potęgi TEC… potęgi na glinianych nogach.

Jun 26, 2012 at 17:04

Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
Re: Vortravor vs Farin vs Rob_ert [post #4]

Quote:
Piękny wpis rob_ert.
Postanowiłem dodać i coś od siebie

Chciałem podziękować za wspaniałą walkę i pogratulować Farinowi ostatecznego zwycięstwa ,



Gdzieś na obrzeżasz Imperium Istharii
Okręt flagowy Cerberus


Ran'haart stał przy iluminatorze i wpatrywał się gdzieś w odlęgłą przestrzeń. Jakby czegoś szukał, jakby na coś czekał.
Myślał, zastanawiał się dlaczego do tego doszło.Próbował przypomnieć sobie jak to się zaczęło i chociaż nie pamiętał wszystkiego zbyt dobrze to powoli wyłaniał mu się obraz wydarzeń.
Oto prawie 117 cykli temu napotkali w sektorze 11-223 obcą rasę, która nie odpowiadała na wezwania , dlatego też kapitan floty zwiadowczej rozkazał atak.
Obce statki wycofały się, a zwiadowcy oznaczyli ten sektor jako obszar stanowiący granicę z nowo napotkaną rasą.
Jako, że Nasze cele terytorialne kończyły się w tym obszarze na tym właśnie sektorze to nie interesowało Nas wkraczanie w strefę zajmowaną przez TEC, jak się podobno nazywali, chociaż nigdy do końca nie było to potwierdzone.
Kolejne cykle upływały na wojnie z piratami, kolonizowaniu kolejnych planet, a ostatnie cykle upłynęły na zwycięskiej wojnie z Rasą kroczącą jakąś Drogą ,
która nie chciała uznać zwierzchnictwa Istharii.Nie był to godny Nas przeciwnik i w końcu padł na kolana . Dokładnie kilkanaście klików temu zajęta została ostatnia planeta, ostatni bastion buntowników.
I gdy miał świętować kolejne zwycięstwo dostał raport ze stolicy. Dlaczego, pytał siebie. Jaki mają plan?Co ich skłoniło do tego?
Rozmyślania przerwał mu odgłos odsuwających się drzwi.

- Jestem , jak wzywałeś Panie - Oshoot ostatecznie wyrwał z zadumy swojego przywódcę.

Ran'haart powoli odwrócił się i przez chwilę przyglądał się podwładnemu, po czym skinął w kierunku biurka.
Oshoot zbliżył się , przesunął rękę nad blatem, który momentalnie zamigotał i wyświetlił ciąg cyfr i słów.
Potrzebował chwili na przeglądnięcie całości, a z każdą chwilą robiło mu się coraz słabiej.

Nie było to dziwne biorąc pod uwagę treść raportu.
Niespodziewany atak nieznaną bronią na dwie kolonie.ilość ofiar...ponad 6 miliardów.Obszar skąd został wyprowadzony atak wskazuje na tereny zajmowane przez TEC.
Po skończeniu studiowania raportu, podniósł wzrok na swojego władcę, ale nic nie mówił. Nie był w stanie wypowiedzieć nic co było by odpowiednie w tej sytuacji.
Stali tak w milczeniu chwilę, która zdawała się nie mieć końca, zanim Ran'haart przerwał ciszę.

- Mogliśmy ich zniszczyć nim jeszcze na dobre zaczęli stawiać kroki wśród gwiazd. Pozwoliliśmy im jednak istnieć w pobliżu Nas.Nie wkraczaliśmy w ich przestrzeń. Niemal ich ignorowaliśmy.
I co mamy z tego?
- Uderzył mocno o blat. - Tak się właśnie kończy gdy pozwala się robactwu rozprzestrzenić.Ale zapłacą za to, oj zapłacą,Poznają co to znaczy złość Istharii.
Za dwa kliki chcę wszystkich dowódców tutaj, wyślij także wiadomość do Hingara , że broń ma być w pełnej gotowości , cel podam mu osobiście po odprawie z przywódcami.

- Tak jest
- Energicznym ruchem Oshoot odwrócił się i niemal wybiegł z pomieszczenia.

Dowódca spojrzał jeszcze raz na znaki skrzące się na blacie, poczym ruchem ręki zgasił obraz i również wyszedł.


12 dran później
Orbita Hope, Stolica TEC



Hope, najludniejsza planeta TEC, a zarazem ich stolica nie była przygotowana do tego co miało się wydarzyć.
Życie na globie jak i bazach orbitujących wokół biegło jak zwykle.
Baza gwiezdna monitorująca ruch poza granicą ich wpływów pilnowała aby obcy nie wkroczyli niespodziewanie w ich obszar.
Byli pewnie, że nikt nie jest w stanie im zagrozić. Nie znali tych obcych za dobrze, ale kimże mogli być.Nie mogli się równać z potęgą TEC.
Taka była propaganda, tak byli uczeni młodzi i według tego poczucia żyli potem całe życie.
I to wszystko runęło w jednej chwili.
Najpierw znikąd pojawiło się promieniowanie nieznanego pochodzenia. Wszystkie urządzenia zgasły, a na całej planecie w jednej chwili zapanowała ciemność.
W ciągu jednej chwili zginęło kilkaset tysięcy osób w różnych katastrofach tym spowodowanych. Cóż to jednak znaczy kilkaset tysięcy z tym co ta ciemność niosła ze sobą.
W kilka godzin po pojawieniu się promieniowania od strony gwiazdy pojawiła się anomalia grawitacyjna. Nikt na Hope nigdy nie widział nic podobnego.
Może gdyby wiedzieli , mieli by czas by spróbować uciec, lub chociaż skontaktować się z bliskimi, by poraz ostatni powiedzieć "Kocham Was".


Orbita Hope, zaraz po wyjściu z hiperprzestrzeni
Okręt Flagowy Cerberus


Ran'haart przysłuchiwał się meldunkom płynących z eteru i był zadowolony.
Stał przy iluminatorze i przyglądał się błękitnej planecie , która znajdowała się przed nimi.
Oto nadeszła chwila, na którą czekał od chwili gdy dowiedział się poraz pierwszy o brutalnym ataku tych nikczemnych istot.
Teraz Istharia ukaże ich po tysiąckroć.

Przywódca odsunął się od iluminatora, przesunął dłoń nad pobliskim panelem i wydał rozkaz.
- Do wszystkich okrętów.Atakować wg planu , nie brać jeńców.Chcę widzieć jak ta planeta płonie !!!

Ciężko byłoby opisać to co działo się przez następne orhany, czy może dni jak nazywali te okresy obywatele TEC, ale to określenie wkrótce przeminie tak jak i oni.
Nie mogli się przeciwstawić temu atakowi. Nie dość , że zostali zaskoczeni to nie wiedzieli nic o obcych, a Ci przeważali nad Nimi nie tylko technologicznie, ale i fizycznie.
Ludność Hope została unicestwiona na wiele orhanów nim dotarła flota obronna TEC.
Być może obraz zniszczenia, lub po prostu zwykła przewaga militarna Istharii doprowadziła do całkowitej klęski tej floty, ostatniej nadzieji ginącej cywilizacji.


53 cykle później
Planeta Ganimedes .Dawna Stolica Istharii


Kal toran kończył studiować obszerny raport i cicho uśmiechał się w myślach.

- I co o tym myślisz. Mamy całkiem zlikwidować wzmianki o tych wydarzeniach?
- Nie.To w końcu byli Nasi bracia.Poróżniliśmy się, ale w końcu kiedyś stanowiliśmy jedność.Szanując ich przeszłość szanujemy również i swoją.
- Ale Twój ojciec poprzysiągł wymazać ich z kart historii po tym jak Nas zaatakowali.
- Ech...a co Ty byś zrobił na ich miejscu? Zostali sprowokowani. Dopiero co zakończyli atak na TEC i nie byli skłonni do dalszych walk i mój Ojciec to wykorzystał.
Wiesz dobrze jak było i ze mną nie musisz udawać, że było inaczej.To my zaatakowaliśmy Istharie, a nie Oni Nas.To my sprowokowaliśmy ich do ataku na który byliśmy gotowi i tylko dzięki temu rozbiliśmy ich flotę.
- Czyli uważasz, że Twój Ojciec nie miał racji?
- Był mądrym człowiekiem , zresztą jak cały ród Farinów, ale błądzić zaczął pod koniec swego żywota. Ja widzę to inaczej.Minęło już sporo cykli po upadku Ganimedesa,
ale wciąż dostaję raporty o walkach na innych koloniach.Vortavor nie tylko rządził silną ręka, ale wiedział jak zaszczepić w ludziach wiarę w słuszność swoich poglądów.Nie uda Nam się tej wiary wymazać.
Musimy postąpić inaczej, musimy dać im wybór i pokazać co otrzymają gdy uznają Naszą pełną władzę i niech Ganimedes będzie tego przykładem, niech wszyscy zobaczą co może dać nam życie w pokoju.
- Będzie jak sobie życzysz mój Panie
- Milghart uznał, że już wystarczająco naprzyksza się swojemu władcy i spokojnym krokiem opuścił komnatę.

Kal Toran sięgnął po odłożony przed chwilką raport, położył na kolanach i począł przyglądać się okładce.

" Krwawy odwet Istharii na TEC, oraz sprawozdanie z wojny pomiędzy ludźmi Vortavora a poplecznikami Farina"

Kal uśmiechnął się i otworzył w miejscu gdzie przed chwilką skończył czytać.

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!
Jun 27, 2012 at 10:34
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Rob_ert
Status: Elite

Posts: 874
Registered: Dec 01, 2005
IP: Logged
Re: Vortravor vs Farin vs Rob_ert [post #5]

A więc to wszystko przez brak zrozumienia Następnym razem może każ swoim kapitanom wywiesić duży transparent: "ŁELKAM IN PISSS" A co do ataku to przecież już w czasie gry wyjaśniałem, że to przez przypadek... Oficer TPP (Technik od Powierzchni Płaskich, w żargonie Floty TEC Sprzątaczka) myślała, że czerwony przycisk START włącza odkurzacz...
Niemniej jak zobaczyłem Twoją flotę lecącą przez cały układ szczęka mi opadła Nie przypuszczałem, że w tej grze jest to możliwe i w tym momencie wygrałeś. Na trzeźwo... wydało się, że byłem pijany... gdy zastanowiłem się, to niepotrzebnie Ciebie zaatakowałem, ale kij... Gra była świetna, emocjonująca i pouczająca. Kiedy runda nr 2?
Wczoraj po klikaninie z Farinem poczytałem sobie Wiki poświęcone Sins i paru fajnych rzeczy się dowiedziałem - polecam. Rozmowa z Farinem jak i Wiki dały mi do zrozumienia, że gruntownie muszę zmienić swoją taktykę a tak na marginesie to nie spodziewałem się, że jeszcze tak mało o Sins wiem.
No i swoją drogą... Fajne opowiadanie Vort... Mam nadzieję, że nasze gry zaowocują jeszcze kilkoma wpisami.
No i musimy jeszcze Pic0 wciągnąć, będzie nas czterech to możemy zagrać drużynowo
Pozdrawiam!

Jun 27, 2012 at 13:18

Print
Farin
Status: Veteran

Posts: 370
Registered: Sept 07, 2008
IP: Logged
Re: Vortravor vs Farin vs Rob_ert [post #6]

Nieźle nieźle, szkoda, że nie umiem pisać z takim pomysłem :]

Podsumowując:
Robert vs Vortavor vs Farin
0 - 0,5 - 1 :]

Jun 27, 2012 at 20:47

Print
^ Początek strony ^



Username: Password: Lost your password?

tForum version b0.94.1.2 (© 2003 tForumDevTeam)

The comments published here represent only the personal opinions of the respective users. civ.org.pl and it's staff is not held responsible for the contents of the posts.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Portal civ.org.pl ani jego redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.


hosted by artserwis.pl - praca, konkursy, portfolia dla twórców.