civ.org.pl forums > Space 4X - Sins of a Solar Empire > Pic0 vs Vortavor vs Farin vs 3xAI Unfair
Zmień język na polski. Switch to English.

Print This Topic        Mark Topic as Unread 

civ.org.pl forums > Strategie Kosmiczne 4X > Sins of a Solar Empire
Poster
Message    
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
Pic0 vs Vortavor vs Farin vs 3xAI Unfair [post #1]

Poniżej opis kolejnej partyjki.

Quote:
Vortavor: Vasari Loyalist
Farin: Vasari Rebel
Pic0: TEC Rebel
Niebieski AI: Vasari Rebel
Zielony AI: Advent Loyalist
Żółty AI: TEC Loyalist


Prolog

Wszystko zaczęło się tak dawno temu. Było zjednoczenie narodu. Wspólna idea i wspólny cel. Droga ku gwiazd była jedyną słuszną drogą jaką mogliśmy wybrać.
I tak też było. Wyruszyliśmy by znaleźć nowe miejsca do życia dla Naszych ludzi.
Kolejne planety stawały się miejscem gdzie pojawiały się sztandary Vasarii.
Nie mogło być lepiej.
Czyżby?
Po jakimś czasie napotkaliśmy inne formy życia tak różne, ale zarazem kierujące się tymi samymi pobudkami co i my.
Problem w tym, że dzieliło Nas tak wiele, że nie udało się osiągnąć porozumienia co do wspólnej egzystencji , a to doprowadziło do wielkiej wojny.
Wojna trwała długo. Za długo, co sprowadziło na Nasz naród niezadowolenie ,które nieuchronnie pchnęło Nas w otchłań wojny domowej.
Nie dość, że wróg czaił się wśród gwiazd to teraz krył się także tóż za rogiem.
Rebelianci , którzy doprowadzili do rozłamu, chcieli doprowadzić do pokoju. Tchórze i zdrajcy.
Nie taka jest natura dumnych Vasarii.
Po drugiej stronie Lojaliści pragnący pokonać wszystkich wrogów, którzy ośmielili się przeciwstawić .
Po Naszej stronie opowiedziało się, co oczywiste, wojsko co pozwoliło wyrzucić rebeliancką hołotę z większości planet Imperium.
Z większości, a to nie znaczy ze wszystkich.
To trzeba im przyznać, że w krótkim czasie potrafili zorganizować sobie ochronę i ufortyfikowali się dość dobrze na kilku planetach.
My, jako Lojaliści nie mieliśmy czasu i środków aby walić w mur. W końcu byśmy go zburzyli, lecz na plecach czuliśmy już oddech nadciągających flot wrogich ras.
Kolejna runda tej niekończącej się wojny nieuchronnie się zbliżała.


Wojenne żniwa

Mieliśmy niewiele czasu, ale udało Nam się zająć i umocnić w kilku strategicznych systemach.
Z jednej strony planeta Ghosil stanowiła granicę z niebieskimi rebeliantami.
Po przeciwnej stronie Imperium planeta Charybol oraz gazowy olbrzym Cygania stanowiły osłonę stolicy przed inwazją ze strony zielonych adventów.
Na początku tej kolejnej wojennej rundy wszystko skupiło się na orbicie Ghosil.
Walka była zacięta, a wróg posyłał coraz to nowe okręty aby zająć ten ważny przyczółek.
Był bliski, tego nie da się ukryć, lecz udało się dokończyć budowę stacji gwiezdnej i to w momencie gdy Nasze siły obronne zostały prawie całkowicie zniszczone.
I wtedy proporcja sił drastycznie się zmieniła. Wróg został zmuszony do opuszczenia orbity i porzucenia planów zajęcia tego punktu.
Jednak walka o Ghosil jeszcze się nie skończyła, a milionom przyjdzie jeszcze zginąć w obronie tego kawałka skały.
Lecz wtedy cieszyliśmy się z , jak się Nam wydawało, pełnego zwycięstwa.

Zieloni advenci nie zamierzali Nas atakować, co akurat Nam było na rękę. Obrona Ghosil dała Nam się we znaki i nie byliśmy skorzy do kolejnych walk przez dość długi okres.
Tym bardziej ucieszyła wszystkich wiadomość, że wojna zaczęła zbierać swoje żniwa w innym obszarze kwadrantu.
Zwiadowcy donieśli, że po nieudanym ataku na Ghosil, rebelianci szukali winnych i doszło do kolejnego podziału tym razem pośród ich samych.
A to wykorzystała rasa Ludzi, którzy z całych sił uderzyli na jedną z frakcji rebeliantów.
Podobno grupa dowodzona przez Farina, nie miała najmniejszych szans.
Z jednej strony brutalny atak TEC, a z drugiej niespodziewany atak niebieskich zdrajców, którzy przejęli kontrolę nad nowo wybudowanych potężnym tytanem.
Farin musiał przyznać się do porażki i usunąć się w cień.
Niektórzy twierdzą, że popełnił samobójsto , opuszczając Nasz świat.
Chodza jednak plotki, że wrócił do miejsca swego urodzenia.
Jednak na Ganimedesie jest On jednym z najbardziej poszukwianych osób i nie byłoby mu łatwo przedostać się do stolicy Lojalistów, a co dopiero żyć tutaj.
Chociaż Farin to genialny przywódca o wielu talentach, więc być może jest w tym ziarno prawdy.
Wojna na chwilę zeszła na dalszy plan w życiu codziennym Lojalistów.
Lecz to nie był koniec. Wkrótce miała powrócić ze zdwojoną siłą. A to co wydarzyło się do tej pory miało być tylko niewielkim epizodem.

[CDN]

[Edited by Vortavor on Jul 10, 2012 at 08:06]

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!
Jul 09, 2012 at 21:13
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Rob_ert
Status: Elite

Posts: 874
Registered: Dec 01, 2005
IP: Logged
Re: Pic0 vs Vortavor vs Farin vs 3xAI Unfair [post #2]

I kurde ja mogłem zapisać karty w tej historii, ale jak na złość net mi padł...
Czekam na dalszą część Vort. Fajnie napisane! Parę literówek, ale świetnie się czyta I nie marudź i nie karz czekać długo na dalszą część

Jul 09, 2012 at 21:20

Print
Farin
Status: Veteran

Posts: 370
Registered: Sept 07, 2008
IP: Logged
Re: Pic0 vs Vortavor vs Farin vs 3xAI Unfair [post #3]

No no bo wpadnę w samouwielbienie po tych pochwałach ;]

Jul 10, 2012 at 19:24

Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
Re: Pic0 vs Vortavor vs Farin vs 3xAI Unfair [post #4]

Wróg nigdy nie śpi

Spokój trwał dość długo od chwili zakończenia walki na Ghosil.
Mieszkańcy Ganimedesa oraz innych kolonii Lojalistów powoli wracali do normalnego cyklu życia.
Co jakiś czas pojawiały się tylko informacje o tym co dzieje się w odległych częściach kwadrantu.
Były one jednak tak niejasne i szczątkowe, że powoli przestawano się tym zupełnie interesować.
Jedynie na Ghosil pamiętano. Tutaj czuło się, że wojna jeszcze się nie skończyła.
Na orbicie cały czas rozbudowywana stacja obronna. Wokół niej działa oraz inne struktury , które miały zapobiec zajęcia tej koloni , gdyż wtedy wróg miałby otwartą drogę do stolicy Imperium.
Ale to nie tutaj wojna miała upomnieć się o ofiarę.

Planeta Charybolis, wielka, błękitna planeta. Rozwkitał tam głównie przemysł handlowy.
Wszyscy wiedzieli, że aby znaczyć coś w świecie biznesu trzeba mieć siedzibę na Charybolis.
Struktur obronnych było nie wiele. Precyzyjnie, nie było ich wogóle. Wojsko podobno nie współgrało z prężnie działającym biznesem.
Dlatego tez uzgodniono, że ani floty ani obrony w jej obszarze nie będzie. Przecież zagrożenia w tym regionie, nie ma i nigdy nie będzie.
Dowódcy wiedzieli, że to błąd i nieraz głośno krytykowali tą decyzję. Byli jednak świadomi praw jakie rządziły tym światem.
Bez biznesu wojsko nie miałoby tak wspaniałych możliwości, gdyż to właśnie przedsiębiorcy płacili specjalny podatek na rzecz militarnej siły Vasarii.

Atak zaskoczył wszystkich. Nawet dowódcy nie spodziewali się ataku w tym właśnie momencie.
Może dali się uśpić i omamić ciągłą gadką, że wojna dla Vasarii już się skończyła. Ale wróg nigdy nie śpi.
Prawda była zupełnie inna. Zieloni Advenci już od bardzo dawna szykowali się do ataku.
Planowali nawet atak zaraz po tym jak Imperium ucierpiało w trakcie obrony Ghosil.
Nie byli jednak gotowi i dlatego czekali. Czekali i zbierali siły by w końcu uderzyć.
Wojskowi Adventu nie wiedzieli o jednym. Zasadniczo nie wiedzieli o tym także mieszkańcy Imperium.
A dokładniej rzecz ujmując to wiedziała tylko garstka ludzi na najwyższym szczeblu władzy , a także załoga Antarii.

Antaria, najwspanialszy okręt zaprojektowany przez inżynierów Vasarii. Potężny kolos klasy Tytan.
Zaczęto nad nim pracować gdy poraz pierwszy usłyszano o podobnej konstrukcji opracowanej przez rebeliantów, którzy użyli go do obalenia rządów Farina.
Teraz Antaria jako najsilniejszy okręt Lojalistów poprowadził flotę do zwycięskiej obrony Charybolis.
Tym razem decyzje po zwycięskiej bitwie były inne od tych podjętych po obronie Ghosil.
Teraz flota aż tak nie ucierpiała w przeciwieństwie do wroga.Dlatego z Ganimedesa nadszedł rozkaz nakazujący uderzenie na najbliższą kolonię Adventu.
Maisica, bo to właśnie ta skalna asteroida znajdowała się najbliżej granicy, została zajęta niemal z marszu. Flota zatrzymała się tutaj tylko na chwilę aby przegrupować się i wyruszyła na orbitę Condruses.
Od tej chwili świat Lojalistów na powrót skupił się na działaniach wojennych. Z genetycznie wrodzoną chęcią do wojowania całe społeczeństwo zaczęło pracować na rzecz zwycięskiej floty.
Każdy dzień ludzie zaczynali od poznawania najnowszych informacji z frontu, a każdy dzień kończyli również studiując dane z frontu.
Poległych było niewielu, a zwycięstwa dość oczywiste i dające prawo do optymizmu.

Informacja o zajęciu stolicy Adventu została przyjęta enstuzjastycznie. W całym Imperium ogłoszono dzień wolny aby ludzie mogli razem świętować zwycięstwo w tej wojnie.
Było to jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw w historii imperium.
Zdjęcia zwycięskiej floty na orbicie Yugry oraz sztandary Lojalistów powiewające na każdym rogu stolicy obiegały wszystkie kanały informatyczne.



Radość i rozpacz

Pół roku, tyle trwała radość i świętowanie wygrania wojny.
Tyle czasu potrzebował Advent by przygotować kontratak. Rzuceni na kolana nie sprawiali wrażenia zdolnych do walki, lecz tylko pozornie.
W dodatku Rebelianci podjęli ponowną próbę zajęcia Ghossil. Wielka armada z tytanem na czele pojawiła się na orbicie i rozpoczęła walkę z formacjami defensywnymi planety.
Wróg ponosił olbrzymie straty, ale co chwila wycofywał się i powracał.
Obrona nie miała czasu na konieczne naprawy i robiła się słabsza z każdą falą.
Wciąż jednak baza obronna była potężną przeszkodą, nawet dla floty prowadzonym przez Tytana.
W końcu jednak szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę rebeliantów.
Padły generatory osłon i wielka konstrukcja zawieszona nad planetą zaczęła na poważnie odczuwać skutki ostrzału.
Następstwem tegoż były rozkazy aby flota wciąż stacjonująca na orbicie Yugry wyruszyła na Ghossil pozostawiając tylko część statków.

Obrońcy przybyli w ostatniej chwili. Stacja pewnie nie wytrzymała by kolejnego dnia walk. Rebelianci na pojawienie się obrońców zaczęli się wycofywać,
lecz większa część została w trakcie tego manewru zniszczona , w tym także najpotężniejszy okręt w ich szeregach.
Radości tym razem nie było.
Wszyscy dowódcy byli na bierząco z informacjami o tym co dzieje się w całym Imperium.
Dlatego też zaraz po zniszczeniu ostatniego okrętu agresorów na wszystkich statkach usłyszano wiadomość.

- Tu głównodowodzący wojsk Vasarii. To wielkie zwycięstwo. Kolejne na Naszym koncie. Lecz nie czas dla Nas aby świętować. Nie tym razem.
Musimy odrazu wyruszać w drogę powrotną.
Kilkanaście godzin temu otrzymaliśmy informację, że Advent wcale się nie ugiął i gdy my lecieliśmy tutaj Oni zaatakowali Condruss.
Od dłuższego czasu nie mamy informacji z okrętów które tam pozostawiliśmy.
Przyjmujemy najgorsze, dlatego też czym prędzej wyruszamy z odsieczą.
Nasze czujniki wskazują, że Stabilizery wciąż działają więc szykować się do skoku.To wszystko


Nie wiedzieli co mogą tam zastać. Czy planeta wciąż jest w ich rękach. Stabilizery działają, więc może nie jest tak źle.
Z drugiej strony brak kontaktu z flotą, nie napawało optymizmem.
Nikt nie wiedział co tam zaszło, ale wkrótce mieli poznać prawdę.

CDN...

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!

Jul 10, 2012 at 22:36
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
Re: Pic0 vs Vortavor vs Farin vs 3xAI Unfair [post #5]

Ostatnie chwile

Forthen kończył przeglądać raport.
Nie skupiał się jednak nad nim tylko wzrokiem skakał po kolejnych linijkach.
Wiedział dokładnie o czym mówił.
Kilka godzin po wyruszeniu głównej floty w celu obrony Ghossil ich skanery wykryły wzmożony ruch z kierunków planet Gateway oraz Giada, które należały do Adventu.
Dalsze wskazania jasno wskazywały na to, że wroga flota właśnie wykonuje skok i wkróce pojawi się na orbicie, na której Oni stacjonują.
Wysłał odrazu wiadomość do Głównodowodzącego, ale nie miał potwierdzenia otrzymania wiadomości.
W sumie nie było to zaskoczeniem. Dopóki flota nie zakończy skoku na Ghossil to wiadomość nie zostanie odebrana.
I to właśnie ta sprawa zajmowała mu rozmyślania. Nawet jeśli wiadomość zostanie odebrana odrazu po zakończeniu skoku, to przecież nie lecieli tam z wizytą przyjacielską.
Najpewniej zaraz po pojawieniu się na orbicie zostaną uwiązani w walkę, a z tego co mówiły raporty sytuacja nie wyglądała tam najciekawiej.
Zatem, biorąc pod uwagę czas jaki poświęcą na bitwę, następnie na skok powrotny to minie sporo czasu zanim dostaną wsparcie.
Będą musieli się utrzymać do tego czasu. O ile wiadomość dotrze do głównej floty.
Tą myśl jednak odrzucił tak szybko jak się tylko pojawiła, zmartwień miał i tak w nadmiarze i nie potrzebował kolejnego.

Usłyszał za sobą delikatne kroki. Odwrócił się i delikatnie uśmiechnął.
Zawsze gdy się pojawiała złe myśli zchodziły jakby na bok.
Lathia przeszła obok Niego tylko odwzajemniając uśmiech i zatrzymała się przy iluminatorze, za którym majaczyły okręty wsparcia oraz w oddali Stacja Obronna.

- A więc jednak mój drogi - Jej głos nie wyrażał niepokoju, pozbawiony był w sumie jakiejkolwiek empatii.
- Dotrą tutaj za niecałą godzinę - Forthen przytaknął i podszedł również do iluminatora.
- Wiemy już ilu ich leci
- Jeszcze nie, podobno siły są nieznaczne i powinniśmy dać radę utrzymać się do czasu powrotu Floty

Lathia spojrzała na Niego złapała Go delikatnie za rękę i ucałowała.
Wiedziała, że kłamał. Nigdy nie umiał ukryć tego przed Nią. Nie chciała jednak dać poznać po sobie, że tak łatwo Go odszyfrowała.
Za moment miał dowodzić obroną , a to już wystarczający kłopot. A , że nie powiedział Jej prawdy...pewnie miał powód, gdyż tylko wtedy uciekał się do kłamstw.
Kochała Go za to. Za to i za wiele innych rzeczy. Mieli połączyć się na wieki już jakiś czas temu, ale musieli odłożyć plany do zakończenia wojny z Adventem.
Oboje byli dowódcami okrętów. W dodatku teraz Jej wybranek dowodził flotą obronną Condrusses. Ale wojna podobno wkrótce się skończy i będą mogli żyć tak jak zaplanowali.

Forthen uznał zachowanie Lathi za nieco dziwne w zaistniałej sytuacji, ale może tego potrzebowała. Przytulił Ją więc i stali tak bez słowa.
Chciał Jej powiedzieć prawdę, ale nie chciał Jej w tej chwili niepokoić. To ich ostatnie spotkanie przed walką. Raport i tak otrzyma jak tylko wróci na pokład Casari.
Raport mówiący, że w skład zbliżającej się floty wchodzą 3 okręty klasy BS ,okręty wsparcia oraz, co najbardziej istotne okręt klasy Tytan. To stawiało ich w dość nieciekawym położeniu.


Bitwa o Condruses

Czuł lekkie drżenie rąk. Nic nadzwyczajnego i napewno nikt tego nie zauważał, ale jednak On to odczuwał. Wiedział co to oznacza.
Niepokój, olbrzymi strach przed tym co może nadejść. Nie strach o siebie, tego wyzbył się już dawno. Bał się o Lathie, która była gdzieś tam daleko od niego, na innym okręcie oddzielona pustką.

- Już są ! - Usłyszał za plecami głos obserwatora. Ten akurat strachu ukryć nie umiał. Wyraźnie było słychać drżenie w głosie.
Zresztą nie musiał nic mówić. Wszystko było wyraźnie widać. kilka błysków, potem jeszcze kilkadziesiąt słabszych, po nich następne i następne.
Chwila przerwy. Na tyle długa, że Forthen zdążył pomyśleć, że zwiadowcy może się pomylili.
Następny błysk był jednak znacznie większy od poprzednich i rozwiał wszelkie wątpliwości. Olbrzymi okręt robił wrażenie.
Wielkością dorównywał niemal ich Stacji Obronnej i nie było wątpliwości , że siłą ognia również jej dorównywał o ile nawet nie przewyższał.

- Do wszystkich dowódców. Rozpocząć manewry wg ustaleń - Rzucił rozkaz w eter i usiadł ponownie na fotelu. Nawet nie zwrócił uwagi w którym momencie się poderwał na nogi.

Od tej pory wszystko zaczęło się dziać jakby w przyśpieszonym filmie. Okręty obu frakcji zaczęły zmierzać na spotkanie, by po chwili posłać swoich posłańców śmierci.
Pierwsze starły się myśliwce, po nich na swoje spotkanie dotarły fregaty i pomniejsze jednostki, na końcu ogień otworzyły największe okręty klasy BS.
Chociaż to nie do końca jest precyzyjne, gdyż największy w tej całej grupie był wrogi okręt klasy Tytan, ten jednak nie potrzebował zbliżać się aż tak bardzo.
Z jego zasięgiem ognia rozpoczął ostrzał niemal jako pierwszy, a wyprzedziły go jedynie myśliwce.

W eterze chaos. Rozkazy mieszały się z raportami. Chaos był jednak pozorny. Każdy potrafił wyłapać z tego potoku słów to co akurat było dla Niego najważniejsze.
Mijały minuty i godziny. Flota Adventu była w przeważającej liczebności, ale to Vasarii szykowali obronę co dawało im możliwość prowadzenia walki wg ich reguł.

Po kilku godzinach jednakna większośc okrętów Lojalistów była tylko wspomnieniam, a spora część nie nadawała się do walki.
Agresor co prawda też stracił większość swoich pojazdów, lecz ten najsilniejszy wciąż trzymał się.
Okręty klasy BS należące do Adventu zostały zniszczone przez Stację obronną. Mniejsze okręty wykończyły się nawzajem, teraz zostało zniszczyć Tytana.
To był główny cel tego etapu walki. Forthen wydał odpowiednie rozkazy i już po chwili oba okręty klasy BS otworzyły ogień w kierunku największego okrętu na orbicie.
Po pewnym czasie wrogi okręt stracił wszystkie osłony i wyraźnie było widać, że zbiera poważne obrażenia.

Niestety nie tylko on. Ranhaad, okręt z którego dowodził też już ledwo miał siły do walki, to samo tyczyło się okrętu Casarii.
Forthen czuł , że zwycięstwo jest blisko, że jest na wyciągnięcie ręki. Widział przez iluminator, jak Casarii oraz Stacja ostrzeliwują tytana, który zaraz najpewniej wycofa się z walki lub polegnie Jeszcze chwila i będzie mógł uścisnąć swoją ukochaną i ...
Nagle zimny sopel niemal zmroził mu serce, poderwał się na nogi i wciąż wpatrywał się w iluminator.Widział dokładnie moment w którym promień z tytana niemal przeciął w pół Casarii.
Okręt dowodzony przez Lathie zaczął nienaturalnie się obracać i kierować w kierunku planety.Trwało to chwilę zanim dotarł do atmosfery i ocierając się o nią zaczął rozjaśniać obszar wokół siebie.
Eksplozji nie dało się słyszeń ani poczuć na pokładnie Ranhaad, ale Forthen jakby pchnięty falą uderzeniową opadł na fotel. Zaczął łapczywie łapać powietrze, po tym jak zorientował się, że przestał oddychać jakiś czas temu.

Nie mógł uwierzyć, że to czego był właśnie świadkiem wydarzyło się naprawdę.

- Mój Panie, odczytuję wzrost promieniowania w komorze silnika Tytana - Obserwator wyrwał go z pogłębiającej się rozpaczy. Podniósł wzrok na iluminator.
Gdzieś w jego kącie wciąż widać było jasne światła, wzniecane przez odłamki Casarii spalające się w atmosferze. Najważnieszym obrazem był jednak w tej chwili obraz tytana,
który raz za razem wstrząsany był eksplozjami, by w pewnym momencie pogrążyć się całkowicie w olbrzymiej kuli ognia.

Na mostku zapanowała istna euforia. Wszystcy sobie gratulowali, bo było czego.
Wielkie to było zwycięstwo dla Lojalistów.
Ale nie dla Niego, właśnie przeżywał swój najgorszy moment w życiu. Co powie Jej rodzicom, jak będzie teraz żyć.Jak sobie poradzi bez Niej.

W pewnym momencie gwar radości zaczął jakby słabnąć. Zastępować go zaczęły odgłosy niepokoju. Początkowo słabe, lecz z każdą chwilą nabierającą mocy.
Forthan podniósł raz jeszcze wzrok i wpatrywał się w niemalejącą kulę ognia.
Potrzebował kilku chwil by z tego obrazu wyczytać to co inni zauważyli chwilę przed nim.
Oto od strony konającego tytana, zbliżało się na pierwszy rzut oka nie mniej niż 30 torped. Ostatnia salwa wydana z tego umierającego kolosa. Raz jeszcze Vasarii nie docenili woli walki Adventu.

Zatem nie będę musiał żyć bez Ciebie moja ukochana Lathio. Pomyśłał i zamknął oczy.
Łza poczęła spływać mu po policzku, lecz nim dotarła do jego krawędzi okrętem wstrząsnął szereg eksplozji, a On z całą załogą przeszedł do historii jako polegli w obronie Imperium.


Kilkanaście godzin później na orbicie pojawiła się główna flota na czele z Antarią.
To co zastali na miejscu przerosło ich oczekiwania. Setki wraków wokół planety.Żadnych śladów po jakichkolwiek okrętach.
Jedynie Stacja Obronna, o ile tą kupę złomu można było wciąż nazywać Stacją.
Chwilę po przybyciu ze stacji nadeszła transmisja radiowa w której został przedstawiony pierwszy raport z wydarzeń jakie miały miejsce kilkanaście godzin wcześniej.

Głównodowodzący był zdruzgotany tym czego się dowiedział i stratami jakie tutaj ponieśli.
Siedział w swoim gabinecie i zastanawiał się co napisać w raporcie , który musi wysłać na Ganimedes.
Nic stosownego nie przychodziło mu do głowy. Napisał kilka słów, wysłał i wyszedł z pomieszczenia.
Na ekranie jeszcze przez chwilkę widniała treść raportu.

Condruses wciąż w Naszych rękach

Po czym ekran zgasł i zapanowała ciemność.

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!

Jul 13, 2012 at 14:26
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Rob_ert
Status: Elite

Posts: 874
Registered: Dec 01, 2005
IP: Logged
Re: Pic0 vs Vortavor vs Farin vs 3xAI Unfair [post #6]

Ha! Co tu dużo klikać... smaczne Dobre! Kiedy więcej?

Jul 13, 2012 at 17:09

Print
^ Początek strony ^



Username: Password: Lost your password?

tForum version b0.94.1.2 (© 2003 tForumDevTeam)

The comments published here represent only the personal opinions of the respective users. civ.org.pl and it's staff is not held responsible for the contents of the posts.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Portal civ.org.pl ani jego redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.


hosted by artserwis.pl - praca, konkursy, portfolia dla twórców.