civ.org.pl forums > Space4x - Space Empires V - Diaspora > Kronika
Zmień język na polski. Switch to English.

Print This Topic        Mark Topic as Unread 

civ.org.pl forums > Strategie Kosmiczne 4X > Space Empires V - Diaspora
Poster
Message    
Merthen
Status: Moderator

Posts: 5146
Registered: Aug 25, 2008
IP: Logged
Kronika [post #1]



[Edited by Merthen on Mar 02, 2011 at 18:49]

Oct 22, 2010 at 12:59

Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
100.1 Nowy Świt [post #2]



Nowy świt...nowy dzień...nowy wiek.

Thomas zatrzymał się u stóp monumentu upamiętniającego lądowanie na Ganimedesie.
- Dziś ważny dzień Anno , szkoda,że nie doczekałaś tego momentu - Na Jego twarzy pojawił się smutek. - Ale nie martw się, dopilnuję aby wszystko poszło jak trzeba.
Stał tak jeszcze kilka minut, po czym odwrócił się i skierował w stronę Siedziby Korporacji Energy Prime.

- Dzień dobry Panie Thomas - usłyszał gdy tylko wszedł do holu - Wszyscy już są, Presidento Zuda chyba się niecierpliwi.
Thomas tylko delikatnie się uśmiechnął, skinął głową w kierunku niebieskookiej asystentki i ruszył w kierunku gabinetu.

- No , witaj. Wreszcie dotarłeś - Presidento Zuda zareagował jako pierwszy na pojawienie się Prezesa największej korporacji na Ganimedesie.
- To ważny dzień Thomasie dla Nas wszystkich. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie tak pomyślnie jak obiecałeś.
- Jestem tego pewien Presidento Zuda
- pomimo ich przyjaźni zawsze trzymał się protokołu gdy byli w większym towarzystwie. Czuł , że tak powinien.
- To zaczynajmy - Przywódca wrócił do swojego fotela i rozsiadł się wygodnie.

Thomas potszedł do głównej ściany na której znajdował się wielki ekran , który przedstawiał obszar stoczni. W dolnej części ekranu migotały cyferki odliczające czas...
0 dni 0 godzin 27 minut 16 sekund.

22 minut później

- To co Panowie zobaczycie jest początkiem nowej ery. Ganimedes wkrótce poszerzy swoje granice. Jak wiecie w Naszym systemie znajduje się jedna planeta nadające się do kolonicaji.
Dodatkowo odkryte zostały osobliwości prowadzące najprawdopodobniej do sąsiednich układów, gdzie jak sądzimy będzie można zakładać kolejne kolonie.
Dlatego tak jak Nasi przodkowie tak i my po stu latach izolacji przełamujemy kolejną barierę.


0 dni 0 godzin 0 minut 05 sekund

Na ekranie było wyraźnie widać główną wieżę stoczni wznoszącą się wysoko ponad resze budowli.
Po kilku sekundach wokół niej pojawiła się delikatna pomarańczowa poświata, która zaczęła się poszerzać. Po kilku chwilach pomarańczowa poświata niczym kula,
obejmowała już cały obszar stoczni.
Pojawiać się zaczęły wyładowania, które co raz trafiały w różne budynki. Obecni w pomieszczeniu co jakiś czas spoglądali na Thomasa lecz ten tylko delikatnie się uśmiechał.
Po 5 minutach główna wieża zaczęła traciś spójność,a jej elementy powoli zaczynały wirować w powietrzu.

- W ciągu trzech godzin - Prezes odezwał się jako pierwszy - obszar stoczni zostanie całkowiecie zdezintegrowany. Po kolejnych kilkunastu godzinach zaczną być już widoczne
pierwsze elementy stoczni nowej generacji.
Nasza korporacja, Energy Prime jest dumna, że może tworzyć podwaliny pod przyszły rozwój ZUDA. A Nasza Stocznia Temporalna będzie darem dla ludności Ganimedesa,
który przyniesie Nam wszystkich chwałę i bogactwo.


Obecni wstali i zaczęli bić brawa. Jedynie Presidento Zuda siedział spokojnie w swoim fotelu. On był świadom, że to dopiero początek,
a poszerzenie granic ZUDA to nie jedyny powód, dla którego muszą wrócić do eksploracji kosmosu.

[Edited by Vortavor on Mar 14, 2011 at 14:42]

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!

Mar 10, 2011 at 09:16
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Ziro
Status: Elite

Posts: 777
Registered: Feb 14, 2009
IP: Logged
100.1 [post #3]



Odrodzenie

Minęły lata odkąd wylądowaliśmy na największej wyspie Nowego Tokio, a później z zapałem i ciężką pracą badaliśmy nową planetę, dbaliśmy o swoje przetrwanie, rozbudowę infrastruktur. Teraz spójrzmy w gwiazdy z powrotem, naszą przyszłość. Lećmy ku nim z nadzieją w sercach, że spotkamy naszych braci, którzy osiedlili się wśród innych gwiazd, na innych światach.

Wyspa Cesarska; Nowe Tokio

- Boski cesarzu, przygotowania do uroczystego otwarcia pierwszej gwiezdnej stoczni dobiegają końca, otrzymaliśmy informacje z bazy wojskowej, że myśliwce wysłane na pokazy będą o umówionej godzinie.
- Dobrze ministrze, ogłoś całemu cesarstwu, że wstępujemy w nową erę.
- *transmisja cyfrowa* Dziś wstępujemy w nową erę, do użycia zostaje oddana pierwsza cesarska stocznia. Niech zabierze nas ku wspaniałej przyszłości!

Po krótkim przemówieniu ministra cesarska otwarcie stoczni cesarskiej została przypieczętowane pokazami lotniczymi wykonanymi przez najlepszych pilotów obrony planetarnej. Po nich odbyły się przedstawienia teatralne i koncerty muzyczne, wszyscy ludzie dostali dzień wolny od samego cesarza, by móc świętować to wydarzenie, a gdy słońce kładło się do snu niebo rozświetlały pokazy fajerwerków.

Relikt

Tymczasem ludzie pracujący przy obcym monumencie zaczęli chorować na nieznaną dotychczas chorobę. Badania medyczne zostały skierowane w kierunku jej spowolnienia i ostatecznego unieszkodliwienia.

Wiele informacji na nim zawartych nawiązuje do astrofizyki i manipulacji materią, naukowcy sugerują badania w tym kierunku, by odkryć wszystkie sekrety jakie skrywa wszechświat, a między innymi pochodzenie tajemniczej budowli i plagi z nią związanej.

Informacje o tajemniczej pladze pozostaną informacją tajną, póki nie poszerzy się ona na większą skalę.

Tylko czemu dekrypterzy z przerażeniem czytają frazę: "Khagh'ynr toyh bagh unagha"?

[Edited by Ziro on Mar 27, 2011 at 18:36]

_________________________________
Hitori ni nareba fuan ni obieteita kedo

LastFM

Mar 11, 2011 at 16:14
Gadu-Gadu: 7994773
Print
Ceasar Of Rome
Status: Moderator

Posts: 3040
Registered: Aug 09, 2008
IP: Logged
Re: Kronika [post #4]

[...]
Czasy 99/100

Nazywam sie Quantius Dius i jestem pierwszym astronautą Świetego Imperim Rzymskiego.
Rzymski ośrodek konstrukcyjny znajdował się na wysokosci równika, na wyżynie Calmuccio.
Była to surowa kraina, na ktorej panował niemal pustynny krajobraz. został wybrany specjalnie pod ten ośrodek. Przy samym ośrodku zbudowano sztuczny zbiornik wodny.
Zbudowano go już 20 lat temu, to własnie tu nasi inżynierowie doskonalili swoje umiejętności.
Choć pierwszą nie jako stocznie zbudowano w okolicahc doliny Mugello, to Imperator właśnie tu postanowił osadzic stocznie kosmiczną. Jej zamierzeniem była budowa jednostek kolonizacyjnych, choć nasz system nie zawiera zdatnych planet do kolonizacji. Nasze satelity jednak wykryły kilka wrót za ktorymi pewnie są jakies planety, a moze Stara Italia ?



W kompleksie maja powstać pierwsze kolonizatoey i jednostki zwiadowcze.
Zostałem wybrany na dowódce pierwszego zwiadu. To dla mnie, dziecka z ludu rzymskiego wielki zaszczyt.
Przed wyruszeniem mamy z Nasza załogą spotkac się z samym Imperatorem.
[...]

_________________________________
Ceasar Trade List

Mar 12, 2011 at 10:48
Gadu-Gadu: 8840735
XFire Ceasar4Rome
Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
100.3 PD - ARIADNA [post #5]

<---- info

Czerwona poświata zachodzącego słońca zabarwiła przepięknymi odcieniami horyzont, jednak wpadające przez okno pasmo promieni skojarzyło mi się jedynie ze zdradzieckim sztyletem zbroczonym krwią...

Nasze dotychczasowe wysiłki w celu zrozumienia przyczyn i znalezienia środków zaradczych w stosunku do zjawiska powodującego tajemniczy typ zgonów wśród naszej populacji spełzły na niczym. Ponieważ nie poddaje się ono żadnym próbom poznania jego źródeł - mimo zaangażowania ogromnych środków badawczych, mimo wprowadzenia stanu wyjątkowego, tylko w tym miesiącu mieliśmy około 2 milionów ofiar - nie pozostało nam nic innego niż przyjąć za prawdę najbardziej prawdopodobną hipotezę, że jego przyczyną jest Kompleks. Niestety założenie takie niewiele nam daje. Oczywiście, mimo korzyści jakie odnosimy z istnienia Kompleksu, pojawiły się głosy, że w takiej sytuacji należy podjąć próbę jego zniszczenia, jednak spotkały się one ze zdecydowanym sprzeciwem wszystkich którzy byli kiedykolwiek w jego pobliżu. Może to być tylko fałszywe wrażenie, ale i we mnie, od czasu pobytu w nim, istnieje niezachwiane przekonanie, że taka próba zakończyłaby się pochłonięciem naszego systemu planetarnego przez Czarną Dziurę powstałą w jej następstwie. Więcej nawet, z tego co się dowiedziałem, nie tylko ja ale i inni doświadczeni przez Kompleks często śnią koszmary przedstawiające wizję takiej zagłady i zapewniam Was, że jest to przeżycie mogące poważnie wpłynąć na procesy decyzyjne.

Pozostają nam zatem dalsze badania, ale ich główny ciężar postanowiliśmy przenieść na dziedziny pomocne w opuszczeniu Avalonu - gdyby nie udało się w porę usunąć przyczyny zabijającego nas zjawiska postaramy się przetrwać na innych planetach w naszym systemie. Jest jeszcze jedna nadzieja: całkiem niedawno naszym astronomom udało się wykryć 2 anomalie na obrzeżach systemu, o własnościach sugerujących że mogą to być zaburzenia grawitacyjne podobne do tych, którymi wydostali się z niego inni członkowie Diaspory. Dobrze się więc złożyło, że adhokracja Semper Fidelis, przodująca w zakresie powrotu w kosmos, osiągnęła już poziom technologiczny, który pozwolił jej zbudować orbitalne miasto, nazwane Valhalla, a przeznaczone głównie dla celów rozrywkowych, mających sfinansować dalsze jej przedsięwzięcia, co przy niewielkim wsparciu ze strony SOW umożliwiło im zaprojektowanie i zbudowanie 2 prototypowych statków eksploracyjnych. Niestety wszystkie nasze bezzałogowe sondy badawcze ze statku kolonizacyjnego zostały wraz z nim rozebrane w początkowych latach istnienia kolonii, więc musimy potrzebne technologie odkrywać na nowo nie mając nawet dostępnych wzorców. Mamy co prawda artefakt pochodzący z Kompleksu, a który według większości naukowców jest zaawansowanym modułem napędowym, ale jak na razie jest on poza naszymi możliwościami zrozumienia zasad jego działania. Bardzo pomocny okazał się za to inny artefakt, który pozwolił nam opracować system łączności natychmiastowej - rzecz bezcenna przy dystansach do przemierzenia w kosmosie.

Muszę się tutaj zatrzymać, gdyż właśnie dostałem wiadomość iż nasze eksperymentalne pojazdy obsadzone przez personel SOW zbliżają się już do anomalii, więc zgodnie z zaproszeniem mam się udać do centrum kontroli tej operacji, aby śledzić w napięciu rozwijające się, prawdopodobnie przełomowe, wydarzenia. Czy w tak krótkim czasie uda nam się wyrwać nie tylko z okowów planety, ale nawet systemu? Na ile zaburzenia grawitacyjne okażą się stabilne? Co znajdziemy po drugiej stronie? Ariadna, tak nazywa się typ statków które wysłaliśmy - czy pozostawią za sobą nić za którą można będzie podążyć? Na odpowiedzi czekam z niecierpliwością... a gwiazdy czekają na nas już od tak dawna.

[Edited by PAwleus on Mar 14, 2011 at 12:06]

Mar 12, 2011 at 21:24

Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
100.4 PD - NADZIEJA [post #6]

<---- info

Cóż to był za widok! Anomalia wyglądała z bliska jak wirujący obłok pyłu międzygwiezdnego, jarzący się delikatnym niebieskawym światłem, w którego centrum ziała przejmująca dreszczami pustka, rosnąca w oczach jak gardziel szarżującego potwora. Wrażenie pogłębiały wstrząsy rzucające Ariadną, co powodowało nieskoordynowane skakanie obrazu, a napięcie panujące w Centrum wydawało się skraplać wilgoć pod postacią strużek potu widocznych na wielu twarzach. Nie inaczej było na mostku Ariadny, tyle że tam dochodził dodatkowo stres przeciążeniowy i obawa o własne życie. To zaburzenie grawitacyjne wydawało się stanowić inną jakość niż spotkane przed stuleciem i w tych ostatnich chwilach zapewne wszyscy zastanawiali się czy nie było tragiczną pomyłką pospieszne wysłanie załogowej misji, szczególnie w sytuacji gdy kończyliśmy już opracowywać pierwszą generację automatycznych sond bezzałogowych. Jednak na czekanie nas nie stać w sytuacji gdy na Avalonie giną miliony - ponownie musimy walczyć o przetrwanie, więc pośpiech i dodatkowe ofiary są nieuniknione. Miałem jedynie nadzieję, że selekcja członków załogi pozwoliła dobrać jej członków spośród tych mniej poddających się panice pod wpływem nowej sytuacji stresowej i wyglądało na to że trzymają się oni dzielnie. Alarm przeciążeniowy wył na mostku Ariadny już od dłuższej chwili co momentami sprawiało wrażenie jakby to był narastający odgłos zbliżającego się tornada. Nie było już nic więcej do powiedzenia ani do zrobienia i mogliśmy się tylko bezsilnie przyglądać jak są ogarniani przez obezwładniającą pustkę. Ogromny ekran główny, który pokazywał obraz widoczny na głównym ekranie mostka, nagle rozbłysnął zalany jasnością i w zapadłej ciszy rozległ się zbiorowy jęk zawodu, gdy wielu z nas myślało przez chwilę, że ich straciliśmy - jęk, po którym wystąpił nagle wybuch dzikiej radości, będący odreagowaniem wcześniejszego napięcia, gdy okazało się że nie tylko ciągle otrzymujemy od nich dane, i to już dotyczące innego miejsca niż byli jeszcze przed chwilą, ale że pozostawiony po naszej stronie próbnik pokazuje iż anomalia nie zmieniła swojego stopnia stabilności. Jak echo, podobny wybuch nastąpił na mostku Ariadny, gdy ciała zwolnione od niedawnych przeciążeń zapragnęły dalej żyć. W tle rozległ się zmęczony, ale zdecydowany głos kapitana miarowym szczekiem komend narzucający chaosowi porządek.

To było tak niedawno, a jednak wciąż chce mi się to wspominać. Ten widok obcego systemu, z wiele obiecującymi planetami, gwiazdą klasy G, rozświetlającą jego mroki... W przypadku drugiej Ariadny już nie było aż takich emocji, choć zarówno wynik transferu jak i dane przychodzące z drugiej strony były podobne - niedługo pewnie takie rzeczy staną się dla nas nudną rutyną. Pierwszy nasz statek kolonizacyjny, Nadzieja, wyruszył właśnie z ładunkiem ochotników, a choć jego celem jest Ares, krwiście jaskrawy punkcik wędrujący po naszym nocnym niebie, to jestem pewien że już niedługo, jak tylko upewnimy się, że do odkrytych systemów można przedostać się bezpiecznie, statki tego typu wyruszą na międzygwiezdne szlaki, aby ponieść tam nasienie ludzkości. Czy to wystarczy do przetrwania? Czy też nieznana śmierć, w całym swym budzącym respekt majestacie, podąży za nami? Jak na razie, niesieni nadzieją, wygląda na to że się jej skutecznie wymykamy, jeśli nie jako jednostki, to przynajmniej jako zbiorowość... a przygoda staje się naszym drugim imieniem.

[Edited by PAwleus on Mar 14, 2011 at 12:05]

Mar 14, 2011 at 11:45

Print
Merthen
Status: Moderator

Posts: 5146
Registered: Aug 25, 2008
IP: Logged
100.2 PD - OZRR (Nowy Petersburg) [post #7]




Maks Mironowicz Sokołow spoglądał poprzez okno na ogromną płytę kosmodromu, imienia jego ojca Józefa Wissarionowicza, gdzie właśnie kończono przygotowania do startu czterech okrętów dalekiego zwiadu FZRR Odwaga.
Z swojego gabinetu, mieszczącego się na ostatnim pietrze najwyższego megawieżowca w Nowym Petersburgu, miał doskonały widok na wszystkie kosmoloty. Patrząc na nie zastanawiał się czy ojciec byłby dumny z decyzji jakie ostatnio podejmował. W tych trudnych czasach brakowało mu jego rad, jednak nigdy by się do tego głośno nie przyznał.

Gdy skupił wzrok na najbliższym okręcie, implant wyliczając jego pragnienie przesłał sygnał do okna, które przybliżyło obraz na tyle ze widać było krzątających się wokół kadłuba, ludzi i robotów. Najważniejszy człowiek w OZRR po raz dziesiąty tego dnia przeklął ten wymuszony pośpiech. FZRR Odwaga znacznie się różniła w parametrach od projektu przedstawionego mu przed rokiem, ale nie ma co się dziwić, okręty miały według planu wystartować dopiero w 101 roku Po Diasporze, kiedy to będą gotowe nowoczesne sensory, komputery i inne zaawansowane wyposażenie. Na szczęście kadłub, system podtrzymywania życia i silniki były przetestowane w pierwszej kolejności, dlatego gdy nastał "cykl śmierci", przyspieszenie startu o 8 cykli było możliwe, ale oczywiście kosztem wyposażenia.

Gdy myśli Maksa cofnęły się do poprzedniego cyklu, okno posłusznie wyświetliło swój standardowy widok czyli panoramę stolicy.

Tak, ten cykl śmierci pochłonął prawie milion Rosjan, a według prognoz ofiar będzie coraz więcej. Nieoczekiwanie wśród narodu OZRR, zaczął pojawiać się nowy rodzaj mutacji o błyskawicznym przebiegu. Ujawniał się on u NeoRosjan i co dziwniejsze także u normali. Najpierw pojawiały się pewne niezgodności w DNA, które z czasem zaczęły powodować zmiany w funkcjonalności wszystkich ważniejszy organów. W kilka tygodni później tak zmieniony człowiek umierał, nie pomagało żadna forma leczenie czy też cybernetyczne wszczepy. Do tego ludzie mutowali w przypadkowych miejscach planety i nie można było określić żadnego schematu postępowania zarazy.

Takiej skali umieralności nie dało się ukryć dlatego psychopolicja miała pełne ręce roboty aby zapanować nad ogniskami paniki jakie wybuchały na całym globie gdy informacje o mutacji dotarły do wszystkich towarzyszy.
Przez cały cykl śmierci specjalne komisje badały przyczyny mutacji. W wyniku badań odkryto ślad promieniowania podprzestrzenego, który w jakiś sposób wpływał na Konstrukt, wywołując jego dodatkową aktywność. Właśnie ta aktywność była przyczyną pojawienia się śmiertelnych mutacji. Doprawdy los bywa okrutny zamieniając wielkiego sprzymierzeńca ludzi w jego kata.

Z badań wynikało także ze promieniowanie jest pochodzie sztucznego, czyli jest możliwe ze ktoś, tam daleko pragnie śmierci ludzi. Naukowcy przyznali ze przy stanie obecnej techniki nie ma możliwości ekranowania Konstruktu chroniąc go przed wpływem promieniowania, a wiadomo było już od dawna ze próba jego zniszczenia czy zatrzymania najprawdopodobniej spowoduje implozje całej planety (szansa na to wynosi dokładnie 94,7% ).

Przywódca oraz Komitet Centralny podjęli szybkie decyzje. Postanowiono użyć odkrytych kilka lat temu anomalii podprzestrzennych do poszukania źródła promieniowania oraz skolonizować jak najwięcej planet aby móc przesiedlić tam Rosjan. OZRR musi przetrwać!
Zostało ogłoszone ze oba programy kosmiczne, czyli kolonizacja "Małej Moskwy" oraz daleki zwiad kosmicznego, zostaną bardzo przyspieszone. Właśnie realizacja tych założeń była powodem oglądanej dziś krzątaniny na głównym kosmodromie OZRR oraz przyspieszona budowa wielkich arek kolonizacyjnych na orbicie planety. Ogromny wysiłek jaki musiał podjąć naród aby spełnić te postulaty pozwolił opanować nastroje Rosjan, których zjednoczył wspólny cel.

Te niezbyt wesołe myśli zostały przerwane przez implant, które zakomunikował ze przed drzwiami gabinetu oczekuje szef Policji Czystości Psychicznej. Sokołow odwrócił się do drzwi i rzekł
- Wejdźcie towarzyszu Iwanowiczu.
Na te słowa drzwi się rozsunęły i do gabinetu wszedł niewysoki brunet o przeciętnej twarzy. Człowiek, którego obawiano się w całym Nowym Petersburgu.
- towarzyszy Generalissimusie - stuknął obcasami
- przestańcie z tym tytułowaniem towarzyszu Borys, mówcie jak przebiegła kontrola.
- wszyscy ochotnicy do założenia koloni na Małej Moskwie, czyli około 45 milionów NeoRosjan i 5 milionów normali zostali przebadani. Odchyłki wyeliminowane.
- to dobre wieści towarzyszu - Maks odwrócił się do okna aby jeszcze raz spojrzeć na kosmodrom po czym wysłał za pomocą implantu informacje do Szefa Floty Cywilnej oraz Szefa Floty Dalekiego Zwiadu ze mają się natychmiast zgłosić do jego gabinetu.

[Edited by Merthen on Mar 14, 2011 at 14:01]

Mar 14, 2011 at 14:00

Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
100.2 PD - Kings Landing, hangar kosmiczny nr 5 [post #8]



100.2 PD - Kings Landing, hangar kosmiczny nr 5


(...) Jesteście dziećmi martwej planety Albiończycy, lecz w śmierci jej się nie pogrążymy i tak jak nasi przodkowie uciekając z umierającej planety, tak i my sięgniemy dziś gwiazd. Albion stanie się ambasadorem zaginionej cywilizacji, która umierając ostatkiem sił wypchnęła swe ziarno, by nie zginęło na glebie nieurodzajnej. Albion będzie niósł w przestrzeń kosmiczną, w stronę gwiazd to co dla Albionu najważniejsze, ale również cząstkę tej dawno zaginionej planety... Ziemi....

Król odsunął się od mikrofonu, a zgromadzony w hangarze kosmicznym nr 5 niemal 1000 osobowy personel Królewskiej Floty Gwiezdnej zaczął entuzjastycznie klaskać i wznosić okrzyki na cześć władcy. Kobiety i mężczyźni w granatowych mundurach Floty Gwiezdnej czekali już na tą chwilę od wielu miesięcy. Lada dzień, pierwsze Fregaty Królewskiej Floty Gwiezdnej miały wyruszyć z doków kosmicznych znajdujących się na orbicie Albionu. Pierwsza z nich Prince de Rohan miała stac się pierwszym okrętem, który rozpocznie patrole wewnątrz układu, a wkrótce po niej miał pojawić się drugi okręt Lord Cornwallis. Wszystko było gotowe...


Opactwo Św. Jana, Głowna Komandoria zakonu Św. Jana

Ut queant laxis

resonare fibris,

Mira gestorum

famuli tuorum,

Solve polluti

labii reatum,

Sancte Iohannes.


Zakonnicy skończyli śpiewać w refektarzu opactwa Św. Jana, który mógł pomieścić niemal 500 członków zakonu, a jeśliby rozmontować ściany, niemal 2000 osób mogłoby zostać ugoszczonych przez Wielkiego Mistrza Zakonu. Korzystano jednak z tej opcji bardzo rzadko, chyba, że akurat miało dojść do tak znaczącego wydarzenia, jak dzisiejsze. Podniecenia nie dało się ukryć, szczególnie wśród grupy około 80 osób, które odziane w czarne kombinezony z przypasaną do boku bronią osobistą (długi mechaniczny nóż raz pistolet laserowy) i wyróżniającym się białym krzyżem na ramieniu, oczekiwali na przemowę Wielkiego Mistrza. Jeszcze tylko odczytanie na dziś wyznaczonego fragmentu Biblii Albiońskiej, jeszcze tylko podzielenie się z braćmi posiłkiem i już lada moment te 80 osób miało wyruszyć na pokład doku kosmicznego, skąd następnie korzystając z niewielkiego promu mieli znaleźć się na SJS Pycha i SJS Chciwość, które ku chwale Kościoła, Zakonu i Albionu miały rozpocząć penetrację kosmosu....

[Edited by runnersan on Mar 14, 2011 at 17:48]

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Mar 14, 2011 at 17:47

Print
Ceasar Of Rome
Status: Moderator

Posts: 3040
Registered: Aug 09, 2008
IP: Logged
100.1 [post #9]



Wszechświat...

Roma Uno, gdzieś kosmosie...

Pierwsze jednostki zwiadowcze i kolonizacyjne opuściły nasza planetę parę dni temu. Rzymianie ciekawi czy otacza ich tylko "jałowa" przestrzeń kosmiczna wypełniona próżnią dążyli ku nieznanym korytarzom, po raz pierwszy od pospiesznego opuszczenia Starej Italii, w nadziei iż za którymś z nich jest Ona, Madre.

To były tylko ich marzenia i na tym musiało sie to skończyć, na marzeniach
"i want to will be back tomorrow"
Na planecie zaczyna umierać co raz więcej ludzi, nie wiadomo jeszcze jaka jest tego przyczyna.

Decyzją Imperatora wszystkie Nasze nowe jednostki kosmiczne oraz satelity na orbitach geostacjonarnych miały nadawać na wszystkich częstotliwościach taki oto komunikat:

"Nuova Terra Roma Uno


We the people of Saints Roman Empire lookin for us brothers from planet Earth.
Anybody hear Us ?
Please response... "


[Edited by Ceasar Of Rome on Mar 19, 2011 at 21:05]

_________________________________
Ceasar Trade List

Mar 14, 2011 at 17:53
Gadu-Gadu: 8840735
XFire Ceasar4Rome
Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
100.8 PD - NIĆ ARIADNY [post #10]

<---- info

Ta konkretna Ariadna ma chyba jakiś dar do wywoływania skrajnych emocji... Wciąż odżywa we mnie wspomnienie jej pionierskich wyczynów przy anomalii, ale okazuje się że na tym nie koniec - nawet większą radość, przemieszaną z jeszcze ogromniejszymi obawami, sprawiło nam jej najświeższe odkrycie: nie jesteśmy jedynymi, którzy ocaleli z Exodusu! Kim też oni okażą się być po tych 100 latach, które tak odmieniły nas? Wstępna wymiana informacji wskazuje na to że nabyli naprawdę niezwykłe adaptacje. Czy nasza współpraca będzie się gładko układać? Czy zdołamy się czegoś od nich dowiedzieć, co mogłoby rzucić nieco światła na główny problem nurtujący populację Avalonu? Jak na nasze stosunki wpłynie operacja Nić Ariadny? Na ile możemy im zaufać, po tym jak pozostawili nas bez pomocy przed stuleciem?

Pytania, na które odpowiedź rodzi nawet więcej pytań... Jakie to typowe... Gdy tak wpatruję się roziskrzone gwiazdami niebo za oknem, to wydaje mi się że na głód odpowiedzi jesteśmy skazani na zawsze. Paląca ciekawość pcha nas wciąż dalej i dalej, w dążeniu do granic poznania, ale przecież byłaby ona niczym bez pragnienia przetrwania, dzięki któremu nadal istniejemy, mimo piętrzących się przeciwności, mimo tego iż Wszechświat jest tak obcy, tak nieprzyjazny... i okresowo stara się nas zniszczyć. A jednak jest w nas ten dar, ta nasza właściwość, że z przeciwności wychodzimy prędzej czy później wzmocnieni. Czyż ta właśnie żądza przetrwania nie jest naszym największym darem? Ale czy moglibyśmy przetrwać gdyby odebrano nam wolność? Nić Ariadny została pomyślana jako sposób na jej zachowanie, ale czy nie okaże się ona błędem? Czy nie stanie się jednak odwrotnie: zwiąże nas ona i spląta, odbierając możliwość rozwoju i wtrącając w stagnację, która jest najpewniejszą drogą ku zagładzie? Jeszcze raz przychodzi mi żałować, że jestem pozbawiony tej pewności wiary, że możemy wybierać świadomie, że nasza wolność nie jest tylko złudzeniem. O ileż wtedy wszystko byłoby łatwiejsze... Czyżbym jednak powoli, mając takie pragnienia, stawał się Prometejaninem? Czy starać się wierzyć to to samo co wierzyć?

Mar 15, 2011 at 22:54

Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #11]



100.9, SJS Chciwość

- Wychodzimy na 4...3...2...1... Jesteśmy w normalnej przestrzeni. - Brat Nawigator spokojnie przeprowadzał procedurę wyjścia z tunelu Warp w kolejnym systemie. SJS Chciwość, jeden z pierwszych okrętów kosmicznych należących do Zakonu Św. Jana realizował kolejne zadanie związane z eksploracją pobliskich systemów. Wszystko wskazywało, że to będzie standardowy zwiad, zatem na mostku znajdował się tylko zastępca Brata Dowódcy, brat Bertrand de Chevalllier.
- Odczyty silników w normie. - Główny mechanik kolejno odczytywał pozycje na check-liście. - Chłodziwo w normie. - Czytał dalej...Gdy...
- Kontakt, namiar 045, prędkość 9km/s... Do licha nie wiem co to jest! - Meldunek Nawigatora pojawił się tak szybko i niespodziewanie, że właściwe nikt ze zgromadzonych przez kilka cennych sekund nie był w stanie zareagować. W tym czasie obiekt wykonał zwrot i zaczął oddalać się od Chciowści.
- Ogłosić czerwony alarm, wezwać brata dowódcę. - Zakomenderował de Chevallier. Otworzyć wszystkie częstotliwości i rozpocząć nadawanie sygnału powitalnego.
- Bracie Bertrandzie, obiekt oddala się, ale Chciwość jest od niego szybsza. Musimy jednak zbliżyć się by nasze systemy łączności mogły zadziałać. - Zameldował nawigator, gdy w tym samym momencie na mostek wkroczył brat komandor Pedro da Luna.
- Meldować - Warknął w stronę swego zastępcy.
- Namierzyliśmy nieznany obiekt. Sądzimy, że nie pochodzi z Albionu. - odpowiedział zastępca da Luny. - Zbliżamy się aby nawiązać łączność.
- Bzdura... - Odburknął da Luna.
- Przepraszam bracie dowódco? - de Chevallier zdziwił się słysząc takie słowa z ust swego przełożonego.
- Powiedziałem, że to jest bzdura... Gdybyście bracie Bertrandzie raczyli zapoznać się z okólnikiem dla załóg z dostępem Beta 3, to wiedzielibyście, że najprawdopodbniej mamy przed sobą okręt odszczepieńców... Richmondystów... - Ostatnie słowo brat da Luna zmęł i jakby wypluł z obrzydzeniem.
- Richmondystów - Nawigator nie krył zdziwienia.
- Dokładnie tak, według Kongregacji Nauki i Wiary istnieje duża szansa, że Richmondyści pozyskali fundusze i technologię za pomocą której udało im się wysłać okręt w kosmos. To co widzimy przed sobą to okręt pełny heretyckich odszczepieńców, który powinniśmy zniszczyć. - Da Luna rozsiadł się wygodniej na fotelu kapitańskim i wydał rozkazy.
- Maszynownia, pełna moc. Uzbrojenie, zasilić baterie działek Oriflamme i rozpocząć namierzanie celu.
- Cel w zasięgu ognia. - Zameldował po chwili oficer uzbrojenia.
- Ognia na mój znak... Trzy, dwa, jeden... Ognia....
- Salwa poszła. Potwierdzamy trafienie.
- Bracie dowódco - Nawigator wydawał się mocno zafrapowany tym co widział na ekranach swojego stanowiska. - Wygląda na to, że trafiliśmy przeciwnika. Wg naszej oceny wróg dysponuję pancerzem lekkim utrudniającym namierzenie.
- I co z tego? - Da Luna zaczął się niecierpliwić.
- Na Albionie nie wykorzystujemy tego typu pancerzy, a ich technologia jest dopiero dopracowywana w laboratoriach naszego zakonu. Nie ma możliwości, by zdobyli ją Richmondyści. Ponadto sygnatura silnika nie odpowiada żadnym znanym nam silnikom wykorzystywanym w królestwie. - Da Luna, jakby pobladł, gdy prawda dochodziła do jego umysłu.
- Nawiagtor, co chcecie przez to powiedzieć?
- Bracie dowódco, najprawdopodobniej ostrzelaliśmy jednostkę obcej cywilizacji.
- Mój Boże... - Da Luna ukrył twarz w dłoniach.
- Silniki cała stop. Rozpocznijcie nadawanie sygnału. Jeśli go usłyszą najprawdopodobniej zdołają się skontaktować z Albionem.... Natomiast jeśli o mnie chodzi, bracie de Chevallier, składam rezygnację z dowództwa nad SJS Chciwość i oddaje się do dyspozycji Wielkiego Mistrza.
- Zrozumiałem bracie dowódco. - Da Luna wstał z fotela kapitańskiego i powolnym krokiem wycofał się do swej kabiny. Jego miejsce zajął de Chevallier. - Przejmuję dowodzenie. Nawigator, proszę odnotować fakt w dzienniku pokładowym. Proszę zaznaczyć w opisie tego wydarzenia, że moim zdaniem kapitan da Luna działał zgodnie z doktryną wojenną zakonu.
- Tak jest....
- To teraz wystarczy poczekać, aż nawiążą kontakt. Nawigator w razie niebezpieczeństwa przygotować się do wycofania z systemu.
- Tak jest...

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Mar 16, 2011 at 21:40

Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
100.8 A jednak nie sami [post #12]



100.8

Dziś odbyło się specjalne posiedzenie zarządu Energy Prime i Presidento Zuda. Wczoraj Nasze Szperacze nawiązały kontakt z potomkami innej arki, która najwyraźniej przetrwała.
Na próbę nawiązania kontaktu załoga Szperaczy nie odpowiedziała, tylko skontaktowała się z przełożonymi.
Dzisiaj właśnie na spotkaniu zostały podjęte decyzje o nawiązaniu kontaktu z obcym w sumie, a zarazem bliskim imperium, które same siebie określiło nazwą Konfederacja Prometejańska.

Oby współpraca okazała się owocna i obopólnie korzystna. Pod treścią odpowiedzi do Konfederacji podpisały się najważniejsze osoby w Zuda , czyli Prezes Energy Prime i Presidento Zuda.

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!

Mar 18, 2011 at 09:07
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Ceasar Of Rome
Status: Moderator

Posts: 3040
Registered: Aug 09, 2008
IP: Logged
Re: Kronika [post #13]

100.9




This is space control to "ufo"
Please respond...


4

This is space control to "ufo"
please respond...


3

This is space control to "ufo"
please respond...


2

This is space control to "ufo"
please respond...


1

Start...

- Majorze Tom, co robimy ?
- Włączyć wzmocnienie kadłuba i czekać
- Zauważyli nas panie Majorze, zbliżają się !
- Przydałaby się jakaś broń na pokładzie, same karabiny nie wystarczą na ten statek, postarajcie sie zeskanować.
- Skanuje... osobniki humanoidalne, budowa w większości z węgla...
Major Tom ! to są Nasi...
- No to spróbujemy jeszcze raz a potem zawracamy,
- kanał otwarty na wszystkich częstotliwościach majorze,

- This is space control to people
This is Major Tom to You
please respond.... this is starship Abductor 0003, pochodzimy z Roma Uno nowej i jedynej ziemskiej kolonii...

[...]

[Edited by Ceasar Of Rome on Mar 19, 2011 at 21:06]

_________________________________
Ceasar Trade List

Mar 18, 2011 at 10:56
Gadu-Gadu: 8840735
XFire Ceasar4Rome
Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #14]



101.0, SJS Chciwość

- Bracie dowódco, komunikat z Opactwa - Głos brata odpowiadającego za łączność okrętu wyrwał brata dowódcę Bertranda de Chevallier z zamyślenia. Na nowe rozkazy czekał od nieszczęśliwego kontaktu z tajemniczym obiektem, więc informacja o komunikacie z opactwa Św. Jana kwatery głównej zakonu nie był dla niego zaskoczeniem. Szybko wywołał na swoim padzie podpiętym do centralnych systemów Chciwości otrzymaną wiadomość.

"W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego
Zaleca się i nakazuje bratu dowódcy Bertrandowi de Chevallier wycofanie się natychmiastowe z systemu i kontynuowanie misji z punktu docelowego Zeta

w imieniu Wielkiego Mistrza
Brat Komandor Jan de Milly, III Mistrz Przestrzeni"


Bertrand de Chevallier, kliknął ponownie aby upewnić się czy nie ma jakiejś dodatkowej informacji od dowódcy Chorągwi Zwiadu do której należał SJS Chciwość, ale niczego nie znalazł. Wzdychając ciężko nad dolą tych, którzy nigdy nie są informowani o sytuacji, a muszą podejmować decyzje szybkie w sytuacjach kryzysowych, wstukał do systemów nawigacyjnych lokalizację punktu docelowego Zeta.

- Sternik. 1/4 mocy, wchodzimy w tunel Warp i wycofujemy się z systemu. Cel punkt docelowy Zeta.
- Bracie dowódco, mamy nowe zasady starcia? - Zapytał nawigator.
- Nie ma nic nowego. Proszę obudzić mnie gdy dotrzemy do celu.
- Tak jest. - Odpowiedział nawigator.

Sen przyszedł szybko, ale potrwał niezwykle krótko, gdyż tuż po wyjściu z tunelu Warp, zabrzmiał alarm. De Chevallier szybko narzucił na siebie koszulę od munduru, wdział spodnie i zapominając o kurtce mundurowej pognał na mostek.
- Sytuacja!
- Namierzyliśmy ten sam obiekt, który napotkaliśmy w poprzednim systemie. Mamy również ślady drugiego, który wydaje się być bliźniaczym do naszego starego znajomego.
- Co robią?
- Idą naszym śladem. Co robimy bracie dowódco?
- Co mówi doktryna? - De Bertand zadał to pytanie, choć odpowiedź znał doskonale.
- Doktryna w takim przypadku nakazuje ograniczyć możliwość śledzenia kursu przez nieznany obiekt. W przypadku gdy obcy obiekt jest wielkości porównywalnej do okrętu zakonnego, należy wydać mu bitwę.
- Bracia, przeklinam dzień, kiedy ktoś kto układał doktrynę dla zakonnych okrętów w kosmosie zapomniał o procedurze pierwszego kontaktu.
- Zakładano, że nie spotkamy nikogo więcej, a doktryna zakładała konflikt z zagrożeniem wywodzącym się z Albionu.
- Zgadza się. Opactwo wyraźnie nakazało nam wycofanie się z systemu, ale nie precyzowało co robić, gdyby nasz śledzono. - Bertrand nie miał pojęcia co robić dalej. Postępowanie zgodnie z tym co robił brat da Luna wzbudzało w de Chevallierze opór, ale sytuacja wtedy była inna. Albion teraz wie o nawiązanym kontakcie i mieli czas, żeby doprecyzować rozkazy. Nie zrobili tego. De Chevallier przysięgał wierność zakonowi i regule, a ta nakazywała mu postępować zgodnie z wolą przełożonych nie poddając pod wątpliwość rozkazów, a Zasady Starcia były w tym przypadku były jasne. - Uwaga zwrot na mój znak. - Zakomenderował de Chevallier. - 3...2...1...Już... Uzbroić działka i namierzyć cel. - Załoga mostka wymieniła znaczące spojrzenia. Okręt wykonał szybko zwrot.
- Cel namierzony. Otwieram ogień. - Ogień SJS Chciwość tym razem charakteryzował się niezwykłą celnością. Celem wstrząsnęły trafienia i wkrótce rozleciał sie on na kawałki.

Requestat in Pace Pomyślał de Chevallier ze smutkiem.

- Bracie dowódco! Rozkazy z Opactwa ! - De Chevallier rzucił się w stronę swojego pada i zaczął czytać.


"W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego
Zaleca się i nakazuje bratu dowódcy Bertrandowi de Chevallier zachowanie się przyjaźnie wobec nieznanych obiektów. Dalsze rozkazy wkrótce

w imieniu Wielkiego Mistrza
Brat Komandor Jan de Milly, III Mistrz Przestrzeni"


_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Mar 18, 2011 at 14:53

Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
100.9 Zdarzenie w Cuyrok [post #15]





Thomas nerwowo chodził po gabinecie. To pozwalało mu skupić myśli.Skoncentrować się i podjąć konkretne decyzje.
A te musiały w końcu zapaść. Za godzinę czeka go spotkanie z Presidento Zuda i poraz pierwszy nie czuje się pewnie przed tą rozmową.

Podszedł do biurka i wziął w dłonie jeden z dwóch raportów leżących obok siebie.
Poraz kolejny przeczytał go w całości. Wzrok skupił w dolnej części wiadomości, gdzie widniał podpis.

Quote:
Mając nadzieję na owocną współpracę
za pośrednictwem statku eksploracyjnego Ariadna
w imieniu Konfederacji Prometejańskiej
My,Bolko Morawian,Strażnik Wolności.



Po chwili namysłu wziął drugi raport, jeszcze raz rzucił okiem na pierwszy dokument, następnie spojrzał na ten, który otrzymał niecałą godzine temu.

Quote:
Okręt zwiadowczy Szperacz uległ zniszczeniu po wkroczeniu w granicę osobliwości w systemie Cuyrok.
Powodem zniszczenia jest najprawdopodobniej kontakt z urządzeniami, które zostały rozsiane po całym obszarze.
Oznaczenia wskazują, że należą one do Konfederacji Prometejańskiej.
Liczba zabitych: 20 osób.
Koniec raportu



Thomas jeszcze chwilę trzymał oba dokumenty, po czym rzucił oba spowrotem na biurko i wyszedł z gabinetu.


Presidento Zuda spoglądał na Thomasa bez żadnego znaczącego wyrazu twarzy, czym wprawił w spore zakłopotanie Prezesa Energy Prime.

- O ile pamięć mnie nie myli - przerwał ciszę przywódca Zuda - Twierdziłeś, że nie ma potrzeby uzbrajania Naszych zwiadowców,
gdyż jesteśmy sami w tym kwadrancie.Ha, nawet wspomniałeś coś, że jesteśmy sami we wszechświecie. A teraz nie dość, że okazało się,
iż tak nie jest to w dodatku napotkani obcy zabili Naszą załogę, która nawiązała pierwszy kontakt.
- To nie do końca tak
- zaoponował Thomas - Konfederacja Prometejańska to potomkowie jednej z Arek, którą tak jak i Nasi przodkowie opuścili Ziemię w czasach Exodusu.
Nie sądzę, aby byli złowrogo do Nas nastawieni o czym świadczy treść wiadomości jaką otrzymałem już w drodze tutaj.


Thomas wyciągnął rękę do przodu sugerując aby Presidento Zuda spojrzał na dokument , który spoczywał przed Nim. Minęła krótka chwila, która zdawała się trwać wieczność dla Thomasa.
Po chwili Presidento Zuda wstał i spokojnym krokiem skierował się w stronę okna.

- Słowa...puste słowa - Przerwał milczenie Presidento - Liczą się czyny, czyż nie takie jest Wasze motto w korporacji? Zginęło 20 dzielnych ludzi, a Ty mi mówisz, że nie są złowrogo nastawieni?
Drogi Thomasie, chyba nie uważaliście zbytnio na wykładach historycznych. To nie był wypadek i niech nie zmylą Cię ich serdeczne wiadomości.


Prezes rozejrzał się dookoła jakby szukając kogoś kto poparł by Go w tej rozmowie.
Niestety byli sami i pomimo, że był drugą najważniejszą osobą na planecie czuł jak po plecach spływają mu stróżki potu.

Musimy działać rozważnie Panie Presidento Zuda - Postanowił jak zwykle na bardzo służbowy ton swoich wypowiedzi
- Zaoferowali Nam współpracę gospodarczą oraz zaproponowali wymianę technologiczną na której możemy skorzystać.
Zgodzili się również na umieszczenie stacji monitorującej w systemie Cuyrok, w dodatku...

Czekaj, czekaj - Przerwał mu nagle Presidento - Czy ja dobrze rozumiem? Mamy po tym wszystkim oddać im całkowicie pod kontrolę ten system?!
O ile dobrze jestem poinformowany to do systemu wleciały już Nasze statki kolonizacyjne i rozpoczęły procedurę lądowania na jednej z planet.

- Powinniśmy odwołać ten statek i skierować go do sąsiedniego systemu. - Thomas wyciągną kolejny już raport - To powinno Pana przekonać, że to jest jedyna słuszna decyzja

Presidento Zuda z lekkim zażenowaniem spojrzał na swojego nie tylko podwładnego , ale i przyjaciela po czym przeniósł wzrok na dokument, który znalazł się w Jego dłoni.

Quote:
Raport okresowy
Data: 100.9
Miejsce: Kompleks Podziemny Liberty
.......
.......



_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!
Mar 18, 2011 at 18:18
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
101.0 PD - ROCZNICA [post #16]

<---- info

Czas jest tak nieubłagany... Mija już prawie rok od rozpoczęcia operacji Nić Ariadny, więc zapewne jest to dobra pora na podsumowanie. Jak na razie wygląda na to, że założenia z jakimi została ona podjęta, jak i metody realizacji, sprawdzają się niemal według oczekiwań. Niemal... jaką to może stanowić dużą różnicę. Niemal... gdyż pojawiły się pierwsze ofiary. Oczywiście nie jest tak, że oczekiwaliśmy, aby operacja o takim stopniu złożoności, i o takiej skali, miała nie pociągnąć za sobą kosztów w postaci ludzkiego życia, w końcu są to naturalne koszta w walce przeciwko entropii, ale nie spodziewaliśmy się, przynajmniej na tak wczesnym jej etapie, że ofiary będą skutkiem celowego działania innych ludzi. Niestety, raz jeszcze okazało się że natura ludzka jest nieprzewidywalna.

Czy mogliśmy spodziewać się, że załoga okrętu, złożona z 20 osób, zaryzykuje własnym życiem, aby sprawdzić czy nie blefujemy? Jeden człowiek tak, ale cała załoga? Czyżby ich dowódca miał ich życie w aż takiej pogardzie? No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że okręt poprzez którego nadajniki wysłaliśmy niekodowany komunikat do jego władz, na który one później odpowiedziały, a więc okręt komunikat musiał otrzymać, komunikat, który zawierał wyraźne ostrzeżenie przed zbliżaniem się do anomalii grawitacyjnych i który zawierał opis powodu tego ostrzeżenia, jak więc wytłumaczyć fakt, że okręt komunikat ten zlekceważył, mimo otrzymania go z wyprzedzeniem 2 miesięcy i mimo tego, że jego sensory musiały wykryć powód ostrzeżenia? Zapominalstwem?

Czy mogliśmy spodziewać się, że załoga innego okrętu wpadnie w morderczy amok i będzie strzelać uparcie aż do całkowitej destrukcji naszego statku? Przypadek? Przecież kolejność wydarzeń jednoznacznie pokazuje że nasz statek był ścigany na drugą stronę anomalii grawitacyjnej, choć sam powtórny ostrzał zaczął się dopiero po pojawieniu się drugiej identycznej Ariadny, której jedynym działaniem była próba zwiększenia dystansu od prześladowcy. Można byłoby spodziewać się śmierci naszej załogi wskutek nieszczęśliwego przypadku, gdyby statek wybuchł podczas ostrzału mającego na celu jego unieruchomienie, w sytuacji gdy ani razu nie odpowiedział ogniem, ale nie tego że bezpardonowy ostrzał będzie kontynuowany mimo tego, że silniki zostały zniszczone na początku ostrzału, więc statek już nawet nie uciekał, mimo tego że wiedzieli już że mają do czynienia z ludźmi, umierającymi tak samo jak oni, mimo wreszcie tego, że nadajnik naszego statku działał niemal do samego końca, bezskutecznie próbując wybłagać opamiętanie, więc musieli słyszeć w jaki sposób nasi ludzie umierają, wśród wrzasków i przeklinań palonych, dartych odłamkami ciał, wśród wizgu powietrza uciekającego na zawsze w otchłań niezmierzonej pustki, litościwie odbierając oddech.

Obydwa zdarzenia, dziejące się w odstępie zaledwie kilku dni, są najlepszym przypomnieniem dla mnie i dla Kolegium Połączonych Sztabów, że żaden plan nie wytrzyma konfrontacji z przeciwnikiem, szczególnie wtedy kiedy tym przeciwnikiem nie jest Wszechświat, ale po prostu inny człowiek. Pamiętanie o tym może oszczędzić tak wielu rozczarowań...

[Edited by PAwleus on Mar 18, 2011 at 22:06]

Mar 18, 2011 at 21:56

Print
Ziro
Status: Elite

Posts: 777
Registered: Feb 14, 2009
IP: Logged
101,0 [post #17]



Plaga

Tajemnicza plaga atakuje ludzkie DNA prowadząc do jego rozpadu. Wykorzystuje nieznaną nam kosmiczną energię, przy użyciu mechanizmów i silnego pola elektromagnetycznego z rozbijaniem energii przez wiązki jonowe, ludzie znajdujący się w jego pobliżu są bombardowani. Nazwaliśmy tą energię Czarną Zagładą i śmiemy twierdzić, że powstało z modyfikacji promieniowania kosmicznego. Zespół astrofizyków będzie pracowało nad technologią zdolną przerwać działanie tej piekielnej machiny, a w tym czasie zespoły medyczne będą opracowywały leki, które spowolnią działanie choroby jaką ona wywołuje, decido vita.

Obcy

Obca cywilizacja, która zostawiła tutaj ten monument jest rasą bezwzględnych potworów, które trzeba trzymać z dala od ludzkich obywateli. Nie mówię tylko o obywatelach Cesarstwa, napotkaliśmy innych ocalonych z zagłady Ziemi, trzeba ich ostrzec przed zakusami obcych na życie ich obywateli. Zjednoczona Unia Dwóch Ameryk jeśli podejmie się walki z wrogami z kosmosu może liczyć na wsparcie ze strony sił Cesarstwa, a jeśli dotrze ta notka do innych państw ludzkich, niech wiedzą, że staniemy z dumą z nimi do walki przeciw wrogom ludzkości.

Niechaj cały wszechświat się dowie, że ludzka rasa nie da się zniszczyć bez walki!

[Edited by Ziro on Mar 27, 2011 at 18:44]

_________________________________
Hitori ni nareba fuan ni obieteita kedo

LastFM

Mar 19, 2011 at 11:20
Gadu-Gadu: 7994773
Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #18]



101.1 Kompleks dowodzenia Królewskiej Floty Gwiezdnej ok. 20 km na południe od Kings Landing

- Jak mamy się z tego wybronić Panowie ? - król chodził nerwowo po sali spoglądając szczególnie w stronę Wielkiego Mistrza Zakonu Św. Jana Johna Basila. - Macie jakieś pomysły Wielki Mistrzu, to wasi ludzie nas w cały ten problem wkopali. - Dodał władca usiłując spojrzeniem wywiercić dziurę w głowie dostojnika zakonnego.
- Wasza Królewska Mość, nie ma chyba zamiaru spełniać ich żądań? - Zapytał zaniepokojony kanclerz królestwa książę Jan de Treville
- W tym rzecz, że nie wiem jak się zachować. Widzieliście ich ostatnie wiadomości? - Wszyscy skinęli głową potwierdzając, że zapoznali się z korespondencją dyplomatyczną, z Konfederacją. Jedynie markiz admirał Thomas Baxter sprawiał wrażenie niezorientowanego. - Pan markiz wydaje się nie zapoznał się jeszcze z tymi dziełami współczesnej dyplomacji. Zatem proszę, odczytać naszemu drogiemu admirałowi treści dwóch ostatnich wiadomości od Konfederatów, oczywiście w części dotyczącej naszego problemu. - Głos automatycznego protokolanta zaczął monotonnie odczytywać treści wiadomości. Co jakiś czas wśród zgromadzonych przechodził szmer wzburzenia w co ciekawszych fragmentach.

(...)Zamierzamy złożyć bardziej formalnymi kanałami żądanie tymczasowego przekazania tego okrętu wraz z jego załogą pod naszą kontrolę(...)

(...)SJS Chciwość został już uwięziony w systemie Zanthia, który od niedawna znajduje się pod naszą kontrolą, więc jedyne na co może liczyć jego załoga, jeśli chce przeżyć, to przyjęcie propozycji bezwarunkowego poddania się(...)

(...)okręt ten został przez nas ogłoszony jako wrogi, czyli jest aktualnie wyjęty spod prawa i każdy obywatel naszego państwa ma prawo go bezkarnie zniszczyć(...)


Głośniki zamilkły, a król ponownie spojrzał na zgromadzonych, szukając tego, który może chciałby skomentować wydarzenie. Ludwik XIII był w kropce. Gdyby do wydarzenia doszło gdzieś na Albionie, poradziłby sobie z kryzysem bardzo szybko, natomiast w stosunkach między planetami nie czuł się tak pewnie.

- Jeśli mogłabym mój Panie. - Zabrzmiał delikatny i cichy głos pułkownik Barskiej, dowódcy Królewskiej Nocnej Straży, wywiadu Albionu.
- Proszę pani pułkownik. - Król usiadł zainteresowany na swym miejscu u szczytu stołu. Wiedział, że Barska nie miała w zwyczaju zabierać głosu jeśli nie miała do powiedzenia czegokolwiek ważnego, w przeciwieństwie do kilku książąt i admirałów, którzy często zabierali głos dla samego mówienia. Barska powstała z miejsca i włożyła niewielki dysk do czytnika ulokowanego w pobliżu jej mikrofonu. Ludwik XIII obserwował, jak Barska szybko wystukuje kod i po chwili na ekranie wyświetlił się wielki herb Nocnej Straży, a tuż po nim mapka systemu w którym doszło do zdarzenia.
- Wasza Królewska Mość, Panowie i Panie. Ustalmy fakty. - Rozpoczęła prezentację pułkownik Barska.

Zakonny okręt eksploracyjny SJS Chciwość wlatuje do nieznanego sobie systemu, gdzie napotyka inny obiekt latający. SJS Chciwość otwiera ogień i lekko uszkadza ów obiekt. Jednocześnie dochodzi do wymiany informacji i na Albion docierają informację o nawiązaniu pierwszego kontaktu z Konfederacją. Podsumujmy czego to się dowiadujemy:
1. Wtargnęliśmy do systemu Velocitas
2. SJS Chciwość zostaje uznany za okręt z zbrodniarzami
3. Mamy nie zbliżać się do boi komunikacyjnych typu Fenris, bo ich system autodestrukcji może nas zniszczyć.
My wysyłamy przeprosiny i wyrażamy zdziwienie obecnością w systemie uznawanym za pobliski Albionowi innych sił. Pojawia się kolejny komunikat w którym:
1. Konfederacja nadaje sobie prawo do rozmieszczania boi komunikacyjnych w dowolnych przez siebie systemach.
2. Obecność boi oznacza, że system przynależy jest Konfederacji
3. Obecność wojskowa w postaci okrętów, nie oznacza, że system należy do Królestwa
Oczywiście Konfederacja ubrała to w słowa nieco bardziej układne, ale powtarzam nieco, bo niektóre punkty przedstawiam niemal dosłownie. - Kobieta sięgnęła po szklankę i popiła z niej wody. Nabrała ponownie powietrza by kontynuować, gdy przerwał jej głos Wielkiego Mistrza Zakonu Templariuszy.
- Jak rozumiem, podsumowała Pani to wszystko by nas przestraszyć? Czy może chciała Pani objawić nam tu arogancję naszych Konfederackich partnerów.
- Wielki Mistrzu, z całym szacunkiem, ja nie mam w zwyczaju straszyć kogokolwiek. Podsumowuję sytuację, by przejść teraz do podstawowych kwestii. Otóż Panowie i Panie SJS Chciwość przesłała do analizy wszystkie skany wykonane na obcych obiektach. W tak zwanych bojach komunikacyjnych nie wykryto właściwie urządzeń komunikacyjnych. Natomiast mechanizm autodestrukcji, jest niczym innym jak standardową głowicą miny porównywalną z tymi wykorzystywanymi przez Królewską Flotę w minach klasy Scutum.
- Chce Pani powiedzieć, że Konfederacja minuje systemy? - Zapytał admirał Baxter
- Dokładnie tak, a wszystkie tak zwane nieuzbrojone okręty cywilne to w rzeczywistości najprawdopodobniej stawiacze min. Można powiedzieć , że Konfederacja postępuje podwójnie niehumanitarnie albowiem zaminowuje, nie podejścia do tuneli Warp, którymi podróżują okręty, ale same wejścia, zatem okręt nie ma szans w porę zostać ostrzeżonym przed zagrożeniem i tylko wyjątkowemu szczęściu zawdzięczamy fakt, że SJS Chciwość, nie została zniszczona zaraz po wlocie do systemu Velocitas.
- Uspokaja Pani nasze sumienia - Zwrócił się do szefowej wywiadu Wielki Mistrz Zakonu Św. Jana. - Wiemy teraz, że Konfederaci postępowali amoralnie i aż strach pomyśleć, co byłoby gdyby zamiast SJS Chciwość, do systemu wleciał okręt kolonizacyjny klasy Colonial One. To jednak wcale nie pomaga naszej sprawie, bo przyłapany na przestępstwie przestępca krzyczy łapać złodzieja.
- Niestety tak jest Wielki Mistrzu.
- Czy istnieją jakieś uregulowania w kwestii tego typu działań ? - Zapytał kanclerz de Treville.
- Niestety nie - Pokręciła głową Barska. - Sięgnęłam jednak do archiwów, pochodzących jeszcze ze starej Ziemi. Jak wiecie drodzy Państwo, cześć z nich uległo zniszczeniu, jednak przy właściwej kwerendzie udało nam się odnaleźć przypadki wyroków ciała zwanego Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości, które jednoznacznie za przestępcze uznało minowanie wód międzynarodowych, szczególnie gdy o zaminowaniu terenu nie poinformowało się potencjalnie zagrożonych. W tym przypadku mamy do czynienia dokładnie z takim przypadkiem, gdyż Konfederacja nie przyznaje nawet, że systemy zaminowała, a upiera się przy twierdzeniu, że mamy do czynienia z bojami komunikacyjnymi. Wg kwerendy pojawiały się nawet wyroki sądu, które nakazywały wypłaty odszkodowań uszkodzonym okrętom wojennym, które wpadły w taką pułapkę. Co więcej, jeśli uznać, że okręt Konfederacji stawiał te pola minowe, wówczas SJS Chciwość, miała pełne prawo otworzyć do niego ogień, szczególnie, gdy po wycofaniu okrętu z Velocitas, przeciwnik wciąż za nim leciał. Czy jeśli jestem nieuzbrojonym okrętem ostrzelanym przez inną jednostkę, to wówczas ścigałabym go gdy tamten się wycofuje?
- Co nam to daje? - Zapytał zaciekawiony Ludwik XIII
- Właściwe niewiele. Jeśli jednak Konfederacja nie odrzuciła całkiem dziedzictwa Ziemi, wówczas cóż... Popełnia przestępstwo we własnych oczach i tak zwanej wspólnoty międzynarodowej.
- Czyli kogo? Ich i nas. - Drwiąco odpowiedział przywódca Templariuszy.
- Nie tylko ich i nas, albowiem otrzymaliśmy od Konfederacji możliwości komunikacji z ciałem nazwanym Zjednoczoną Unią Obu Ameryk. - Wtrącił kanclerz de Treville.
- Drodzy Państwo, decyzja - Ludwik XIII wstał z swego miejsca. - Dziękuje pani pułkownik. - Władca skinął w stronę kobiety zajmującej swoje miejsce. - Przypominam, że mimo wszystko spotykając po 100 latach niewidzianych przez nas braci Ziemian, nie mam ochoty do nich strzelać. Już podpisaliśmy pakt o wymianie handlowej i nie agresji. Jednak nie chcę im oddawać okrętu. Tym bardziej, że należy nie do mnie, a do Zakonu Św. Jana.
- Jeśli mogę wasza Królewska Mość - Przerwał królowi siedzący do tej pory spokojnie Rektor Zakonu Św. Jana. - W mojej ocenie nawet wydanie całej załogi pod sąd Konfederacji, zamiast wspólnej komisji i procesu u nas, co proponowaliśmy, nie spotka się ze zrozumieniem Konfederacji.
- Dlaczego ? - Zapytał król
- Według oceny mojej, którą zresztą konsultowałem z pułkownik Barską i jej analitykami, Konfederacja pragnie rozłożyć na części SJS Chciwość i pozyskać z niej technologię, która według naszej oceny w przypadku kilku komponentów, jest o nowocześniejsza, niż ta stosowana w okrętach, które nasza Flota Gwiezdna klasyfikuje jako Ariadna III.
- Zatem okrętu nie oddamy. Wielki mistrzu czy zechcesz wydać rozkazy załodze SJS Chciwość ?
- Załoga już ma swoje rozkazy, wasza królewska mość.
- Zatem kanclerzu de Treville, wyślemy Konfederacji naszą odpowiedź. Dziękuję Państwu za spotkanie. - Król opuścił salę, a za nim kolejni dostojnicy królestwa.

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Mar 19, 2011 at 20:23

Print
Ceasar Of Rome
Status: Moderator

Posts: 3040
Registered: Aug 09, 2008
IP: Logged
Re: Kronika [post #19]



This is ground control to Major Tom
Please respond...
6
This is ground control to Major Tom
Please respond...
5
This is ground control to Major Tom
Please respond..
4
This is ground control to Major Tom
Please respond...
3
This is ground control to Major Tom
Please respond...
2
This is ground control to Major Tom
Please respond...


Kontakt

[...]

Majorze Tom, tu mówi dowództwo drugiej floty rzymskiej, melduj co się u was stało !
- Panie admirale melduje iż napotkaliśmy jakies dziwne jednostki kosmiczne, nie przypominających w niczym tych rosyjskich, to cos nowego,
- Mów że jaśniej !
- to nie były istoty ludzkie, tylko tyle udało nam się zeskanować, byli powaznie silniejsi od Nas, nakazałem natychmiastowy odwrót, jednak bylo już za późno, zauważyli Nas. Wszczęli pościg, nasze silniki parły ile sie dalo a nie dało sie rady uciec. Pamioętamy tylko tyle że nas zeskanowali...
- Pamiętacie, co tam się dzialo ? Zaszkodził Wam rosyjski alkohol czy co ?
- nie Panie admirale, jeszcze nawet nie rozpoczeliśmy pierwszej beczki, straciliśmy przytomność, a po przebudzeniu odczuwaliśmy silny ból, część załogi była martwa, odeszi przez tajemnicza zarazę z Roma Uno. Nie weimy jeszcze czy to przez ten skan obcych czy coś innego. Nie wmiemy co mamy robić, badamy system T3.
- Wracajcie jak najszybciej do C1, żadnych kontaktów z innymi jednostkami, rosyjskimi również. Mamy do Was miłą wiadomość, wiemy inni też przeżyli, nie tylko my i Rosjanie.
- Chociaż jedna dobra wiadomość. Major Tom do dowództwa, bez odbioru.

[Edited by Ceasar Of Rome on Mar 22, 2011 at 17:12]

_________________________________
Ceasar Trade List

Mar 22, 2011 at 16:48
Gadu-Gadu: 8840735
XFire Ceasar4Rome
Print
Ceasar Of Rome
Status: Moderator

Posts: 3040
Registered: Aug 09, 2008
IP: Logged
Re: Kronika [post #20]



Ground control to major Tom
Ground control to major Tom
Take your protein pills and put your helmet on

10
Ground control ...
9
to major Tom ...
8
7
6
Commencing countdown ...
5
engines on ...
4
3
2
Check ignition ...
1
and may gods ...
0
love be with you ...

This is major Tom to ground control, I'm stepping through the door
And I'm floating in a most peculiar way
And the stars look very different today
Here am I floatin' 'round my tin can far above the world
Planet Earth is blue and there's nothing I can do ...


[Edited by Ceasar Of Rome on Mar 24, 2011 at 21:11]

_________________________________
Ceasar Trade List

Mar 24, 2011 at 21:10
Gadu-Gadu: 8840735
XFire Ceasar4Rome
Print
Ziro
Status: Elite

Posts: 777
Registered: Feb 14, 2009
IP: Logged
101,3 [post #21]



Bezgraniczny Wszechświat

Mroźna pustka, tak wielu spoglądało na wszechświat, teraz miejsce w którym szukamy szans na przetrwanie. Nie znamy wszystkich tajników wszechświata, może poznaliśmy ich niewielki procent, bądź ma niewiele sekretów nam do zaoferowania.

Jego siła stała się naszą klątwą, narzuconą przez obcą cywilizacje, z którą musimy razem z innymi ocalałymi ludźmi walczyć, walczyć o przetrwanie ludzkiej rasy w tym wrogim nam miejscu.

Czy przypadkiem było znalezienie tej planety? Czy nakierowaną drogą przez "nich"? Wiem, że gdy ich spotkamy będą musieli zapłacić za te ludobójstwa, zbrodnie przeciw życiu. Tylko jak rozpoznać winnych? Ile jest innych rozumnych cywilizacji w całym wszechświecie. Nie możemy założyć, że każda jest naszym wrogiem i wypowiadać im wojnę. Ich winą może jedynie być inność rasowa, a powiązań z naszymi mordercami mogą nie mieć, bądź nawet podobne doświadczenia.

Nie czas szykować się do walki, teraz najważniejsze jest ratowanie istnień ludzkich i w tym kierunku powinniśmy skierować wszystkie dostępne siły i surowce.

_________________________________
Hitori ni nareba fuan ni obieteita kedo

LastFM

Mar 27, 2011 at 18:50
Gadu-Gadu: 7994773
Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
101.4 Kilka zmian [post #22]



101.4 Kilka zmianj


Siedziba Sztabu Dowodzenia


Abraham Cohen pociągnął ostatni łyk z kieliszka i z impetem cisnął nim o ścianę jednocześnie siarczyście klnąc w powietrze.
Chwilę wcześniej do Jego gabinetu wszedł sam Presidento Zuda i to co od Niego usłyszał zaskoczyło go zupełnie.

- Panie Cohen. W związku z nieudolnymi działaniami w kontaktach z Konfederacją Prometejańską, które doprowadziły do znaczącego pogorszenia się stosunków pomiędzy Naszymi narodami.
A także doprowadziły do zniszczenia kilku naszych okrętów wraz z załogami, zostaje Pan tymczasowo odsunięty od kontaktowania się z Konfederacją, a także jakimikolwiek innymi napotkanymi cywilizacjami.
Zostaje Pan dalej na stanowisku Głównodowodzącego Flot Obronnych Ganimedesa, do czasu całkowitego wyjaśnienia zaistniałych sytuacji. Następnie podejmiemy dalsze decyzje.


Przywódca nie czekając na odpowiedź odwrócił się i wyszedł pozostawiając swojego pomocnika, który pozostał dokończyć sprawy formalne. Gdy i On wyszedł Cohen musiał się napić.


Siedziba Energy Prime

Thomas przeglądał raporty z ostatnich kilku cykli. Zakończył właśnie kolejny i rzucił spojrzenie na stertę jeszcze nie przeczytanych. Odetchnął głęboko, podniósł się i podszedł do okna.
W oddali majaczyła Stocznia Temporalna pracująca pełną mocą. Pomimo mroku już zapadającego rozświetlała okolicę jakby wokół niej panował dzień.
Teraz już rozumiał dlaczego trzeba było wprowadzić w życie projekt Acon. Znaczne pogorszenie się stosunków z Konfederacją Prometejańską było spowodowane poczynaniami Cohena.
To w związku z tym zapadła decyzja o wzmocnieniu siły militarnej w systemie Fwandrei. Co doprowadziło do kolejnych napięć pomiędzy ZUDA i Konfederacją,
a teraz On ma naprawić wszystkie szkody jakie zostały poczynione.
Na początek jednak trzeba zapoznać się ze wszystkimi raportami. Po tej ostatniej myśli powrócił do biurka i sięgnął po kolejny raport, zatytułowany
"System Cyurok, katastrofa statku kolonizacyjnego"


Okręt prowadzący 1 Floty Obrony Ganimedesa.
11 godzin przed dotarciem do "bramy" granicznej z systemem Cyorok


- Panie Kapitanie. Za 11 godzin osiągniemy wyznaczony cel. Jesteśmy gotowi do rozpoczęcia procedury. - Po tym meldunku pierwszy oficer spoglądał to na swojego przełożonego,
to na ekran znajdujący się przed nim.
- Dobrze - Odrzekł Gorhan. - Przekaż do wszystkich okrętów aby każdy rozpoczął zajmowanie wyznaczonych miejsc. Po ich osiągnięciu czekać na rozkazy
- Tak Jest - Oficer szybko odpowiedział i począł wydawać odpowiednie polecenia.

Gorhan, jeszcze kilka tygodni temu przeprowadzał wykłady w Akademii imienia Pereza.
Po jednym z wykładów, do sali weszło kilka osób , a wśród nich Dowódca Generealny Flot Obronnych Ganimedesa, Abraham Cohen.
Usłyszał od nich informację o formowaniu pierwszej floty pod sztandarem ZUDA, a On dostaje właśnie propozycję nie do odrzucenia objęcia dowództwa nad tą flotą.
Kolejne tygodnie minęły mu na zakańczaniu różnych spraw na Ganimedesie gdyż najpewniej przez dłuższy czas nie wróci na rodzimą planetę.


Centrum Monitoringu Przestrzeni Kosmicznej

Anna siedziała przed dziesiątkami monitorów na których przewijały się różne cyferki i obrazy. Nie zaprzątała sobie teraz tym głowy. Najważniejsza była kawa i bułka którą sobie przed chwilką przygotowała.
Chwila odprężenia i relaksu po 6 godzinach wpatrywania się w monotonne obrazy.
Nagle dwa ekrany wybudziły się z monotonii i jednocześnie odezwał się wibrujący dźwięk. Omal nie oblała się kawą tak bardzo ją to zaskoczyło.
Jeden z monitorów wskazywał wykrycie nieznanej sygnatury w systemie Fwandrei.
Na drugim przebiegał proces porównawczy napotkanego obiektu by po chwili wyświetlić napis: Obiekt nizeznany.
Anna gdy tylko opanowała zaskoczenie sięgnęła po klawiaturę by zacząć wpisywać odpowiednie komendy. Gdy jednak miała wpisać pierwsze polecenie monitory nagle się uspokoiły.
Na chwilę zastygła i wpisała polecenie wydrukowania logów.
Gdy tylko otrzymała wydruk zamarła jeszcze bardziej. Wszystko było czyste. Wszystkie wpisy wyglądały tak samo jak każdego dnia. Tak jakby sytuacja z przed kilku chwil wogóle nie miała miejsca.
Awaria? Pomyślała Anna i zaczęła przyglądać się monitorom przypominając sobie czego świadkiem była przed momentem.
Sięgnęła powoli po kubek, jeszcze raz spojrzała na monitory, potem na wydruk, poczym wzruszyła ramionami i rozsiadła się wygodnie w fotelu biorąc łyk już troszkę wystudzonej kawy.

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!

Apr 01, 2011 at 11:09
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
101.4 LABIRYNT [post #23]

<---- info

Alfa czy Omega... przekleństwo wyboru w nieznanym kontekście nigdy nas chyba nie opuści. No bo czyż kiedykolwiek nasza wiedza o rzeczywistości osiągnie taki stopień, że będzie można powiedzieć, iż w danym wypadku pełen kontekst jest nam znany? Czyż wtedy nie zaczęlibyśmy być bogami? Czyż Wszechświat, najbardziej podstawowe mechanizmy leżące u jego podstaw, nie są przeciwko takiej możliwości? A może nasza wiedza będzie kiedyś tak ogromna że będziemy mogli je do woli modyfikować, przynajmniej lokalnie?

To był następny trudny wybór, ale wobec rozwijającej się sytuacji jakiegoś wyboru należało dokonać, gdyż jego brak byłby nim również. Nadal uważam operację Nić Ariadny za wielki sukces, ale czy mogę cieszyć się nią w pełni, gdy, mimo tego, wydarzenia zmusiły mnie do uaktywnienia operacji Labirynt?

Labirynt... to słowo niesie u mnie tak wiele skojarzeń, a jednak najbardziej narzucające się obecnie są ściśle powiązane z Kompleksem i Obecnością, którą tak wielu z nas od niedawna wyczuwa, gdzieś tam w przestrzeni, jakby przebudził się w nas nagle dodatkowy zmysł, przyzywającą, wabiącą, pojawiającą się na razie tylko w sennych koszmarach, ale o takiej intensywności że szybko przestała być prywatną tajemnicą. Najpierw wydawało nam się że uwrażliwieni na nią są tylko ci, którzy kiedykolwiek obcowali z Kompleksem, ale teraz już wiemy, że odczuwają ją wszyscy, choć w różnym stopniu. Ta struktura, ten niesamowity labirynt, przy którym wspomnienie Kompleksu dziwnie łatwo blednie, wypierane przez poruszającą najbardziej atawistyczne lęki grozę, u jednych, lub nieprzeparcie pociągające piękno, u drugich. Są też i trzeci, jak ja, u których nieprzeparcie pociągające piękno grozy wywołuje lęk przed zaśnięciem, lęk przed zatraceniem się w niej. Tacy jak ja, aby normalnie funkcjonować potrzebują największej pomocy najnowszych osiągnięć medycznych. Ale czy powinniśmy próbować to tłumić? A jeśli jest to próba kontaktu, próba wyjaśnienia nam czegoś czego jak na razie nie jesteśmy w stanie pojąć? Postanowiłem od tygodnia potajemnie ignorować zalecenia lekarskie dotyczące wpływu Obecności na mój umysł, gdyż nie mogę zlekceważyć takiej możliwości - zbyt wiele może od tego zależeć. Jak na razie radzę sobie zadowalająco, a pamięć o Mai jeszcze raz okazała się moją ostoją. Może wydawać się dziwne, że ryzykuję w ten sposób własnym umysłem, ale znacznie bardziej mnie dziwi jak łatwo społeczeństwo Avalonu radzi sobie z całą sytuacją - nie przypominam sobie żeby sytuacja społeczna w Enklawach była kiedykolwiek tak stabilna, mimo zataczającej coraz szersze kręgi fali zgonów, mimo szaleństwa nocnych koszmarów, mimo tego że emigracja z Avalonu jest znacznie ograniczona szczupłością dostępnych środków technicznych... Jest tak spokojnie że staje się to wysoce podejrzane, szczególnie wobec aktywności kapłanów z Artemis - muszę dyskretnie wybadać co też oni tam ostatnio pobudowali.

Apr 01, 2011 at 22:51

Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #24]



101.7, Kings Landing, Pub Le Roy - róg ulicy Richthofena i Pokoju

Kobieta siedziała przy barze popijając whisky, którą kilka chwil wcześniej podał jej barman. Kolejny łyczek sprawił i kobieta lekko skrzywiła się. Daleko było temu produktowi, do oryginalnych whisky z starej Ziemi. Dzięki specjalnemu sposobowi przechowywania, kobieta choć żyła niemal wiek po ostatnim kontakcie z Ziemią, mogła skosztować oryginalnego trunku u jednego z wysoko postawionych przyjaciół. Taka butelczyna to rzadkość niedostępna zwykłym śmiertelnikom, zatem kobieta nie mogła oczekiwać, że w swym życiu napije się jeszcze raz oryginalnej ziemskiej whisky. Do końca życia zapewne zadowalać się będzie nieco mniej udaną repliką tego alkoholu wytwarzanego na dalekiej prowincji Albionu. Kobieta rozejrzała się po sali. Kilkunastu stałych bywalców, twarze, które znała i które również ją znały jako Rachel de Ponce, prawniczkę z firmy Brax, Stevenson i partnerzy. Twarze bywalców były rozemocjonowane, gdyż wszyscy z uwagą obserwowali na holoprojekcji, która zajmowała centrum lokalu, pojedynek bokserski o mistrzostwo Albionu. Kobieta uśmiechnęła się w stronę młodego Towsenda, który podniósł swoją szklaneczkę w geście pozdrowienia. "Głupiec" pomyślała. Jak mógł liczyć na to, że ona, dojrzała kobieta chciałaby się zadawać z nieopierzonym młokosem, który wciąż chodzi w kurtce drużyny uniwersytetu Kings Landing i który niemal całe dnie spędza w Pubie z podobnymi mu kolegami, sącząc piwo, czekając, aż któraś z ich landrynkowatych koleżanek da się zaciągnąć do łóżka. Kobieta nie zaliczała się do tego typu dziewczyn, zatem zainteresowanie Towsenda budziło w niej z jednej strony niechęć, a z drugiej jednak zadowolenie, że ktoś młodszy może nią interesować, choć w gruncie rzeczy na brak zainteresowania nie mogła narzekać. Postronny obserwator wchodząc do Pubu zapewne nie zwrócił by uwagi na kobietę, gdyż wokół niej kłębiło się wiele innych, młodszych, ładniejszych, bardziej olśniewających. Jednak gdyby nasz obserwator podszedł bliżej, mógłby zainteresować się delikatnymi rysami brunetki siedzącej samotnie przy barze. Elegancki strój, rodem z salonów Albiońskiej palestry, nie mógł chyba być bardziej typowy, jednak w oczach kobiety było to coś, że mężczyzna mógłby się nią zainteresować, może nie olśniewająca uroda, ale aura tajemniczości, która mimo pozornej nudy, w całości otaczała kobietę.

Dzwonek zamontowany przy staromodnych drzwiach rodem z kawiarni w jakiejś Nowo Yorskiej dzielnicy jeszcze ze starej ziemi, wesoło zabrzmiał. Kobieta spojrzała w stronę nowo przybyłego. Reszta chyba nie zauważyła, ze ktoś wszedł, Tom Kilgrox leżał właśnie na ringu, a trójwymiarowy sędzia z holoprojekcji rozpoczynał odliczanie. Kobieta wstała z krzesła, gdyż oczekiwanie jej zakończyło się. Skinęła nowo przybyłemu głową wskazując pusty stolik w samym rogu sali i wziąwszy swojego drinka ruszyła w jego stronę. Mężczyzna podszedł do baru, zamówił sobie jeden z tych nowomodnych drinków z dodatkiem owoców z planet kolonialnych i następnie ruszył w ślad za kobietą.

- Spóźniłeś się. - Zaczęła.
- Miałem problemy w pałacu. Wiesz, dziś jest wielki dzień. De Treville chodzi napuszony jak paw. Sądzi, że dokonał czegoś na miarę założenia Albionu.
- Głupi idiota. - Prychnęła kobieta.
- Ja bym go tak delikatnie nie nazwał. - Przybysz uśmiechnął się. - Przejdźmy jednak do rzeczy. Wole by mnie nikt nie rozpoznał.
- Byłoby to trudne, z racji tego, że korzystasz z maski holograficznej.
- Sama mówiłaś, że to nie zawsze skutkuje. - Oskarżycielskim tonem odpowiedział mężczyzna.
- I tak jest, musiałbyś być namierzany przez wysokiej klasy specjalistów, którzy mogliby przejrzeć twoją maskę, a wiesz, że tak nie jest . - Kobieta obdarzyła mężczyznę czarującym uśmiechem. Z boku przyglądając się tej tajemniczej parze, każdy pomyślałby, że albo spotkało się dwoje kochanków z dala od swych małżonków, albo też znudzona prawniczka szuka zapomnienia w ramionach jakiegoś równie znudzonego urzędnika. Patrzący dyskretnie na wszystko młody Towsend, czuł, że wszystkie jego nadzieje na płomienny romans ze starszą kobietą nikną w odmętach nieprawdopodobieństwa.

- Masz towar? - Zapytał po raz kolejny mężczyzna.
- Oczywiście. - Kobieta niemal niewidocznym ruchem ręki wsunęła mężczyźnie niewielki krążek z danymi prosto do staromodnej snobistycznej gazety, którą ten zwiniętą ułożył na stole.
- I co?
- Ugoda z Konfederacją.
- Tak będzie?
- Tak byłoby. Konfederaci oburzyli się jednak na kolejny ruch. Z Korporacjonistami.
- Że z kim? - Mężczyzna czasami sprawiał wrażenie niezbyt rozgarniętego.
- ZUDA. - Kobieta wypowiadając ten skrót wtłoczyła w każdą z głosek mieszaninę obrzydzenia i nienawiści. - Rezygnacja z niepodległości, oddanie kontroli nad naszym Państwem, obcym, którzy nawet nie podzielają naszych ideałów.
- Zapewnią nam bezpieczeństwo. - Stwierdził mężczyzna, sam w ten fakt do końca nie wierząc, bo przecież, gdyby wierzył nie spotykałby się z kobietą w tej knajpie.
- Bzdura. Królestwo tylko na tym straci. Zresztą przejrzyj potem naszą analizę. Bedzie gorzej niż wtedy gdy ci głupcy z zakonu nakazali popełnienie samobójstwa, tym biedakom na SJS Chciwość.
- Bohaterska akcja wyrwania się z rak wrogich.
- Bzdura, bzdura, bzdura. Cała ta akacja to był szczyt idiotyzmu, a ty powtarzasz tylko to, co opowiadają propagandziści Ludwika

W sali wybuchła dzika radość. Kobieta spojrzała na holoprojekcje, na której widać było, że jeden z bokserów został znokautowany. Wtem obraz jakby zawirował i cały obszar projekcji zajął dystyngowany mężczyzna w paradnym mundurze.
- Przemówienie. - Potwierdziła oczywisty fakt kobieta.
- Ludwik komunikuje poddanym o swojej zdradzie. Nie mam ochoty tego słuchać. Muszę dostarczyć dane naszym przyjaciołom.
- Lada dzień, powinni mieć oni dodatkowe oparcie. Ludwik nada pierwsze domeny kosmiczne szlachcie.
- Zgadza się. Wszyscy czekamy na ten dzień niecierpliwie. - Mężczyzna wstał i dla zachowania pozorów pocałował kobietę w policzek. Następnie starając się nie rzucać nikomu w oczy opuścił bar.

"Idiota"- pomyślała kobieta patrząc na odchodzącego mężczyznę, po czym skupiła uwagę na przemówieniu króla

"Zatem podjąłem decyzję o formowaniu sojuszu z Zjednoczoną Unia Dwóch Ameryk. Po raz pierwszy w naszej historii ponownie mieszkańcy Ziemi jednoczą się dla obopólnego dobra. Poinformowaliśmy już naszych przyjaciół we wszechświecie o sojuszu i pozostaje nam tylko czekać na pierwsze reakcje. Już w tej chwili możemy zaznaczyć, że są one w znacznej mierze pozytywne. Zostanie powołana Rada Sojuszu, w ramach której oba nasze państwa będą miały równorzędny głos..."

Nie słuchała przemówienia dalej, już wcześniej widziała jego tekst, zatem szybko dopiła drinka i podobnie jak jej towarzysz cicho opuściła lokal nie zauważona przez nikogo poza Towsendem, który patrzył na nią z miną napalonego szczeniaka.

Szybko wezwała taksówkę i wskazała adres centralnemu komputerowi pojazdu. Tak, że ten po krótkiej chwili dowiózł ją do piwnic jednego z wieżowców w Kings Landing. Kobieta zapłaciła, a następnie ruszyła w stronę drzwi od windy. Po wstukaniu kodu weszła do środka i wybrała kolejny kod, który tym razem musiała również potwierdzić kontrolą siatkówki oka oraz odczytem fal mózgowych. Winda zaszumiała by po kilku sekundach dowieźć ją na miejsce. Weszła do przestronnego hallu i skinąwszy strażnikom, którzy dyskretnie ją zeskanowali w celu poszukiwania pluskiew, czy też sprawdzając, czy nie wykorzystuje ona holograficznej maski, ruszyła w stronę drzwi. Na nich kontrola była już w obrębie klamki, której ukryty skaner potwierdził jej tożsamość i kobieta weszła do gabinetu.

Centralny komputer kontroli bezpieczeństwa odnotował:

22:45:34 PRÓBA WEJŚCIA GABINET GŁÓWNY
22:45:37 SKAN TOŻSAMOŚCI
22:45:38 OTWARCIE DRZWI
22:45:50 WEJŚCIE
IDENTYFIKACJA: ANNA BARSKA
RANGA: PUŁKOWNIK
STANOWISKO: DOWÓDCA KRÓLEWSKIEJ NOCNEJ STRAŻY

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Apr 04, 2011 at 17:54

Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
101.8 - ŚWIĄTYNIA LOSU [post #25]

<---- info

Kapłani... tak zwykle tajemniczy i kryjący się w cieniu, znowu zdołali mnie zaskoczyć. I to na kilku płaszczyznach. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń, a szczególnie pomocy w ulepszeniu naszych Ariadn, może nie powinno być dla mnie wielkim zaskoczeniem, że na postawie artefaktów zdobytych w Kompleksie, znowu zdołali opracować coś przełomowego, wymykającego się rozumowemu poznaniu, przynajmniej mojemu. Tym razem główną płaszczyzną mojego zaskoczenia stało się to, że wystąpili ze swoim osiągnięciem publicznie, szeroko je rozgłaszając i to zanim odpowiednie służby na moje wyraźne polecenie zdołały dowiedzieć się co to jest. Opracowania statystyczne już od kilku miesięcy pokazywały jednoznacznie że dzieje się coś dziwnego, ale wszystkie tego typu sprawy były ostatnio automatycznie przypisywane Obecności. Okazało się jednak że przeczucie mnie nie myliło i przyczyny znaczącego spadku ilości katastrof oraz wzrostu zadowolenia społecznego trzeba szukać gdzie indziej. Teraz, gdy ogłosili oficjalne otwarcie dla publicznego dostępu struktury na Artemis, którą nazwali Świątynią Losu, wiemy już że te trendy statystyczne były związane z testowaniem działania budowli. Chociaż zupełnie nie rozumiem zasad jej działania, to, mając już pełne dane, muszę powiedzieć że jego efekty są olśniewające, dając nam możliwość ograniczonego przewidywania przyszłości w przestrzeni systemu, zarówno dla zbiorowości jak i nawet poszczególnych jednostek. Ograniczenia są istotne: im dalej w przyszłość tym przewidywanie mniej pewne i w przypadku chęci poznania losu jednostki potrzebna jest jej obecność na terenie Świątyni, ale akceptowalne: w ciągu doby od sformułowania przewidywania prawdopodobieństwo trafności waha się między 70-80% i kapłani są pewni że uda im się jeszcze znacząco poprawić wyniki. Na rynkach w pierwszej chwili po ogłoszeniu nowiny wybuchła oczywiście panika, ale, gdy dotarły do wiadomości ceny jakie kapłani żądają za przewidywanie i to, że trafność ich jest daleka od pewności, szybko uległy one uspokojeniu. Dla Konfederacji jako całości udało się wynegocjować udostępnianie mi informacji o przewidywaniach w zamian za dostarczanie surowców potrzebnych do działania budowli, która na szczęście jest dosyć tania w utrzymaniu pod tym względem - przybył co prawda jeszcze jeden wydatek do budżetu, ale potencjalne korzyści są tak rozliczne że trudno je nawet oszacować.

Los, od czasu mojego pobytu w Kompleksie, był dla mnie i dla społeczeństwa Avalonu aż do niedawna bardzo łaskawy. Czy teraz, gdy jeszcze tak niedawno wydawało się że zaczyna się od nas odwracać, powstanie jego Świątyni będzie zwiastunem odwrotu od tej przykrej tendencji? Czy też przeciwnie, zwiastuje jeszcze cięższe czasy, w których jej obecność będzie dla społeczeństwa Avalonu kluczowa do przetrwania? Jak na razie okazało się że mamy dwóch trudnych sąsiadów, którzy nie mieli nawet na tyle przyzwoitości, żeby poinformować mnie o fakcie zerwania traktatów z nami, zanim sam się o tym nie dowiedziałem z naszych własnych źródeł, co już zaowocowało mnóstwem incydentów z udziałem naszych jednostek, a końca tego jeszcze nie widać. Czyżby spodziewali się że są jakimiś szczególnymi wybrańcami losu i mogą igrać z nim bezkarnie? Ale z drugiej strony, kto z nim nie igra, ten powinien się upewnić czy aby już nie jest martwy. Hmm... właśnie sobie zdałem sprawę że jak na starca to jest zaskakująco młodzieńcza myśl. W sumie to może nie powinno mnie to zdziwić - w końcu wcale nie czuję się staruszkiem. Los, jaki jest to się jeszcze okaże, ale czas, to z pewnością jest dla mnie niezmiernie łaskawy...

Apr 06, 2011 at 17:43

Print
Merthen
Status: Moderator

Posts: 5146
Registered: Aug 25, 2008
IP: Logged
101.5 PD - OZRR (Nowy Petersburg) [post #26]



- baczność, towarzysz Admirał w centrum - wykrzyczał starszy oficer kontradmirał Unrugow na widok wchodzącego, po czym zasalutował. Wszyscy w centrum, oprócz dwóch cywilnych operatorów, natychmiast podnieśli się ze swoich stanowisk i wyprężyli służbiście. Komputer centrali, automatycznie, przełączył wszystkie odczyty na stanowiska cywilne, według procedury.
- spocznijcie - odparł wchodzący do Nadrzędnej Centrali Kontroli Lotów (NCKL), Admirał Władimir Kasatonow, swoim zwyczajem, składając niezapowiedzianą wizytę. Lubił mieć nad wszystkim osobistą kontrolę. - raport towarzyszu Kontradmirale?

Na te słowa wszyscy wrócili do swoich obowiązków, a główny komputer przywrócił ustawienia.

- melduje ze jesteśmy w trakcje koordynacji startu pierwszych okrętów zwiadowczych klasy Odwaga III, wszystko odbywa się zgodnie z harmonogramem
- bardzo dobrze towarzyszu Kontradmirale, proszę kontynuować swoje zadania tak jakby mnie tu nie było
- tak jest towarzyszu Admirale - oficer zasalutował raz jeszcze po czym odwrócił się w kierunku personelu i rozkazał - zaraz nastąpi start FZRR Odwagi III numer 0001, nadzorować jej lot i gdy tylko znajdzie się na orbicie ustanowić połączenie z towarzyszem kapitanem.
- okręt numer 0001 wystartował - zameldował posłusznie jeden z operatorów - za kilka minut znajdzie się na orbicie.

Towarzysz Admirał Władimir Kasatonow, tymczasowy szef obrony systemu macierzystego podszedł do głównych ekranów sytuacyjnych i zaczął obserwować start okrętu nowego typu wyposażonego w niezwykle czułe sensory. Spoglądał na niego dumny z osiągnięć radzieckie myśli technicznej. Był dumny i zadowolony, wiedział ze równocześnie z budową okrętów zwiadowczych konstruowano wiele innych typów jednostek, które za kilka cykli staną się trzonem nowo powstałej floty. Floty nad którą on obejmie dowodzenie przekazując nudny nadzór obrony systemu macierzystego innemu admirałowi.

- jednostka 0001 osiągnęła orbitę, - meldunek przerwał jego rozmyślanie - ustanawiam połączenie
- Towarzyszu Kapitanie okrętu Odwagi o numerze 0001 mówi głównodowodzący NCKL - nadał kontradmirał Unrugow - meldujcie o sytuacji
- wszystkie systemu w normie - odezwały się główne głośniki w centrali - aktywuje system sensorów z maksymalną rozdzielczością.

Po tych słowach nastąpiła chwila ciszy po czym z głośników nadeszły następujące słowa

- to niewiarygodne sensory Towarzyszu Kontradmirale, widzę prawie każda drobinkę na obszarze wielkości połowy systemu, cudowne uczucie... ale zaraz, chwileczkę, co to ma być...
- meldujcie zgodnie z regulaminem Towarzyszu Kapitanie - podniósł głos, zaniepokojony kontradmirał - jaka sytuacja?
- uwaga, uwaga wykryłem niezidentyfikowany obiekt w naszym systemie - następne słowa z głośników wywołały poruszenie wśród personelu centrum - słaby namiar, struktura kadłuba-nieznana, sygnatura silnika-nieznana, aktywność modularna-nieznana...
- towarzyszu Kontradmirale przejmuje połączenie - wtrącił się Admirał - Towarzyszu kapitanie tu mówi Admirał Kasatonow rozkazuje zbliżyć się do obiektu i dokonać dokładniejszego skanu - szef obrony systemu macierzystego spojrzał na głównodowodzący NCKL - czerwony alarm dla obrony orbitalnej i sił szybkiego reagowania.
- tak jest, ogłosić czerwony alarm dla dla obrony orbitalnej i sił szybkiego reagowania, autoryzacja Towarzysz Admirał Kasatonow - rozkazał szybko kontradmirał
- obiekt zniknął - głośnik, nagle znowu się odezwał - powtarzam obiekt zniknął
- zaangażować wszystkie jednostki do poszukiwań - wykrzyczał Admirał przypominając sobie jak to niedawno narzekał na nudę....

[Edited by Merthen on Apr 17, 2011 at 10:32]

Apr 17, 2011 at 10:32

Print
Ceasar Of Rome
Status: Moderator

Posts: 3040
Registered: Aug 09, 2008
IP: Logged
Re: Kronika [post #27]




102.2

W ten wiosenny dzień odbywalo sie spotkanie najwyższych władz Imperium.
na budynek w ktorym zgromadzili sie wybrańcy padały mocne promienie słońca.
Miejsca tego strzegły oddziały Caribinierrich.
Gdyby Ktoś lub Coś podsłuchiwało i podglądało było by świadkiem takiej oto sceny.
W gabinecie Imperatora widać trzech mężów stanu, gorąco rozprawiających o czymś
[...]
- Nie mozemy tak stanowczo odpowiadaćna przeloty radzieckie przez Nasze terytororium, to może grozić katastrofą na skalę kwadrantu. Wiemy że kontrolują jego większą część Panie Imperatorze - zaczął Morelli
- Ruscy odcieli nam drogę na wschód a na zachodzie nie mamy miejsca do ekspansji, inne nacje juz sie porozmieszczały a lud Rzymu się ciśnie... - stwierdził Cecchinello
Imperator uciszył go skinieniem ręki.
- Ambasadorze Pan najlepiej chyba wie co mogą knuć komuniści, nie możemy pozwolić aby komunizm rozprzestrzenił się na Rzym.
- Też tak uważam wasza wysokość, jednak wykorzystanie do tego celu naszych nowych Agitatorów nie przysłuży się bezpieczeństwu kwadrantu.
- O czym ty mówisz Morelli - zdenerwował sie trybun
- O groźbie wojny z armią czerwoną.
W cienu sali w której odbywała się narada siedział niewysoki mężczyzna, z &#8220;3dniowym&#8221; zarostem, bokami i krótko ściętymi włosami.
Odezwał sie w tej chwili;
- Wojna to zawsze była fajna zabawa i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Jezu z kim ja pracuje Panie Imperatorze - stwierdził, niektórym wojskowym chyba zaszkodził ten ruski spiryt co go moi dyplomacji sprowadzają - mówiąc to spojrzał wymownie na admirała Scasa.
- Cos Ci nie gra Luca ? Szczasz na samą myśl o wojnie - zapytał Scasa
- Tak boje się tej wojny bo jeszcze się na Nas Prometheanie rzucą - odparował ambasador
- Kto ? zapytałz ironicznym usmiechem Massimiliano - Polaczki, Pepiki i reszta tej zgraji z kotła europy wschodniej ? Bądź poważny przyjacielu.
- Jestem Panie, w takim razie co mamy zrobić ?
Biaggi po chwili namysłu odezwał się
- Scasa kto dowidzi pierwszą eskadrą niszczycieli ?
- Hmm juz sprawdzam.
Szybko wyjął pad i zaczał po nim przesuwać i nagle uśmiech pojawił sie na jego twarzy;
-Pierwszą dowodzi kapitan Quantus Dius, drugą Major Tom. Jedynka ma oblecieć system Zypher i ościenne.
- W takim razie wydaj rozkazy do drugiej eskadry...

[...]

This is ground control to Major Tom
Ground control to major Tom
Ground control to major Tom
Take your protein pills and put your helmet on
10
Ground control ...
9
to major Tom ...
8
7
6
Commencing countdown ...
5
engines on ...
4
3
2
Check ignition ...
1
and may gods ...

Kontakt

- Tu dowództwo drugiej floty rzymskiej, za chwile otrzymacie rozkazy, po zapoznaniu z nimi masz je zniszczyć Majorze, zrozumiałeś ?
- Tak jest, nasze niszczyciele sprawują sie znakomicie Panie Admirale Scasa.
- Słuchaj chłopie, Imperator Liczy na Was, nie dajcie się zestrzelić Rosjanom.
- Na pohybel Sir
[...]

_________________________________
Ceasar Trade List

Apr 22, 2011 at 18:03
Gadu-Gadu: 8840735
XFire Ceasar4Rome
Print
Ziro
Status: Elite

Posts: 777
Registered: Feb 14, 2009
IP: Logged
Re: Kronika 102,4 [post #28]



102,4

Cesarstwo bezgranicznie powiększa swoje terytorium, a granice zaczęły się ustalać.

Bycie częścią wszechświata, czy dla ludzkości skończy się kolejną serią wojen między sobą? Czy może zjednoczona znajdzie inne cywilizacje, z którymi będzie w tym śmiertelnym tańcu trwać, aż do kapitulacji jednej ze stron, czy kompletnej zagłady przegranych. To pokaże tylko czas.

Jethanis I, graniczna kolonia nawiedzona przez kataklizm, który zabił wiele milionów ludzi, nadszedł czas na plan Shorai, gdy zostanie zakończony za kilka lat nastanie dla nas złota era.

Oczywiście nie można zapomnieć o wprowadzaniu przygotowań do planu Shirudo.

Teraz należy jeszcze ostatecznie określić granice Cesarstwa i nic nie stanie na przeszkodzie w realizacji priorytetowych planów działania.

[Edited by Ziro on Apr 30, 2011 at 15:10]

_________________________________
Hitori ni nareba fuan ni obieteita kedo

LastFM

Apr 26, 2011 at 11:36
Gadu-Gadu: 7994773
Print
Merthen
Status: Moderator

Posts: 5146
Registered: Aug 25, 2008
IP: Logged
102.5 PD - OZRR (Dakara) [post #29]



- towarzyszu kapitanie długo będziemy jeszcze tkwić na tym pustkowi - pierwszy oficer na FZRR Odwaga 0002 wreszcie odważył się zadać pytanie które od dłuższego czasu chodziło wszystkim po głowie
- towarzyszu - Kapitan-porucznik Andrew Rybakow w ostatniej chwili powstrzymał ziewniecie i sroga spojrzał na swojego zastępcze - rozkazy są jasne i znane - mamy pilnować warpa prowadzącego w głąb naszej przestrzeni
- tak jest - odrzekł zrezygnowany porucznik - jednak to już trzy cykle jak...

- wykrywam obcy statek - podniesionym głosem zameldował nasłuchowieć
- identyfikacja!
- kadłub i sygnatura napędu analizowana - pierwszy oficer zaczął szybko wystukiwać rozkazy do komputera - mam go w bazie - krzyknął z ulgą i zameldował - 97% zgodność z korwetą typu Ariadna produkcji Prometejskiej
- ciekawe co oni tu robią - głośna się zastanowił Rybakow - nadać komunikat powitalny i łączyć z dowództwem
- tak jest, za 30 sekund połączenie zostanie ustabilizowane -zameldował łącznościowiec

- job twoja mać - mruknął nagle pierwszy oficer - melduje ze właśnie zniknął jeden z warpów
- ze jak proszę ? - zdenerwował się kapitan - nie gadaj bzdur!
- wiem Towarzyszy Kapitanie ze to niemożliwie - porucznik spojrzał zlękniony na dowódce - ale warp zniknął
- Co Ci Prometajanie knują! - kapitan szybko odwrócił się do łącznościowca - nadaj do dowództwa kod Omega, jak o tym usłyszą na pewno wyślą tu flotę...

[Edited by Merthen on Apr 27, 2011 at 20:52]

Apr 27, 2011 at 20:52

Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #30]



Jedna z planet kolonizowanych, domena Atrydów, pałac książęcy

Hrabia Juan Rodrigo de la Vega cierpliwie oczekiwał w niewielkim saloniku na swojego gospodarza. Służba oczywiście już go poczęstowała odrobiną kawy sprowadzonej, jeśli jego kupki smakowe go nie myliły, z którejś planet ZUDA, ale jego gospodarz wciąż się nie pokazywał. Zresztą hrabia de la Vega, byłby zdziwiony, gdyby przedstawiciel tak niegodnego rodu, potrafił zachować się jak na szlachcica przystało. Hrabia doskonale wiedział, że przyozdobienie nazwiska tytułem książęcym, nie oznacza, że nagle ród zdobędzie tą cząstkę szlachectwa, tą nutkę kultury i godności, którą każdy członek prastarych, wywodzących się jeszcze z Ziemi rodów, posiadał.

Ten Atryda, pochodził z rodziny, która jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej nazywała się Hertz i zajmowała się produkcją, chyba jakiś elementów uzbrojenia.. Tak chyba właśnie tego... De la Vega nie wiedział, czy ten ostatni Hertz, pożyczył pieniądze królowi Ludwikowi VI, czy może oddał mu swoją żonę za kochankę... Zresztą nieważne. Ważne było to, że król nadał książęcy tytuł Hertzowi, a ten oczywiście od razu udowodnił, że jest żałosny i śmieszny. Uznał bowiem, że jego nazwisko jest nie dość szlacheckie i w związku z tym zmienił je na Atryda. Atryda!!! Kto by pomyślał, że można obnosić się z nazwiskiem, który jakiś pisarz z XX wieku, z Ziemi wymyślił, dla swoich bohaterów. Chyba jeszcze większej pretensjonalności dodawał temu wszystkiemu fakt, że ten cały Hertz zmienił również swoje imię na Leto. Pozostaje tylko dziękować Bogu, że potomkowie tego parweniusza nie podzielali zamiłowania swego przodka do literatury SF i nie nadają już tego imienia w obrębie rodu.

Rozmyślenia hrabiemu przerwał wysoki barczysty mężczyzna, który raźnym krokiem wszedł do saloniku.
- Hrabio. - Zawołał wchodząc mężczyzna. - Jak się cieszę, że cię widzę. - Hrabia szybko ukrył grymas niesmaku na widok mężczyzny i przybrał jeden ze swych usłużnych uśmieszków.
- To zaszczyt gościć w twych progach książę.
- Zechciej dołączyć zatem do nas w biblioteczce.

Książę chwycił pod ramię hrabiego, co znowu niepochlebnie skwitował w myślach de la Vega, podsumowując plebejskie zwyczaje Atrydów. Obaj szybko przeszli przez olbrzymi hall pałacu książęcego, następnie schody, sala myśliwska, jadalna, lustrzana, aż w reszcie biblioteczka. De la Vega rozejrzał się po pomieszczeniu i niemal z wrażenia nie upadł. W salce siedziało tylu przedstawicieli znamienitych rodów, że trudno taką grupę spotkać czasami na królewskich balach. Przy niewielkim kominku zwieńczonym głową jakiegoś gruboskórnego zwierza z bliżej nieokreślonej planety siedziała stara księżna generał Harrington i rozmawiała sobie beztrosko z księciem Zamoyskim, ostatnim potomkiem rodu. Na niewielkim balkoniku, na który można było wyjść z biblioteczki, de la Vega dostrzegł, von Mansteina, von Rochtofena i chyba księcia admirała von Matlinga. Wewnątrz ponadto, zatopieni w głębokich fotelach, popijając whisky, czy paląc cygara siedziała kolejna grupa najznamienitszych szlachciców Królestwa. Hrabia de la Vega, otrząsając się wrażenia, jakie sprawiło na nim towarzystwo, ponownie niemal upadł zszokowany, gdy spojrzał co też wisi na ścianie przeciwległej do kominka.
- Wasza książęca mość wybaczy, ale czy ta flaga, ten biały materiał z czerwonym krzyżem na nim, to jest to co myślę? - Książę widząc zainteresowanie gościa, uśmiechnął się grzecznie i rozpoczął recytowanie, widać było, że nie opowiada tego pierwszy raz.
- Zgadza się panie hrabio. To oryginalny sztandar księcia Bedford, naszego regenta. Mój przodek otrzymał go od samego księcia, gdy było wiadomo, że Kings Landing padnie. Mój ród przechowywał zatem ten sztandar, a teraz gdy otrzymaliśmy własną planetę, nie widzę powodów, żeby ukrywać tak ważny symbol.
- Jeśli dobrze kojarzę, to flaga ta jest zakazana, jako symbol wrogi monarchii, wywrotowy.
- Ponownie ma pan rację, hrabio, ale przecież nikt kto tu bywa, nie doniesie królowi. - Książę szyderczo się uśmiechnął, po czym głośniej zawołał. - Drodzy państwo chyba możemy zaczynać.


Goście księcia Atrydy przerwali swoje konwersację i skupili całą uwagę na gospodarzu.
- Drodzy państwo, wszyscy wiemy, dlaczego tu się zgromadziliśmy i nie ma sensu przynudzać wszystkich jakimiś patetycznymi hasłami. Król Ludwik XIII zdradził Albion. Sprzymierzył się on z ZUDA, z bezdusznymi korporacjonistami, oddaje losy Królestwa w ręce ludzi obcych nam. Ustępuje tam gdzie jesteśmy naciskani przez Konfederatów, a na to prawdziwy szlachcic Albionu nie może pozwolić. Każde z nas ma znaczne wpływy, czy to w wojsku, czy w flocie kosmicznej, czy choćby na dworze Królewskim bądź gospodarce. Wielu innych, których dziś z nami nie ma, sympatyzuje z nami i z radością powita powrót dawnego porządku, gdy o losie Królestwa nie decydował sam król i ród de Rohanów, ale gdy my wszyscy gromadząc się w izbie parów, mogliśmy podejmować ważne decyzje dla Królestwa. Nie przypadkowo spotykamy się zatem tu, pod sztandarem księcia Bedforda, który walczył z tym co miały przynieść nam rządy de Rohanów. Od dziś musimy zrobić wszystko, by przywrócić dawny porządek, który prowadził Królestwo w prostej ścieżce do sukcesu i panowania nad innymi. Na wasze prywatne pady wysłałem informacje, które przekazał nam nasz głęboko zakonspirowany agent, zajmujący eksponowane stanowisko w Królewskiej Nocnej Straży. Są to głównie dowody na zdradę, którą popełnił Ludwik i jego poplecznicy. Dzięki nim, powiększymy nasze szeregi, zbudujemy siłę, która zdmuchnie to co zbudowali de Rohanowie i uczyni nas, prawdziwych Parów Królestwa, ponownie sternikami jego losu. Dziękuje. - Książę skończył, a de la Vega z przekąsem pomyślał, że przecież nie miało być patetycznych haseł. Hrabia nie mógł zrozumieć, jakim cudem stało się, że ci członkowie starożytnych rodów, słuchają księcia z plebsu, tego Hertza-Atrydę. Trudno trzeba się podporządkować. Hrabia zobaczył, że baron von Richtofen, daje znać, że chciałby zabrać głos.
- Wasza książęca wysokość, raczy roztaczać przed nami wizję opartą o idee,a chyba wszyscy zdajemy sobie chyba sprawę z faktu, że ideami wojny nie zwyciężymy. - Baron usiadł, a zamiast księcia Atrydy, odpowiedzi na pytanie postanowił udzielić książę von Matling
- Drogi baronie, wszystko już się toczy. Na planetach przekazanych sprzyjającym nam rodom, moje zakłady zbrojeniowe utworzyły filie, gdzie w tej chwili budowane są pierwsze modele myśliwców klasy Rebel.
- Rody otrzymały królewską zgodę na dysponowanie flotami kosmicznymi? - Zdziwił się von Richtofen
- Oczywiście, że nie. Ale gdy przedstawialiśmy projekt Flocie, pozwoliliśmy sobie wyciąć z niego pewne komponenty.
- Zatem flota wierzy, że Rebele, to myśliwce atmosferyczne?
- Dokładnie tak, zresztą dzięki naszemu agentowi w Królewskiej Nocnej Straży, zostaniemy w porę ostrzeżeni, gdyby miano przeprowadzić jakąś kontrolę linii produkcyjnych.
- A co z kontrwywiadem floty?
- Proszę się rozejrzeć drogi baronie. Przecież widzi tu pan, generałów, admirałów, komandorów i pułkowników. My kontrolujemy kontrwywiad...

Rozmowy przeciągnęły się do późnej nocy, a potem trwały przez jeszcze dwa dni. Efektem spotkania w pałacu księcia Henryka Atrydy, było zawiązanie spisku, rebelii. Zawiązano początek tego, co miało przejść do historii jako Rebelia Parów.

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

May 02, 2011 at 10:56

Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
102.7 PD - ZNAKI I ZAPOWIEDZI [post #31]

<---- info

Ostatnie miesiące były tak intensywne, tak obciążające dla mnie nie tylko czasowo, ale przede wszystkim mentalnie, że nie potrafiłem znaleźć czasu na jakiekolwiek osobiste zapiski. Teraz, gdy napór na nasze umysły ze strony Obecności znacznie zmalał, choć niektórzy uważają że zupełnie zniknął i to co pozostało to tylko rezydualny efekt pamięci, gdy moje zaangażowanie w korespondencję dyplomatyczną znacznie spadło, gdy muszę poświęcać znacznie mniej czasu na zapoznawanie się z różnymi wariantami analiz sytuacji w jakiej się znajdujemy, gdyż stała się ona dużo bardziej jasna, mam wreszcie więcej czasu na refleksję i zastanowienie się nad wszystkimi konsekwencjami zbliżających się rozstrzygnięć z dawna narosłych problemów.

Sytuacja stała się łatwiejsza do analizy, gdyż mamy znacznie więcej informacji ją opisujących i nasze granice są już niemal w całości ustalone. Pozostał tylko drobny, mam nadzieję, zatarg graniczny z OZRR, które okazało się dziwnie ostro podchodzić do sprawy swoich roszczeń do 4 systemów, co do których nie zadbali nawet aby zbudować do nich jakieś znaczące podstawy. Właściwie to podstawy te były tak nikłe że wielkim zaskoczeniem było dla nas wszystkich iż w ogóle zgłosili do nich jakiekolwiek roszczenia. Na ten temat nasi analitycy ciągle wymyślają najdziksze warianty teorii, gdyż jak dotychczas nic co znaleźliśmy w tych systemach nie wyjaśnia powodu, dla którego potraktowali sprawę tak ostro, że zerwali z nami dobrze układające się stosunki i, jak się wydaje, szykują interwencję militarną. Przecież chyba nie zrobili tego dla kilku atrakcyjnych planet? W sytuacji gdy mają ich na pewno mnóstwo na obszarze ponad połowy kwadrantu, którym mają szansę pokojowo zawładnąć byłoby to co najmniej dziwne.

Szczególnie intryguje mnie tutaj jeden z możliwych wariantów odpowiedzi na tą zagadkę, który ma związek z wydarzeniami w systemie Quesstris. Nasze przemykające jednostki zwiadowcze napotkały tam anomalię w rozkładzie surowców na jednej z planet, która została zakwalifikowana do późniejszego zbadania przez wyprawę naukową. Do sformowania wyprawy jednak nigdy nie doszło, gdyż zaraz po opuszczeniu systemu przez nasze jednostki doszło do tajemniczego zapadnięcia się tuneli grawitacyjnych tam prowadzących, mimo iż podczas przejścia wydawały się stabilne, odcinając system od reszty kwadrantu, być może na zawsze. Analiza danych zebranych w systemie, jakkolwiek fragmentarycznych z uwagi na pośpiech w jakim były zbierane, ujawniła wiele dziwnych faktów, z najbardziej znaczącym w postaci wychwycenia w paśmie neutrinowym sygnału, który mógł być sztucznego pochodzenia, jednak został pierwotnie przeoczony przez załogę naszej Ariadny, z uwagi na istnienie intensywnego wrażenia Obecności w tym systemie - intensywnego do tego stopnia że uniemożliwiało normalne funkcjonowanie załogi jako zespołu. Stąd pojawiła się teoria, że system Quesstris jest źródłem Obecności i być może planeta z anomaliami surowców ma coś wspólnego z Obcymi odpowiedzialnymi za konstrukty na planetach macierzystych wszystkich spotkanych państw wywodzących się z Exodusu. Teoria ta jest wspierana faktem, że wraz z odcięciem systemu intensywność odczuwanej na Avalonie Obecności znacznie spadła. Jak to się może wiązać z OZRR? Tak się dziwnie złożyło że bezpośredni kontakt z OZRR nastąpił w systemie Dakara, niemal akurat w momencie gdy zapadł się obecny w tym systemie tunel prowadzący do Quesstris. OZRR, według ich słów, zamierzało uczynić Dakara systemem buforowym, choć nigdy nie dowiedzieliśmy się, co miałoby według nich znaczyć "buforowy", ale wariant, który mnie intryguje, utrzymuje, że OZRR musiało wiedzieć o Quesstris i tym co się tam znajduje, a ich roszczenia były próbą przygotowania sobie drogi do dokładnego zbadania tego systemu, w nadziei wykorzystania jego tajemnic. Jedynym słabym punktem tej hipotezy jest to, iż OZRR nadal nieugięcie podtrzymywało swe roszczenia, mimo że droga do Quesstris została zamknięta, choć być tłumaczy to fakt, że nie wiedzieli oni o zamknięciu wszystkich przejść tam wiodących. Czy cała ta sprawa jest tylko przypadkiem, czy też jest to już jakiś znak, a może tylko jego zapowiedź?

Chciałem tu jeszcze uczynić zapowiedź znaku jaki zamierzamy przesłać naszym najbliższym sąsiadom jako rozwiązanie z dawna nabrzmiałych problemów, ale właśnie otrzymałem wiadomość że ponownie wzywają mnie sprawy wagi państwowej, więc podzielę się tym w przyszłości. Już jednak raduję się na myśl, że być może wreszcie coś do nich dotrze, po tylu naszych obraźliwie zignorowanych kwestiach, i gdy sobie przypomnę nasze plany, to ogarnia mnie dziecięco niepohamowany chichot, jakoś zupełnie nie przystający do mojej pozycji i wieku. Jak ja uwielbiam zaskakiwać... szczególnie jeśli ktoś na moje zaskakiwanie bardzo sobie zapracował. To już tak niedługo, kiedy poznają znaczenie naszego "Żyj, i pozwól żyć innym" - Maja byłaby ze mnie dumna.

[Edited by PAwleus on May 03, 2011 at 10:01]

May 03, 2011 at 10:00

Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
102.9 Thomas u Presidento ZUDA [post #32]




102.9
Planeta Ganimedes. Gabinet Presidento ZUDA


Witaj Thomasie - Presidento Zuda powitał przybyłego gościa nie podnosząc się z fotela, który zajmował.

Thomas skinął głową i po uprzednim zamknięciu drzwi rozsiadł się również w fotelu, który wskazał mu Presidento.

- Jak podróż minęłą? - Zagadnął przywódca ZUDA gdy tylko odpalił cygaro.
- W miarę spokojnie. Nasze kolonie rozwijają się wg Naszej koncepcji.
Dzisiaj założona została nowa kolonia, chociaż tutaj pojawiać się zaczynają problemy.
Najnowsza kolonia jest odcięta od Naszych pozostałych sektorów obszarem kontrolowanym prze Imperium Roman.

- Ale czyż nie tego się spodziewaliśmy Thomasie?
- Tak, tak, to w sumie żadne zaskoczenie. Nasze położenie w kwadrancie wyznacza również kierunek Naszego rozwoju, lecz obawiam się , że mogą pojawić się problemy w przyszłości
- W przyszłości...hmmm.Dobrze, a jak tam Nasi przyjaciele z Królestwa?
- Całkiem przyzwoicie. Zajmują dość ciekawy obszar kwadrantu, lecz zaczynają borykać się z podobnymi problemami co my jeśli chodzi o terytorialny rozwój.
Natomiast Nasza współpraca zaczyna dawać wymierne korzyści i wydaje się, że faktycznie Nasze cele są współmierne i wiele wspólnie osiągniemy


Prezes wyjął cygaro z pudełka , które podsunął mu przełożony.Gdy przygotowywał je do odpalenia zastanawiał się nad swoimi kolejnymi słowami.

- Jest jeszcze coś - Zaczął, gdy wypuścił pierwszy obłok szarego dymu - OZRR, dostaliśmy od nich pewne informacje. Wydaje się, że...

Rozmowa toczyła się jeszcze kilka godzin w trakcie których za oknami zapanował już zmrok rozświetlany jedynie błyskami
wydobywającymi się z położonej niedaleko stoczni temporalnej.

- Czyli wszystko ustalone. Zatem Panie Presidento, z samego rana biorę się wspólnie z Maris Hartlwoodem do pracy. A póki co życzę spokojnej nocy.
- I widzimy się po południu w stoczni, pamiętaj - Presidento ZUDA uśmiechnął się po tych słowach i uścisnął rękę wyciągniętą przez Prezesa.

Thomas również się uśmiechnął , chociaż akurat perspektywa wizytacji Presidento w nadzorowanej
przez Jego korporację stoczni nie sprawiała mu jakiejś wyraźnej radości, ale co zrobić.

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!

May 06, 2011 at 11:06
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Merthen
Status: Moderator

Posts: 5146
Registered: Aug 25, 2008
IP: Logged
102.8 PD - OZRR (Draconis) [post #33]



Poprzez gęste i liczne mgławice zalegających system Draconis przemieszcza się ostrożnie mała eskadra stareńkich okrętów OZRR. Eskadra składała się z jednego okręty zwiadowczego klasy Odwaga oraz dwóch okrętów patrolowych klasy Norka. Wszystkie były typu pierwszego i miały już prawie 25 cykli na karku.

- Towarzyszko Markow - Dowódca eskadry, Kapitan 3-ej rangi, Dymitr Nabokow któryś już raz z kolej połączył się z okrętem zwiadowczym - widać coś na sensorach?
- Towarzyszu Kapitanie - odpowiedział zniecierpliwiony głos Kapitan-porucznik Galiny Markow - dowódcy FZRR Odwaga - z całym szacunkiem ale jakbyśmy coś wykryli to bezzwłocznie byśmy o tym Was powiadomili
- wiem, wiem ale te gęste sztormy oraz nasz przestarzały sprzęt doprowadzają mnie do szału!
- no cóż dowództwo zawróciło nas w połowie drogi do stoczni gdzie mieliśmy przejść gruntowane modernizacje. Na pewno zdają sobie sprawę ze nie jesteśmy w stanie wykryć zamaskowanych jednostek szpiegowskich Prometejczyków - z goryczą odrzekła Kapitan-porucznik - tym bardziej pośród tych sztormów
- no ale nie taki jest nasz cel - powiedział poważnie Nabokow - mamy tylko zabezpieczyć warpa prowadzącego do Hawik i poczekać na flotę. Ona zajmie się resztą.

- no ok ale szkoda tych naszych kolonistów - westchnęła Markow zmieniając temat - lecieli tyle cykli do nowego domu aby tuż przed celem zostać zmuszonym do zawrócenia. Wątpię aby nawet dowództwo spodziewało się ze Konfederacja okaże się tak podstępna. Nie rozumiem tych prometejan kompletnie.
- dowództwo na pewno się nie spodziewało inaczej już od dawna była by tu flota -odrzekł Towarzysz Dymitr po czym rozkazał - jednak nie ma co za wiele rozmyślać już niedaleko nasz cel. Zróbcie porządne skanowanie Towarzysko Kapitanie
- tak jest - rzuciła Markow po czym głośnik zamilkł na kilka sekund - mam złe wieści na warpie jest umieszczona niezamaskowana prometejska mina.... chwileczkę .... jest tylko jedna nie widzę śladów innych min.
- hmm czyli ostrzeżenie - zamyślił się Dowódca eskadry - pewnie po drugiej stronie rozłożyli więcej tego typu niespodzianek.
- nie będziemy mogli wykonać misji - stwierdziła Kapitan po czym dodała rzec oczywistą - nie mamy sprzętu do rozminowania
- niekoniecznie...
- co Towarzysz Kapitan ma na myśli - zaniepokoiła się nagle Towarzyska Galina - chyba nie...
- nie mamy wyjścia Markow - Twój okręt jest bardzo stary już nie nadaję się na modernizację, a za cykl doleci o wiele nowszy zwiadowca... I bez zbędnej dyskusji, rozdzielimy Twoją załogę na obydwie Norki. Będzie ciasno ale nasze systemy podtrzymywania życia wytrzymają.
- ale..
- To rozkaz Towarzysko - przerwał Nabokow - ustaw autopilota na kurs kolizyjny z miną i przesiadaj załogę do nas. Musimy wykonać wytyczę - po chwili dodał spokojniej - Nie martw się zarekomenduje Cie tak abyś dostałą najnowszy okręt jaki będziemy mieli na stanie
- tak jest, ale szkoda mi tej mojej starej łajby - tyle razem przeszliśmy ...

May 07, 2011 at 11:57

Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
Mildhaw [post #34]

Okręt Mildhaw. Kwadrant 034

- Admirale, wchodzimy do systemu 034-gz-21 - Zakomunikował nawigator.

Dowódca wstał zrobił kilka kroków w stronę wielkiego ekranu i spokojnie powiedział.

- Pokażcie co też tu mamy.

Już po chwili na ekranie pokazał się fragment przestrzeni w którego się pojawili.
Była to kiedyś zapewne wspaniała planeta, położona w idealnym miejscu do tego aby zakwitło życie.
Niestety to było kiedyś. Teraz zdawała się być tylko jałową planetą pozbawioną atmosfery.
Zanim dolecieli do tego systemu odkryli, że cały system przeżył jakąś katastrofę przed wielu laty.
Dwie zewnętrzne planety zostały w jakiś sposób rozerwane, chociaż z drugiej strony mogły się nigdy nie uformować.,ale tym zajmą się naukowcy.
W sumie to cały kwadrant do którego trafili był pełen różnych dziwnych anomalii .

Admirał wpatrywał się w obraz jaki widział. Nie musiał zajmować się niczym innym.
Rozkazy zostały wydane zanim jeszcze dotarli do systemu.
Każdy wiedział co ma robić. Zresztą, to był chyba 28 system tylko w tym kwadrancie jaki odwiedzają w trakcie swej całej wędrówki.

Po pewnym czasie skierował się do wyjścia.
- Zawiadomcie mnie gdy ekspedycje powrócą- Rzucił w powietrze po czym zniknął w korytarzu.



8 Godzin później

- Panie Admirale - Pierwszy na wejście przywódcy zareagował zastępca Khoor, pełniący funkcję Głównego Koordynatora strefy naukowej.
- Melduję, że na żadnej planecie nie znaleźliśmy oznak jakiejkolwiek cywilizacji.
Wydaje się, że układ ten nie był nigdy wcześniej odwiedzony.

- A te anomalie i to promieniowanie? - Zapytał z nieukrywanym rozczarowaniem.
- Niestety , podobnie jak w pozostałych odwiedzonych systemach tak i tutaj nie potrafimy wyjaśnić pochodzenia tegoż promieniowania.
- Dobrze , w takim razie obrać kurs na następny system - Dowódca wypowiadał te słowa siedząc już w swoim fotelu w centralnej części sali.
- Skok za 5....4....3....2....procedura przerwana

Admirał omal nie zachłysnął się powietrzem ziewając rzewnie podczas tego odliczania.
Spojrzał w kierunku nawigatora, ale ten tylko wzruszył ramionami i skierował spojrzenie na stanowisko monitorujące.

- Jakieś zakłócenie temporalne przed Nami - Orkhaan , Obserwator pierwszej klasy szybkimi ruchami przerzucał ekrany.

Na sali zapanowała zupełna cisza.Orkhaan skupiony na ekranach przed sobą, a cała reszta skupiona na Nim i oczekująca tego co powie.

- Mam - Przerwał ciszę obserwator po kilkunastu minutach. - W odległości 40 tysięcy kilometrów przed Nami znajduje się jakiś spory obiekt. Możliwe, że okręt.

Admirał jeszcze raz spojrzał na ekran wyświetlający przestrzeń przed Nimi, by po chwili spojrzeć niepewnie na Orkhaana.

- Przecież tam nic nie ma.
- Właśnie w tym problem. Ten obiekt tam jest, ale... - Tu na chwilę się Obserwator zawahał, ale po chwili kontynuował .
-...ale znajduje się tak jakby przesunięty o 0,015 sekundy w przód w stosunku do Nas.




5 dni później

Admirał siedział w swoim fotelu wyraźnie podekscytowany wydarzeniami z ostatnich dni.
W dodatku za chwilę miał być punkt kulminacyjny tych wszystkich wydarzeń, które zapoczątkowało niedawne odkrycie.
Dziesiątki komunikatów wpadało do Jego głowy i od razu ją opuszczało do momentu gdy usłyszał ten najważniejszy.

- Rozpoczynam procedurę za 5...4...3...2...1...

Po chwili na ekranie przewinęła się seria przeróżnych barw a wszyscy obecni w niemym niemal zachwycie obserwowali jak ta barwna chmura zanikając odsłania skrywaną tajemnicę.
Nie było już wątpliwości. To był okręt. I to jaki okręt. Już na pierwszy rzut oka Admirał ocenił Jego wielkość na co najmniej 10 razy większy od tego w którym Oni się znajdowali.
Wszyscy zamarli, a jedynie Orkhaan przesuwał te swoje ekrany.




10 godzin później

- Mamy pierwsze informacje uzyskane od grup ekspedycyjnych. - Khoor odezwał się od razu gdy tylko w sali odpraw zostały wybrane osoby.
- Napotkany okręt jest niewątpliwie wojenny na co wskazuje Jego uzbrojenie i wygląda na to, że brał udział w bitwie.
Uważamy jednak, że nie był to Jego priorytetowe przeznaczenie. Zdaje się, że przewoził jakieś ważne informacje.
Pierwsze badania banków pamięci wskazują na niewyobrażalne ilości danych jakie się tam znajdują.
Wygląda na to, że odnaleźliśmy ten kwadrant!! Gdzieś tutaj musi być źródło. Po tylu latach możemy odnaleźć odpowiedź!!

- Spokojnie , spokojnie - Uspokoił go dowódca, choć i On odczuwał podobne emocje.
- Oczywiście. Zrozumiałe jest, że to jeszcze nie załatwia wszystkiego, ale jesteśmy już coraz bliżej.
- Odkryliście kto był właścicielem statku i jaki jest Jego wiek?
- Chyba tak, chociaż nie jesteśmy tego zupełnie pewni. Zdaje się Nam , że okręt nosi nazwę New Order i należał do cywilizacji ZUDA,
chociaż tego również nie jesteśmy pewni bo wygląda na to, że w tym kwadrancie istniało więcej cywilizacji. Jego wiek oceniamy wstępnie na oko 800 tysięcy lat.


Kolejna zapomniana cywilizacja pomyślał Admirał. Odwrócił się i spokojnie podszedł do iluminatorów.
Oparł się na tylnych kończynach , zamknął obie pary oczu i pogrążył się w zadumie.
- Kim byliście. I co Was spotkało. Czy odkryliście źródło, czy może to Wy byliście Jego stwórcami? Tyle pytań...

[CDN]

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!

May 07, 2011 at 12:28
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Vortavor
Status: Administrator

Posts: 2165
Registered: Jan 11, 2008
IP: Logged
103.0 Wezwanie z Cuyrok [post #35]





- Panie Generale - Odezwał się jeden za członków tej nocnej zmiany.
Rohan westchnął i podniósł wzrok znad gazety.
Jak On nie lubił tych nocnych zmian, na których nic się nie działo.
W dodatku te żółtodzioby zawracały mu zawsze głowę jakimiś nic nie znaczącymi sprawami.
Ciekawe co tym razem.

Żołnierz chwilę oczekiwał na jakieś słowa Generała, a nie doczekawszy się takowych zaczął składać meldunek.

- Melduję, że otrzymaliśmy zaszyfrowaną wiadomość od Naszych okrętów przebywających w systemie Cyurok

Generał zmarszczył lekko brwi. To nie zapowiadało jakiejś mało istotnej sprawy.
Okręty w strefie Cyurok już wiele cykli temu zostały unieruchomione w przestrzeni Konfederacji i również od wielu cykli
miały zakaz kontaktowania się bez Naszego bezpośredniego wezwania.

- W otrzymanej wiadomości Admirał Morghan informuje, że do obu okrętów zbliżają się jednostki Konfederacji.
W ostatnim zdaniu powiedział, że wojska Prometejańskie dokonują abordażu w celu przejęcia okrętów. Po czym wiadomość się nagle urywa


- Co takiego??!! - Generał wybuchnął na niczemu winnego żołnierza. Ten jednak nie był zdziwiony i całą drogę tutaj przygotowywał się na tą reakcję.
- Natychmiast połączyć mnie z Thomasem i zawiadomić Presidento Zuda.
- Tak jest Panie Generale - Odpowiedział żołnierz z niemal nie skrywaną ulgą, że poszło w sumie tak gładko.

_________________________________
For as long as single one of us
stands,
We are legion!!!

May 09, 2011 at 11:55
Gadu-Gadu: 3343262
XFire synek24
Print
Ceasar Of Rome
Status: Moderator

Posts: 3040
Registered: Aug 09, 2008
IP: Logged
Krystaliczna Istota [post #36]

Diaspora 103.2



Ground control to major Tom
Ground control to major Tom
Take your protein pills and put your helmet on
10
Ground control ...
9
to major Tom ...
8
7
6
Commencing countdown ...
5
engines on ...
4
3
2
Check ignition ...
1
and may gods ...
0
love be with you ...

This is major Tom to ground control, I'm stepping through the door
And I'm floating in a most peculiar way
And the stars look very different today
Here am I floatin' 'round my tin can far above the world
Planet Earth is blue and there's nothing I can do ...


...Majorze Tom, słyszysz mnie ?
Majorze Tom ! Odezwij się ! Tu dowództwo sił rzymskich, generał Scasa.
- Melduje sie jednostka SIRE Agitator 0003, Major Tom.
- Wykryliśmy jakieś ustrojstwo w pasie asteroid Hebriona. Spróbować przejąć i zbadać jeśli nie da się przejąć zniszczyć.
- ale to ruskie jest ?
- jesli tak to mamy kłopoty...
- a jeśli nie ruskie to będą jeszcze większe. Nasze sensory wykrywają krystaliczną istote lub statek... tak to statek, nie wiemy liu członków załogi.
- Przejąć
- Jak to sie tam pojawiło ?
- Nie mamy pojęcia, Nasi naukowcy podejrzewaja że to przez nich umierają ludzie na Roma i w Rosiiji.
- To że ruskie to nic złego akurat...
- A spiryt ??
- No tak spiryt ... znaczy się tak jest panie generale, bez odbioru

[Edited by Ceasar Of Rome on May 14, 2011 at 23:03]

_________________________________
Ceasar Trade List

May 14, 2011 at 23:02
Gadu-Gadu: 8840735
XFire Ceasar4Rome
Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #37]



Pałac Królewski, Kings Landing

Projekcja przedstawiała tłumy ludzi szturmujące ciasny kordon sił porządkowych. Dziennikarz zimnym głosem profesjonalisty, komentował wydarzenia, a obraz z lubością przesuwał się po twarzach przedstawicieli sił porządkowych, by zaraz potem pokazać wściekłe twarze mężczyzn, kobiet, a często i dzieci, usiłujących przełamać linię sił policyjnych, tylko po to by na chwilę uzyskać nadzieję, na lepszy byt, tylko chwilę, bo dalszy rzut kamery pokazywał kolejną bramę i kolejny, mniej liczny, ale zapewne równie skuteczny kordon policyjny. Czerwony napis na panelu informacyjnym pokazywał informację "3 tydzień trwają rozruchy pod portem kosmicznym imienia Ludwika XII"

Kanclerz de Treville przycisnął przycisk sterownika i obraz nagle zniknął. Króla nie było, zatem zebrani w sali przedstawiciele sił porządkowych Królestwa Albionu, nie byli tak skrępowani jak zwykle ma to miejsce, gdy monarcha uczestniczy w co miesięcznych spotkaniach rady bezpieczeństwa wewnętrznego.
- To już trwa 3 tydzień... - stwierdził ponuro Generał Casabian, dowódca sił policyjnych Królestwa.
- 3 tygodnie te obecne, ale proszę pamiętać, że poprzednie trwały prawie półtorej miesiąca. - Pułkownik Barska, dowódca Królewskiej Nocnej Straży, nie miała wcale zamiaru poprawiać nastroju zebranych. - A jeszcze poprzednie "tylko" miesiąc. Ilekroć pojawia się okręt transportowy, lub przygotowywana jest misja kolonizacyjna dzieje się to samo. Albion, kwiat kosmosu, nasza stolica, Święta Ziemia naszej wiary po Diasporze, a tymczasem, nikt nie chce tu mieszkać. - Z przekąsem stwierdziła Barska.
- Dziwi się im Pani? - Zapytał książę, kanclerz de Treville. - W poprzednim cyklu zmarło niemal 100 milionów ludzi. Nikt nie zna dnia i godziny. Szlachta korzysta z okazji i wynosi się na inne planety, a ci którzy nie mogą zrobić tego samego, spędzają więcej czasu na orbicie, niż na powierzchni planety.
- Teraz gdy wiemy, że kolonie i okręty są bezpieczne, że jedynie Albion jest przeklęty, ludzie zrobią wszystko, żeby znaleźć się na okręcie transportowym bądź kolonizacyjnym. Baa... Dołączają do floty, tylko po to, żeby służyć gdzieś poza Albionem. Wiedzą państwo, jakie wielkie problemy mamy z obsadą stanowisk na planecie? - w głosie admirała Rutgera, dowódcy kontrwywiadu floty, słychać było nutki paniki.
- Przesadza pan Admirale - zaczęła uspokajać go Barska. - Jakoś pan i pański personel za bardzo nie ucierpieliście.
- Łatwo pani mówić, pani pułkownik. Myśli pani, że flota nie wie o pani tajnym kompleksie wywiadowczym poza systemem macierzystym? Czy to tam ukrywa się pani, gdy nie możemy pani namierzyć? - Barska spiorunowała wzrokiem wypowiadającego te słowa admirała. Wiedziała, że nawet jeśli nie było powodu, przez rywalizację służb, kontrwywiad floty zrobi wszystko by dopiec Nocnej Straży.
- Proszę mi wybaczyć, ale to nie pana sprawa admirale. - Skwitowała. - Lepiej zajmijmy się wyjaśnianiem dlaczego to Albion jest ziemią przeklętą.
- Słusznie - przyklasnął Barskiej, de Treville. - Zapewne otrzymaliście drodzy państwo raport OZRR/23/45. - Kanclerz rozejrzał się po zebranych i gdy zauważył, jak wszyscy kolejno potakiwali, kontynuował. - Zatem wszyscy zapoznaliście się z koncepcją fal kosmicznych prezentowanych przez naukowców z OZRR oraz teorią, że mają one związek z tajemniczą konstrukcją, która znajduje się na planecie macierzystej OZRR, a jeśli ludzie pułkownik Barskiej się nie mylą, to zapewne również na innych planetach macierzystych. Problem dla nas jest jednak taki, że na Albionie nie odnaleźliśmy jeszcze takiej konstrukcji.
- Jeśli można wtrącić - Przerwał Kanclerzowi, człowiek w szatach Zakonu Św Jana.
- Proszę bracie profesorze. - De Treville pokłonił się w stronę Rektora Zakonu Św Jana, profesora Maximiliana von Debrec.
- Po otrzymaniu raportu OZRR/23/45 analizowaliśmy wszystkie raporty z wykopalisk prowadzonych na Albionie. Analizowaliśmy wszystkie zgłoszenia, biorąc również pod uwagę, że na Albionie nie znajdziemy jednolitego Konstruktu, jak go w Zakonie nazywamy, ale jedynie jego pozostałości. Naszą uwagę zwrócił raport z 99.9, a właściwe nekrolog Lorda Johna Carnavrona. Lord Carnavron był znanym w środowisku naukowym archeologiem ekscentrykiem, zmarł na wirus Richtofena tuż po powrocie z jednej z wypraw, podczas której odkrył jakieś tajemnicze ruiny. Wygłosił nawet kilka tez na ten temat w Królewskim Towarszystwie Archeologicznym, ale z racji swojej ekscentryczności nie został wzięty tak do końca na poważnie. - Zakonnik delikatnie odchrząknął, spoglądając w stronę dowódcy policji, widząc, że ten nie rozumie do czego zmierza jego wywód i zaczynał dawać oznaki zniecierpliwienia. Generał zauważył spojrzenie Rektora i wyprostował się w krześle, jakby chciał dać znać, że zaczyna słuchać uważnie. - W każdym razie, Lord zmarł na wirus Richtofena, który według leczącego go lekarza.. - Profesor von Debrec, zastukał w ekranik swojego przenośnego data pada, szukając informacji...- Aaa mam brata doktora de Mille.. No w każdym razie chodziło o to, że wirus rozwinął się i zaatakował w niezwykle szybkim tempie.
- Wiadomo gdzie prowadził wykopaliska Lord Carnavron?
- Odkryli to dopiero moi ludzie kilka dni temu. Wcześniej nikt się tym nie interesował. Wyprawę Carnavrona uznano za zaginioną i nikt specjalnie ich nie szukał. Rodzinom wypłacono odszkodowania, trochę płaczu... No ale wracając do rzeczy, namierzyliśmy trasę podróży wyprawy Lorda Carnavrona. Prowadziła ona do domeny hrabiego von Richtofen.
- Tam gdzie zaczęła się zaraza... - von Debrec, nie rozpoznał kto wypowiedział te słowa.
- Dokładnie tam. Wysłaliśmy zatem tam ekipę, tym razem zabezpieczoną wszelkimi nam znanymi środkami. Odkryliśmy tam resztki obozu naukowców, trochę ciał z objawami śmierci w wyniku wirusa Richtofena oraz drodzy państwo znaleźliśmy wejście do tunelu. - Szmer zaskoczenia przebiegł po zebranych.
- Dlaczego nie poinformował nas brat o tym wcześniej. - Admirał Rutger wydawał się oburzony.
- Nie informowałem, bo nie byliśmy pewni. Teraz tzn od jakiś dwóch godzin jesteśmy pewni. Na Albionie odnaleźliśmy Konstrukt. Zakon Św. Jana otoczył cały teren kwarantanną, sądzę, że po zebraniu będziemy mogli wspólnie poinformować króla o odkryciu.

[Edited by runnersan on May 25, 2011 at 19:33]

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

May 25, 2011 at 19:24

Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #38]



Pałac Królewski, Kings Landing

Poranek zapowiadał się doskonale dla księcia de Treville. Jego młoda małżonka sprawiła mu tego dnia wspaniałą niespodziankę, informując go, że jest w ciąży, a do tego tuż przed jego wyjazdem do pałacu królewskiego, jego prywatny ordynans przekazał mu liścik od Ludwika XIII z informacją, o przyjęciu kanclerza do zaszczytnego grona kawalerów Orderu Gwiazdy Galaktyki. De Treville starał się o przyjęcie do tego zaszczytnego grona od niemal 3 lat, oczywiście nie chodziło mu o sam order, gdyż tych, książę miał już wiele. Gdy de Treville dołączy do kawalerów tego orderu, tym samym otrzyma królewską zgodę na pozyskanie domeny poza Albionem, być może nawet całej planety...

De Treville wszedł więc śmiało do kancelarii królewskiej, którą zarządzał, usmiechnął się do sekretarza Pierra de Melville i uprzejmie zapytał

- Witaj Pierre, co dzisiaj mamy? - Pierre nie odwzajemnił uśmiechu kanclerza, wiedząc, że ten będzie niezadowolony, gdy dowie się, że jego zwyczajową kawę, którą kanclerz lubi spożywać w samotności , zakłóciła swoją wizytą pułkownik Barska.
- Wasza książęca mość wybaczy, ale w gabinecie czeka już od 15 minut pułkownik Barska, ponoć ma jakiś niezwykle ważny raport. - Powiedział sekretarz księcia i spuścił głowę oczekując zwyczajowej bury. Tym razem jednak doskonały nastrój de Trevilla, go zaskoczył.
- No trudno Pierre, jeśli pani pułkownik czeka, to nie możemy pozwolić, by robiła to jeszcze dłużej. Co mamy potem? - Zaskoczony de Melville, nie miał pojęcia, skąd u jego szefa taki doskonały humor.
- Następnie chwila przerwy, a potem na spotkanie umówił się admirał Rutger, szef Kontrwywiadu Floty.
- Mamy zatem dziś dzień tajnych operacji... No ciekawe...

De Treville wszedł do swojego gabinetu i przywitał się z Barską, oczekującą w pozie, którą można określić mianem siedzenie na baczność. Podłączył swój datapad do sieci pałacu królewskiego. Po chwili w pokoju pojawił się de Melville z kawą dla kanclerza i jego gościa. Gdy skończył cały rytuał związany z podanie tej kawy, sekretarz księcia wyszedł, a sam książę usmiechnął się do Barskiej i zapytał
- Co panią do mnie sprowadza, pani pułkownik. - Barska delikatnie westchnęła, a następnie do projektora na biurku księcia wsunęła dysk z danymi. Ekran, holoprojektora zamrugał i pojawił się symbol Nocnej Straży. Książę uśmiechnął się w duchu, że rzeczywiście, Królewska Nocna Straż robi bardzo ładne prezentacje. Gdy wszystko już wyglądało na uruchomione Barska zaczęła mówić.
- Wasza książęca mość mam przykry obowiązek poinformowania go, że wśród szlachty zawiązała się grupa wywrotowa, mająca na celu obalenie istniejącego porządku.
- Znowu? - Kanclerz pozostawał znudzony. - Chyba co roku zawiązuje się spisek, kanapowa szlachta spiskuje i to chyba leży w ich genach. Z reguły Nocna Straż w takich przypadkach wpada do mieszkań wywrotowców i załatwia sprawę.
- Tym razem sprawa wydaje się poważniejsza. Proszę spojrzeć na listę uczestników spotkania wywrotowców, które podsłuchaliśmy. - Lista pojawiła się na holoprojektorze i spowodowała, że de Treville zdębiał. Atryda, Harrington, von Richtofen, książę admirał von Matling... Lista imponująca, więc książę zszokowany dał znak, żeby Barska kontynuowała.
- Jest to na tyle poważne, że buntownicy skierowali swe działania przeciwko "polityce otwarcia" waszej książęcej mości. Prowadzą działania związane ze zbrojeniami. Przygotowali projekty myśliwca, ich zwolennicy przejmują ważne stanowiskach na okrętach Królewskiej Floty.
- Jak to możliwe, że dopiero teraz jesteśmy o tym informowani. Taki spisek musi trwać od dawna, co robi Kontrwywiad Folty?
- Rozmiary spisku zaiste są ogromne, a co indolencji ludzi admirała Rutgera, proszę posłuchać tego fragmentu rozmowy, który nagraliśmy. - Z głośników poleciał głos, który książę de Treville rozpoznał, jako głos księcia admirała von Matlinga rozmawiającego z kimś jeszcze.

- Wasza książęca wysokość, raczy roztaczać przed nami wizję opartą o idee,a chyba wszyscy zdajemy sobie chyba sprawę z faktu, że ideami wojny nie zwyciężymy.
- Drogi baronie, wszystko już się toczy. Na planetach przekazanych sprzyjającym nam rodom, moje zakłady zbrojeniowe utworzyły filie, gdzie w tej chwili budowane są pierwsze modele myśliwców klasy Rebel.
- Rody otrzymały królewską zgodę na dysponowanie flotami kosmicznymi? -
- Oczywiście, że nie. Ale gdy przedstawialiśmy projekt Flocie, pozwoliliśmy sobie wyciąć z niego pewne komponenty.
- Zatem flota wierzy, że Rebele, to myśliwce atmosferyczne?
- A co z Kontrwywiadem Floty?
- Proszę się rozejrzeć drogi baronie. Przecież widzi tu pan, generałów, admirałów, komandorów i pułkowników. My kontrolujemy kontrwywiad...


Nagranie zakończyło się, a książę pozostawał z otwartymi ze zdziwienia ustami.
- Co planuje Pani zrobić? - Zapytał kanclerz. - Idziemy z tym do króla?
- Wydaje się, jeszcze za wcześnie, chcielibyśmy ocenić całkowity rozmiar spisku. Do końca tygodnia przedstawimy panu plan działania. Mam nadzieję, że ta rozmowa pozostanie między nami dwojgiem. - Zakończyła Barska
- Oczywiście pani pułkownik. Dziękuję za informację.

Pułkownik Barska wstała i pożegnała się z kanclerzem. Miał jakieś 30 minut do przybycia admirała Rutgera i w związku z tym, książę zastanawiał się czy przedstawić mu w oczy dowody zgromadzone przez Barską? Rzucić mu wyzwanie, by ten zaczął się tłumaczyć, a może spokojnie go wyczekać, zobaczyć z czym przyszedł. Tak to chyba najlepsze rozwiązanie. Książę nacisnął przycisk interkomu i gdy po drugiej stronie pokazała się twarz Pierra de Melville, książę nakazał mu wpuścić natychmiast admirała Rutgera, gdy ten przyjdzie. Teraz książę miał czas by się przygotować....


Po 30 minutach, sekretarz dał znać kanclerzowi, że przybył admirał Rutger. Książę przyjął go natychmiast, zaproponował mu kawę poprosił o zajęcie miejsca i cierpliwie czekał na ruch admirała. Rutger wydawał się czymś strasznie zaaferowany, pocił się więcej niż zwykle, nieustannie wycierał się chusteczką. Facet był przeciwieństwem Barskiej, zimnej profesjonalistki. Admirał na 100% nie odpowiadał wizerunkowi człowieka wywiadu, który miał w głowie kanclerz de Treville, ale jako człowiek z koneksjami na dworze Rutger miał zagwarantowaną karierę w jednej z gałęzi sił zbrojnych królestwa. Właściwe to kanclerz zastanawiał się czemu padło akurat na wywiad.
- Wasza książęca mość, mam wieści straszliwe. Jest spisek skierowany przeciw koronie. - Zaczął admirał. De Treville, zdołał zachować zimną maskę profesjonalizmu na twarzy, Barska już nim wstrząsnęła, a ostatnie 30 minut spędził na przyzwyczajaniu się do istnienia spisku obejmującego członków najwyższych kręgów władzy i sił zbrojnych.
- Doprawdy? - de Treville postanowił wyrazić zainteresowanie i zachęcić Rutgera by kontynuował.
- Tak wasza książęca mość. Na tym dysku są informacje. Do spisku należą Atryda, Harrington, książę admirał von Matling.
- To poważne oskarżenia. - Stwierdził fakt de Treville.
- Zgadza się, ale mamy nagranie z ich spotkania.
- Dlaczego nie wiem nic o tym od Nocnej Straży? - Zapytał z ciekawości kanclerz.
- Proszę samemu posłuchać. - Grube spocone łapy admirała manipulowały przy systemie obsługi holoprojektora, aż w końcu pobiegł z głośników głos.


- Wasza książęca wysokość, raczy roztaczać przed nami wizję opartą o idee,a chyba wszyscy zdajemy sobie chyba sprawę z faktu, że ideami wojny nie zwyciężymy.
- Drogi baronie, wszystko już się toczy. Na planetach przekazanych sprzyjającym nam rodom, moje zakłady zbrojeniowe utworzyły filie, gdzie w tej chwili budowane są pierwsze modele myśliwców klasy Rebel.
- Rody otrzymały królewską zgodę na dysponowanie flotami kosmicznymi? - Zdziwił się von Richtofen
- Oczywiście, że nie. Ale gdy przedstawialiśmy projekt Flocie, pozwoliliśmy sobie wyciąć z niego pewne komponenty.
- Zatem flota wierzy, że Rebele, to myśliwce atmosferyczne?
- Dokładnie tak, zresztą dzięki naszemu agentowi w Królewskiej Nocnej Straży, zostaniemy w porę ostrzeżeni, gdyby miano przeprowadzić jakąś kontrolę linii produkcyjnych.


Tym razem admirałowi Rutgerowi udało się zaskoczyć księcia de Treville. Myśli przebiegały szybko w głowie kanclerza. Flota i Nocna Straż, obu siłom udało się nagrać to samo spotkanie. Oba jednak nagrania różnią się. Kontrwywiad "zapomniał" umieścić wstawki o kontroli zdrajców nad nim, a Nocna Straż wycięła fragment dotyczący wysoko postawionego agenta w Nocnej Straży. Celowe fałszerstwo? Kolejny chory efekt rywalizacji ? A może czy to wszystko to jedno wielkie fałszerstwo? Czyżby buntownicy byli tak niekompetentni, że pozwolili nagrać się wszystkim możliwym agencjom wywiadowczym? Takie nazwiska... Przecież nie można przyjąć, że ci ludzie są tak głupi... Komu ufać? Może wycięcie fragmentu o Kontrwywiadzie Floty to dowód na działanie buntowników właśnie w kontrwywiadzie i chęć wyeliminowania Nocnej Straży? A może jest na odwrót, buntownicy w Nocnej Straży, chcą wyciąć jedyną służbę, która jest w stanie ich powstrzymać, czyli kontrwywiad... Kanclerz myślał i milczał, co powodowało, że admirał Rutger pocił i denerwował się coraz bardziej... W końcu de Treville przypomniał sobie o pewnej kwestii i postanowił natychmiast zakończyć spotkanie.

- Admirale oczekuję od pana pełnego raportu, również co do kroków które należy podjąć. Do tygodnia, a teraz proszę opuścić mój gabinet. Ta rozmowa powinna zostać tylko między nami. - Admirał wstał skłonił się. - Aha... Proszę poprosić, aby mój sekretarz przyszedł tu natychmiast, będę za to panu wdzięczny.
- Oczywiście wasza książęca mość. - Rutger znowu pokłonił się, zasalutował i wyszedł. Po chwili w gabinecie pojawił się Pierre de Melvile. Książę w skrócie zapoznał go z sytuacją i z satysfakcją stwierdził, że młody sekretarz jest równie zszokowany, co kanclerz pierwotnie po spotkaniu z Barską.

- Pierre mam plan. Zapewne nie spodoba się on wielu ludziom, ale robimy to dla dobra Albionu. Przede wszystkim musimy chronić króla przed tym by kojarzono go z naszymi działaniami. - Sekretarz patrzył na de Trevilla nie rozumiejąc o co może mu chodzić. - Pierre pamiętasz może nasze ostatnie spotkanie z Marisem Hartlwoodem?
- Wydaje mi się, że pamiętam, wasza książęca mość.
- Ambasador dał nam specjalny komunikator podprzestrzenny z kluczem szyfrującym. Sądzę, że powinniśmy z niego skorzystać. Nie wiem komu ufać, a potrzebujemy kogoś takiego.
- Naprawdę książę, musimy się posunąć aż do tego?
- Nie widzę innego wyjścia. Wszystko dla Albionu.

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Jun 07, 2011 at 19:20

Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
103.5 PD - GODZINA WILKA [post #39]

<---- info

Wygląda to tak jakby całe napięcie ostatnich miesięcy zostało wyładowane w jednym ciągu wydarzeń obecnego i wrażenie jest takie jakbyśmy po tych gwałtownych zawirowaniach znaleźli się nagle w oku cyklonu, które próbuje uśpić naszą czujność złudnym spokojem. Mam jednak dzięki temu znowu nieco czasu aby nadrobić zaległości w moich zapiskach.

Niespodzianka przygotowana naszym najbliższym sąsiadom przebiegła bez zarzutu i operacja ratunkowa przeprowadzona na wrakach byłych, jak to oni je nazywają, "okrętów kolonizacyjnych" ZUDA, przeprowadzona wyłącznie naszymi siłami, a mająca na celu przejęcie porzuconego mienia oraz uwolnienie niedoszłych kolonistów z niebezpiecznej i niezmiernie uciążliwej pułapki rozpadających się statków, w której tkwili ok 1.5 roku pod "opieką" fanatycznych załóg, zakończyła się pełnym sukcesem: wszyscy koloniści zostali oswobodzeni, mimo postawy załóg które wybrały walkę do ostatniego ich członka nawet w obliczu przewagi nie dającej im żadnej szansy na obronę. Okazało się że koloniści byli całkowicie izolowani od załóg i trzymani w zupełnym odcięciu od jakichkolwiek informacji z zewnątrz, pod wrażeniem, że statki doznały jakieś katastrofalnej awarii i pomoc musi nadejść wkrótce, ale jakoś znaleźli sposoby aby przeżyć tak długi okres mimo ogromnych zniszczeń jakich doznały moduły kolonizacyjne i mimo tego że wielu już dawno straciło nadzieję na ratunek. Cała sprawa motywacji jakimi kierowało się ZUDA organizując prowokacyjne akcje samobójczych misji z udziałem "okrętów kolonizacyjnych" wypełnionych milionami kolonistów ciągle pozostaje jednak niejasna, gdyż z załóg nie pozostał nikt żywy, koloniści nic nie wiedzą, a w poważnie zniszczonych bankach danych nic na ten temat nie odnaleziono. Ogromna większość posiadanych przez nas danych wskazuje, że misje te były zorganizowane aby jednocześnie podważyć nasze prawa do granicznych systemów i obudzić międzynarodowe oburzenie z powodu tragedii śmierci setek milionów kolonistów na skutek "przypadkowego" zdetonowania naszych boi. W zasadzie jedynym faktem świadczącym przeciw tej możliwości jest zachowanie załóg, które mimo oczywistych danych świadczących o tym, że zostały one wyselekcjonowane do samobójczej misji, nie spowodowały zniszczenia "okrętów", gdy okazało się, że ładunek wybuchowy naszej podstawowej boi jest niewystarczający do tego. Nasi analitycy przedstawili oczywiście mnóstwo hipotez tłumaczących to zachowanie w kontekście samobójczej misji, od tych bardziej prawdopodobnych jak ta że fakt iż statki nie zostały zniszczone, był zbyt dużym zaskoczeniem dla uwarunkowanych załóg, aby podjęły działanie daleko odbiegające od wytycznych, do tych mniej prawdopodobnych, że obudziło się w nich sumienie. Z uwagi na brak jednoznacznych dowodów tłumaczących tę sprzeczność nie możemy wystąpić na arenie międzynarodowej z oskarżeniem władz ZUDA z tamtego okresu o próbę masowego ludobójstwa na własnych obywatelach. Jednak dla rozczarowanych postawą własnego rządu i zmęczonych do granic ludzkich możliwości uwolnionych kolonistów ZUDA nasza wersja wydarzeń okazała się na tyle przekonująca, że po naprawie statków i ich podstawowym zaopatrzeniu, a także daniu im możliwości założenia kolonii na najbliższej planecie, ogromna większość z nich przyjęła obywatelstwo Konfederacji. Oczywiście pozostała garstka, czy to kierująca się resztkami sentymentów, czy też nie wierząca że było tak jak ich poinformowaliśmy, która chce powrócić w granice KDN-u, jednak minęło już ponad pół roku od czasu gdy zaoferowaliśmy taką możliwość przedstawicielom KDN i okazuje się że sprawa ta dołączyła do całego, obfitego katalogu spraw ignorowanych przez państwa należące do KDN. Tak interesują ich właśni obywatele poza ich granicami, że nie raczyli nawet zapytać jak liczna jest to grupa - jeszcze jeden fakt, który każe nam podejrzewać że powrót ich musi być bardzo kłopotliwy i, być może, zostali już oni nawet oficjalnie pochowani, a z pewnością pytania zadawane przez powracających będą dla kogoś ważnego bardzo niewygodne. Czyżby niesławnego Abrahama Cohena?

Znacznie gorzej wygląda sprawa pogranicza z OZRR gdzie nieubłagana logika wydarzeń wskazuje że wojna wisi na włosku. Mimo licznych prób wytłumaczenia władzom OZRR, że ich roszczenia były całkowicie nieuprawnione, pokazania tego co według nas wystarczy do udowodnienia podjęcia udanej, stałej i skutecznej próby kontroli systemów na własnym przykładzie, zaproponowania granicy, a także polubownego rozwiązania sporu, uparcie próbują one nam wmówić że wdarliśmy się na ich graniczne terytorium, mimo że w 3 z 4 "spornych" systemów nie mieli żadnego obiektu w momencie zgłoszenia nam roszczeń i wejścia do nich nie były w żaden sposób pilnowane, a w czwartym my mieliśmy ich więcej. Napięcie w tamtym regionie stopniowo narastało wraz z gromadzeniem floty przez OZRR w pobliskich systemach, a ostatnie wydarzenia jednoznacznie wskazują że władze OZRR wybrały siłowe rozwiązanie problemu, najpierw bezlitośnie niszcząc jedną z naszych nieuzbrojonych Ariadn, a następnie wdzierając się 17 korwetami do systemu Haphik ze zniszczeniem naszej własności w postaci 5 boi komunikacyjno-ostrzegawczych typu Fenris. Napięcie zostało dodatkowo wzmocnione przez SIRE, które nagle zaczęło okazywać niezrozumiałą dla nas obawę przed możliwością użycia przez nas zamaskowanych jednostek w obrębie ich terytorium i mimo posiadania wielu środków dla zapobieżenia takiej możliwości, zażądało od nas zgody na całkowity zakaz maskowania, na co oczywiście w obliczu sytuacji na pograniczu OZRR nie mogliśmy się zgodzić, chyba że za cenę unormowania stosunków z OZRR.

Wszystko to jednak może okazać się mało ważne, gdyż niedawno nastąpiło wydarzenie mające szanse być zwiastunem ponurej przyszłości, a może nawet ostatecznej zagłady ludzkości - otrzymaliśmy dane pokazujące skalę przepaści między naszą technologią militarną, a tym czym dysponują Obcy, których pojazd napędził nam niedawno tak wiele strachu pojawiając się nagle w sektorze w którym zlokalizowaliśmy naszą kluczową instalację przemysłową w systemie macierzystym, chwilowo całkowicie bezbronną, a następnie zniknął bez śladu. Nasze najświeższe dane to już nic takiego co niektórzy mogliby zbyć jako ułudę, jak w przypadku Obecności - to dane konkretnych obiektów będących niezmiernie zaawansowanymi pojazdami o charakterze militarnym, a choć nadzieję daje to że potrafiliśmy wstępnie ocenić, wierzę że prawidłowo, właściwości i przeznaczenie czasem zupełnie hipotetycznych dla nas komponentów, zbierając dane z ich szczątków i zapisów starcia, to jednak okazuje się, że jedyną bronią w naszym aktualnym arsenale, która może wyrządzić im jakąś krzywdę są nasze miny i to tylko pod warunkiem że Obcy popełnią błąd i ich nie docenią. Niestety, ten błąd już popełnili, wlatując dwoma zamaskowanymi jednostkami w jedno z naszych większych pól minowych i tracąc je - stąd uzyskaliśmy nasze dane. Nie przypuszczam żeby popełnili taki błąd poraz drugi. Tak więc twarda rzeczywistość jest taka, że aktualnie nie mamy nic czym moglibyśmy się przed nimi obronić i jesteśmy całkowicie na ich łasce. Z dostępnych nam aktualnie technologii tylko zmasowany atak przy pomocy rakiet z głowicami nuklearnymi ma szanse przebić się przez ich obronę, ale obecnie nie posiadamy nawet najmniejszej ich ilości. Jednak dzięki znajomości zagrożenia jest szansa że będziemy się mogli na nie przygotować. Pozostaje tylko obawa czy aby na pewno Obcy popełnili błąd - może celowo pokazane nam zostały jakieś przestarzałe, zupełnie zbędne obiekty, aby tym lepiej nas zwieść, wywołując zupełnie błędną alokację zasobów?

Nadeszła więc Godzina Wilka - czas spokoju, wytchnienia i refleksji, czas gdy waży się nasza przyszłość, ale chwilowo nie możemy zrobić już nic aby przeważyć szalę losu na którąś stronę. Czas, o którym jesteśmy pewni, że jest ograniczony i tak jak po przejściu oka cyklonu może gwałtownie nadejść, bez niemal żadnego ostrzeżenia, nawet większa, niosąca śmierć i zniszczenie, nawałnica, tak najprawdopodobniej nastąpi to i tutaj. Czy zdołamy jej sprostać? Czy też znikniemy po jej przejściu jak łzy w deszczu?

Jun 08, 2011 at 21:38

Print
Ziro
Status: Elite

Posts: 777
Registered: Feb 14, 2009
IP: Logged
Re: Kronika - 103.5 [post #40]



Słońce już zachodzi, ostatnie pogrzeby na wszystkich wyspach dobiegają końca. Na wyspie cesarskiej, wśród niewielu osób chowany zostaje Shung Takazawa, szerzej znany we wszechświecie jako Shung Seng, ambasador Cesarstwa.

Nie było wystrzałów, żadnych pokazowych ceremonii, został pochowany jak każdy obywatel, na równi z innymi, zmarły od zarazy jaka nawiedza Nowe Tokio.

Wszechświata nie zmienimy mówią uczeni, lecz w nim szukać powinniśmy rozwiązania, by działanie monumentu zniwelować.



Obcy, istnieją, lecz czy stoją Ci, którzy wędrują po tym kwadracie za naszymi problemami? Ciąg pytań bez odpowiedzi, a cierpienie narasta, ludzkość żąda zemsty, sprawiedliwości za grzechy popełnione wobec niej. Emocjami w takich sytuacjach nie powinniśmy się kierować, lecz jak taką siłę wewnętrzną zwalczyć, dać jej ujść w pokojowy sposób. Tyle łez, tyle klątw rzuconych na oprawców, zgińcie plugawi mordercy, zgińcie zmory wszechświata, Ci którzy maskami siły tchórzostwo zasłaniają, siewcy śmierci bez honoru.

Czy naszym przeznaczeniem będzie przeminąć?

Ludzkość choć z nadzieją na pokój to znów zacznie walczyć, nastaną dni gdy w zimnej pustce w świetle gwiazd i rozbłysków krew będzie przelewana.

Nikt nie usłyszy naszego rozpaczliwego krzyku cierpienia, nikt nie uchwyci widoku naszych twarzy, agonii wypisanych ostatnich sekund życia, a wtedy co ludzkie przestanie mieć znaczenie, pola bitew bez emocji wśród żołnierzy...

_________________________________
Hitori ni nareba fuan ni obieteita kedo

LastFM

Jun 11, 2011 at 12:26
Gadu-Gadu: 7994773
Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
104.5 PD - ALEA IACTA EST [post #41]

<---- info

A więc stało się - Los ukazał nam nieco więcej z oblicza Wszechświata i wprowadził nas na ścieżkę z której prawdopodobnie nie ma już powrotu.

Cóż takiego się stało, spytacie, co usprawiedliwiałoby aż tak daleko idące stwierdzenie. W czasie ostatniego roku wiele się dokonało i wybór jaki stoi przed nami, jako państwem, ale także jako gatunkiem, stał się tak jednoznaczny, że właściwie to na tym poziomie już nie istnieje. Ale zacznijmy może od początku.

Nasze dane o potężnych okrętach tajemniczych Obcych, uzyskane w wyniku ich zniszczenia w polu minowym na pograniczu z ZUDA, okazały się na tyle przekonujące dla władz OZRR i wzbudzające obawę przez nieznaną siłą, że stały się one nareszcie skłonne do przyjęcia naszej propozycji wspólnej granicy, co zaowocowało szybkim unormowaniem naszych stosunków. Rosnące zagrożenie ze strony Obcych, którzy wybrali sobie akurat ten moment, żeby zaktywizować się w widoczny dla OZRR sposób i rozpoczęli izolowanie systemów bogatych w asteroidy zlokalizowanych w przestrzeni OZRR, przerywając wiele z najkrótszych dróg komunikacji i wywołując liczne utrudnienia transportowe, a także utratę potencjalnie ogromnej ilości surowców, spowodowało nawet znaczne zbliżenie pomiędzy nami, w którego wyniku doszło do błyskawicznego wzrostu zaufania, zawarcia paktu w wzajemnej obronie i ożywienia wymiany handlowej do tego stopnia, że stało się możliwe przeprowadzenie największej w naszych dziejach wymiany technologicznej. Tak oto dzięki działaniom Obcych, nie tylko cofnęliśmy się znad krawędzi niechybnej wojny, ale zostaliśmy bliskimi sojusznikami z OZRR.

Tymczasem, kolejne działania Obcych umożliwiły nam nareszcie zobaczenie ich prawdziwego oblicza, zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Kontynuując praktykę przejmowania systemów bogatych w asteroidy przez ich izolację, Obcy rozpoczęli zamykanie tuneli grawitacyjnych w jednym z naszych systemów - Centauri. Nie wiadomo czy było to celowe, czy też popełnili błąd nie doceniając nas, w każdym razie zaczęli cały proces od utworzenia połączenia z systemem Quesstris, który już wcześniej był przez nas podejrzewany, iż może zawierać planetę ich macierzystą. Jako że mieliśmy w pobliżu kilka naszych dość zaawansowanych dron zwiadowczych, wykorzystaliśmy to do próby weryfikacji statusu tego systemu. Dwóm z nich udało się do niego przedostać i przesłać nam bezcenne dane uzyskane mimo straty pozostałych. Okazało się, że rzeczywiście znajduje się tam planeta wyglądająca na macierzystą planetę Obcych, a także szereg pozaplanetarnych instalacji przemysłowych - wszystko to, prawdopodobnie dzięki zaskoczeniu, nasze sondy były zdolne zbadać z bliska, przekazując dość dokładne dane, z których oszacowaliśmy liczebność ich populacji, zidentyfikowaliśmy rodzaj zabudowy planetarnej, wiele nowych rodzajów pojazdów, a nawet typ budowy ich ciał. Faktem o największym znaczeniu było to że na ich planecie znajduje się Kompleks niemal identyczny z naszym, a jednak wydaje się nie oddziaływać w żaden szkodliwy sposób na ich planetarną populację. Mogłoby być zaskoczeniem, że nie zauważyliśmy w ich systemie żadnych instalacji obronnych, ale biorąc pod uwagę ich zdolności maskowania nie jest to wcale aż tak dziwne - dziwne tylko było to że żadna z nich nie została aktywowana aż do momentu wydania rozkazu opuszczenia systemu w obliczu rosnącej agresji Obcych, która przejawiła się najpierw rozstrzelaniem naszych pozostałych dron na podejściu do Quesstris przez pojedynczy okręt-niszczyciel min, nie obserwowanego wcześniej typu, a następnie zastawieniem zasadzki przez parę okrętów podobną do tej jaka wpadła w nasze pole minowe i anihilacją naszego frachtowca przenoszącego miny, próbującego opuścić wraz ze swoim ładunkiem system Centauri przez ostatni tunel grawitacyjny prowadzący do reszty naszej przestrzeni. Wtedy właśnie Obcy odsłonili się w pełni. Mimo naszych wcześniejszych prób porozumienia z nimi, mimo próśb o podzielenie się wiedzą o Kompleksie w obliczu milionów ginących każdego miesiąca za jego sprawą, jedyną jednoznaczną odpowiedzią jaką otrzymaliśmy była udzielona nam przy pomocy emiterów ich potężnych broni promienistych. Ostrzeżenie z ginącego frachtowca z jakichś powodów nie dotarło do wycofującego się tą samą drogą w odstępie kilku dni jednego z naszych statków kolonizacyjnych, który wpadł w tę samą zasadzkę, wzmocnioną dodatkowo niszczycielem min. Próżnia litościwie stłumiła krzyk 172 mln ginących kolonistów, ale dotarły do nas nagrania z pościgu za bezbronną jednostką i jej bezlitosnego ostrzału. Już pierwsza salwa zniszczyła silniki, więc statek nie miał już żadnych zdolności manewru i nie mógł nawet uciekać, gdy dosięgła go druga, wywołując jaskrawą eksplozję, która mimo filtrów nałożonych na nagranie wywołała powidoki i łzy w oczach wielu z nas - łzy żalu, bólu lub, jak w moim wypadku, wściekłości. Owszem, odczuwałem zawód, że nie zdołałem ochronić ich wolności. Owszem, odczuwałem ból po stracie tak wielu unikalnych jednostek. Przede wszystkim jednak dominowała wściekłość, spowodowana pogardą okazaną dla ludzkiego życia przez Obcych, którzy obserwując nas od dawna z pewnością musieli wiedzieć jak ważne jest dla nas życie jednostki. Gdy sobie o tym przypomnę, czuję tę wściekłość nawet teraz, mimo upływających miesięcy, choć przygaszoną już i kontrolowaną. Wtedy emocja ta tak mnie zaskoczyła, że gdybym miał cel do zogniskowania jej, to być może obudziłby się we mnie berserker, którego istnienia mimo tak długiego życia wcale u siebie nie podejrzewałem. Ten chwilowy brak kontroli spowodował tylko to, że przez długą chwilę nie mogłem dojść do słowa, ale bezbrzeżna pogarda okazana nam przez Obcych ma swoje daleko idące konsekwencje - skoro nasze życia nic dla nich nie znaczą i są przerywane kiedy tylko im to odpowiada, to wobec ich technologicznego zaawansowania i możliwości destrukcyjnych napotkaliśmy realne zagrożenie dla istnienia całego naszego gatunku, które już przestało być potencjalnym. Skoro wygląda na to, że koegzystencja nie jest możliwa, a jedyna forma kontaktu z nimi wiedzie przez lufy naszych broni, to niech tak będzie: my, albo oni. Na razie jednak inicjatywa nie leży po naszej stronie i możemy się tylko bronić przed działaniami skierowanymi przeciwko nam, więc pozostaje tylko mieć nadzieję że kiedyś to się zmieni, a do tego czasu skupić się na rozwoju naszego potencjału.

Problemem na przyszłość jest to że mimo naszych prób nie zdołaliśmy zdobyć wyraźnych dowodów poparcia dla krucjaty przeciwko Obcym ze strony żadnego państwa, z wyjątkiem OZRR. Sytuacji nie zmieniło nawet rozszerzenie widzialnej aktywności Obcych na obszary leżące w strefach wpływów kolejnych państw. Dodatkowo ostatnio pojawiły się wielce niepokojące, a nawet bulwersujące dane świadczące o tym że nie tylko możemy być osamotnieni w naszej walce, ale że nawet pojawi się aktywne przeciwdziałanie ze strony innych ludzi. Do zbadania tej sprawy przeznaczyliśmy znaczne środki, ale czas chyba też podjąć przeciwdziałania - te już z pewnością nie będą popularne wśród wielu. Kto jednak waha się przed zaryzykowaniem własnego życia w obronie wolności, ten na nią nie zasługuje, tym bardziej że w tym wypadku nie tylko bronimy prawa do życia w wolności, ale prawa do istnienia nas jako gatunku. Na naszej starej Ziemi mówiło się często, że cel uświęca środki, a historię i tak piszą zwycięzcy - w naszym społeczeństwie, szczególnie wśród najbardziej religijnych Prometejan, poglądy takie nie są popularne. Dla mnie jednak ważniejsze jest to, żebym codziennie rano nie musiał się wstydzić przed samym sobą patrząc w lustro, więc choć przetrwanie gatunku jest kluczowe, to środki zamierzam dobierać bardzo uważnie, aby nie pojawiła się we mnie wątpliwość czy na przetrwanie, zarówno ja jak i ludzkość jako całość, zasługujemy.

Jul 22, 2011 at 10:43

Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #42]



Statek transportu odpadów niebezpiecznych - Maria Celeste

Well no one told me about her the way she lied
Well no one told me about her how many people cried
But it's too late to say you're sorry
How would I know why should I care
Please don't bother tryin' to find her
She's not there


Melodia z kolekcji antycznych płyt kapitana Schwartza rozbrzmiewała z głośników mostka i na korytarzach okrętu transportowego. Służba tego dnia była nudna, zresztą tak jak każdego dnia pracy na Marii Celeste. Nawigator Castle wystukiwał rytm piosenki granej przez zespół, którego członkowie nie żyli zapewne od ładnej pary setek lat, a obok starszy pilot trzymając w ręku komunikator udawał, że śpiewa. Chłopaki jak zawsze gdy nie było kapitana popisywali się ku uciesze nowej załogantki Marii Celeste, Jenny, dla której to był pierwszy w życiu profesjonalny przelot jako łącznościowca.

Well let me tell you 'bout the way she looked
The way she'd act and the colour of her hair


Nic się nie działo. Ładunek odpadów, nie był niczym ciekawym dla piratów, którzy ostatnio pojawiali się w różnych systemach ku utrapieniu Królewskiej Floty, więc załoga była rozluźniona. Naprawdę nie działo się nic.....

Her voice was soft and cool
Her eyes were clear and bright


Alarm zbliżeniowy zawył zaskakując wszystkich. Czujniki nie wskazywały, że cokolwiek jest w pobliżu, a przecież alarm zbliżeniowy oznacza, że istnieje poważne ryzyko zderzenia.
Pilot zareagował w mgnieniu oka dając sygnał cała wstecz, co dla silników statku takiego jak Maria Celeste, nie jest zbyt dobrym pomysłem ze względu na zbyt słabe kompensatory mocy, które mogły nie wytrzymać obciążenia. W sytuacjach awaryjnych, tak jednak trzeba było zrobić. Nawigator jednocześnie zaczął szybko wstukiwać coś do komputera, chcąc dowiedzieć się właściwe gdzie jest obiekt, z którym Maria Celeste ma się zderzyć. Szukać nie musiał długo. Przed nosem okrętu znajdowały się obiekty wielkości chyba niszczycieli. Baza Jane's Space Ship nie identyfikowała ich, co było dziwne, ze względu na fakt, że firma zatrudniająca załogę Marii Celeste raczej dbała o utrzymanie aktualności bazy danych.

But she's not there

Na mostek wpadł kapitan Schwartz.
- Co się dzieje do jasnej cholery? - Krzyknął.
- Mamy trzy duże obiekty na czujnikach. - Odpowiedział nawigator. - Kurs kolizyjny.
- Widzę do stu diabłów, że kolizyjny. Cała moc wstecz.
- Jest już cała moc, ale możemy nie zdołać wyhamować.
- Dajesz awaryjną
- Tak jest, daję moc awaryjną. Kompensatory mocy na 80% dopuszczalnej mocy. Prędkość 100... Kompensatory 90%, 95%, 100%
- Prędkość - warknął kapitan
- 70, zderzenie za 50 sekund.
- Cała moc rezerwowa na silniki.
- Kompensatory 110.... 120.... 140.... Prędkość 40... 20.... Kompensatory 150... - Trzask i wstrząs zaskoczył załogę.
- Kompensator 1 i 3 przepalił się - Raportował mechanik.
- Kompensatory 160.... Zderzenie za 10, 9, 8... Kompensatory 170.... Zderzenie za 4, 3.... - Kolejny wstrząs oznaczał przepalenie kompensatora nr 2.
- Zderzenie za 2 sekundy.... - Kolejny wstrząs... Kolejny kompensator....Nie tym razem co innego. Maria Celeste zatrzymała się, a następnie powoli zaczęła oddalać się od obiektu.

Well no one told me about her, what could I do
Well no one told me about her, though they all knew
But it's too late to say you're sorry
How would I know, why should I care
Please don't bother tryin' to find her
She's not there

Well let me tell you 'bout the way she looked
The way she'd act and the colour of her hair
Her voice was soft and cool
Her eyes were clear and bright
But she's not there


- Niech ktoś wyłączy w końcu tą cholerną muzykę. - Odezwał się pierwszy kapitan Schwartz. - Dawać mi wizualizację obiektu na ekran. - Nawigator wywołał odpowiednie funkcje i zaniemówił. Zresztą głos straciła również cała reszta załogi. Oczom ich bowiem ukazał się obiekt, jakby z kryształu, ale o tak niepojętych kształtach, że nie mógł być on żadnym sposobem wykonany ręką ludzką.. Pierwsza odezwała się nowa łącznościowiec.
- Wywołuję obiekt.... - Chwila oczekiwania.... - Obiekt nie odpowiada.
- Ślady życia ? - Zapytał nieco się otrząsnąwszy z szoku, kapitan.
- Brak... To znaczy nie wykrywam.
- To jakim cudem to coś się zmaterializowało tuż przed nami, jeśli nie było tam załogi?
- Może komputery.... Może....
- Kapitanie? - Zapytał nieśmiało nawigator Castle. Wygląda na to, że obiekt jest opuszczony, żadnych znaków życia. Nie mam żadnych odczytów energii, wszystko wydaje się martwe.
- No i ?
- Według wszelkich naszych odczytów, ten statek jest opuszczony. Zgodnie z prawem za przechwycenie i odprowadzenie takiego opuszczonego statku będzie nam się należała nagroda, pryz.
- Nie ma kurna mowy, że będę holował to cholerstwo na jakąkolwiek planetę. - Schwartz wydawał się wściekły, ale i trochę przestraszony. - Zresztą skąd wiesz, że to statek Castle? Nagle stałeś się specjalistą od obcych obiektów.
- Nie oczywiście, że nie kapitanie, ale myślę po prostu o naszych portfelach. Taki obiekt jest warty taką kwotę, że nikt z nas już więcej nie będzie musiał pracować. Wyślijmy tam kilku ochotników, a potem wezwijmy flotę i niech ona się zajmie problemem za nas.
- Dobra Castle to twój strzał. Znajdź ochotników i możecie tam iść. Jenny w tym czasie wezwie tych dupków z floty, żeby mogli się tym czymś zająć. Ja idę do maszynowni zobaczyć co z kompensatorami.


Obiekt obcych 1, 2 godziny później

Castle nie miał wątpliwości, to po czym chodził, nie było stworzone ludzką ręką. Płaskie ściany z dziwnego rodzaju kryształów. Setki pomieszczeń, których przeznaczenia nie mógł odkryć. Baaa.... Nawet nie wiedział, czy przypadkiem nie dokonali jakiś poważnych uszkodzeń wybierając miejsce w którym postanowili przebić się do wnętrza okrętu. Choć z drugiej strony na pewno nie znaleźli by żadnej śluzy, gdyż wewnątrz obiektu nie było powietrza, ani też śladów i dowodów by kiedykolwiek mogłoby w nim być.
Zadanie jakie Castle wyznaczył ochotnikom było proste odnaleźć centrum kontroli tego obiektu. Wiadomo, że takie coś musiało na tym obiekcie istnieć... Zawsze tak jest.... Ale efekty poszukiwań były mizerne. Pokonywali niezliczone metry korytarzy, przejść sal i żadna nie wydała się nawigatorowi Marii Celeste czymkolwiek co mogłoby przypominać punkt dowodzenia.

But it's too late to say you're sorry
How would I know, why should I care
Please don't bother tryin' to find her
She's not there


Dźwięk piosenki przerwał ciszę panującą w próżniowych korytarzach obiektu. Dźwięk był świdrujący i bolesny, że aż Castle wzdrygnął się.
- Maria Celeste. Wchodzicie nam na wewnętrzne pasma komunikacyjne z piosenką. - Nadal sygnał Castle na mostek frachtowca.
- Co tam ci się znowu Castle przewidziało? - Głos Schwartza zabrzmiał w słuchawkach.
- Kapitanie słyszę tą piosenkę, która nadajecie na mostku Marii Celeste.
- Pierniczysz synu. Nic tu nie leci. Może pora wracać, bo widzę, że od tych całych wizji gór pieniędzy poprzewracało się ci w głowie.
- Jeszcze chwila kapitanie pewnie zaraz dotrzemy do celu. - Castle wyłączył połączenie. Zaraz potem wywołał połączenie z Cortezem, okrętowym kukiem, z którym w parze penetrował obiekt. - Cortez, a ty słyszałeś to?
- Co Castle? Cisza....
- Eeee... Niewaażne, może mi się coś wydawało... - Po chwili weszli do kolejnego pomieszczenia. Wyglądało ono na większe, jakby dwa piętra wzwyż z rozlicznymi wyjściami. Castle zaczął zastanawiać się chwilę, gdy nagle w korytarzu przy wyjściu centralnym coś błysnęło, jakby światło latarki. - Zespół dwa, gdzie jesteście? - Zapytał Castle przez komunikatora.
- Tam gdzie nas wysłałeś. - Głos Linusa, dowódcy drugiego zespołu poszukiwawczego był raczej spokojny.
- To czemu widziałem światło parę metrów od nas?
- Skąd mam wiedzieć. Zresztą Cortez widziałeś tam coś? - Zapytał Linus.
- Nie...
- Dobra Cortez zostajesz w tej sali ja idę w stronę tego światła. - Castle ruszył tam gdzie wcześniej mignęło mu światło latarki. Zaczynał czuć się dziwnie. Raczej nigdy nie miał do czynienia z jakimiś omamami czy to dźwiękowymi, czy wzrokowymi, a teraz najwyraźniej wszyscy mu to usiłują wmówić.

Well let me tell you 'bout the way she looked
The way she'd act and the colour of her hair
Her voice was soft and cool
Her eyes were clear and bright
But she's not there


Znowu ta piosenka.... Ten refren....Głowa wręcz pęka.... Tam światło... Szybciej za nim.... To na pewno Linus.... Robi sobie żarty... Szybciej za nimi.... Szybciej... Tym korytarzem.... W lewo.... Tam poszli... W prawo.... O jest... O mój Boże co to jest.... Idzie na mnie... Coś mówi..... Co za skrzek głowa boli coraz bardziej.... Niech to przestanie mówić.... Jakie to obrzydliwe.... To nie jest człowiek, to jest obcy..... On... To przez niego boli.... Przestań... Ostrzegam.... Zrobię ci krzywdę..... Przestań!!!!!

Linus słysząc wrzaski przez głośniki pobiegł wraz ze swymi ludźmi, szybko w stronę pozycji, którą według skanera zajmował zespół nawigatora Marii Celeste. Byli już niedaleko, gdy nieludzki krzyk, słowo właściwie "Przestań!!!" rozbrzmiało w głośnikach. Po chwili wpadli do dużej sali. Tam ku zaskoczeniu zobaczyli jak Castle trzymając pistolet w ręku krzyczy w stronę leżącego, najprawdopodobniej martwego Corteza. Castle coś krzyczał, ale było to niewyraźne.... Takie łkanie, jakby żal "Ostrzegałem". Linus rzucił się w stronę nawigatora i obezwładnił go. Jego partner z grupy potwierdził, że Cortez nie żyje. Pozostało tylko chyba wrócić na Marię Celeste...
Nagle odezwał się komunikator Linusa, na wszystkich pasmach. Nadawca nie chciał pozostać nie usłyszany.

- Tutaj mówi kapitan Sigourney Ripley z okrętu Królewskiej Nocnej Straży Obsidian. W imieniu Ludwika XIII zajmujemy obiekty, wzywamy również, aby personel cywilny opuścił natychmiast obce obiekty. Od tej chwili oddział do spraw obcych przejmuje sprawę.


Fragmenty raportu z Incydentu Marii Celeste

...Zabezpieczono trzy obiekty nieznanego pochodzenia. Rozpoznanie i wstępna analiza wskazują, że są to obiekty obcych. Na podstawie danych przesłanych przez Konfederację Prometejańską jesteśmy w stanie rozpoznać ich klasyfikację i ewentualne wyposażenie. Raport dotyczący wyposażenia, kontroli zostanie przygotowany przez zespół naukowy....


...Castle, nawigator Marii Celeste (dane osobowe i przebieg kariery do wglądu w załączniku) przejawia objawy silnej depresji. Pojawiają się omamy, obiekt nękany bólami głowy. Niebezpieczny dla otoczenia. Jako przyczynę choroby wskazuje się silne napięcie nerwowe pod wpływem wydarzeń związanych z Incydentem i eksploracją obcego obiektu...

Raport zdrowotny załogi RAS Obsydian

...Zauważa się objawy choroby psychicznej u innych członków zespołu eksplorującego obiekty. U części z nich w późniejszym okresie pojawiły się omamy związane z pobytem na obiektach. Część z załogi, choć wcześniej o niczym podobnym nie mówiła twierdzi, że widziała światła, słyszała dźwięki... Twierdzą, że widzieli duchy. Zaleca się objęcie ich dokładniejszym nadzorem psychiatrycznym i ogólnomedycznym.


Kings Landing Times, miesiąc później

Wczoraj w rejonie pasa asteroid położonego na obrzeżach systemu centralnego, znaleziono szczątki poszukiwanego frachtowca Maria Celeste. Wstępne analizy przeprowadzone przez komisję do spraw bezpieczeństwa cywilnych lotów kosmicznych wskazują na kompensatory, jako przyczynę katastrofy.
"Frachtowce tej klasy co Maria Celeste miewają problemy z kompensatorami, które dość łatwo wkraczają poza dopuszczalne normy, gdy przepuścimy przez nie więcej mocy. W tym przypadku prawdopodobnie właśnie do tego doszło. Kapitan próbował wykonać jakiś nagły manewr, załoga nie dopilnowała odpowiedniego modyfikowania poziomu mocy przepuszczanego przez kompensatory przez co doszło do wybuchu. Oczywiście dokładnie przebadamy kwestię tego wypadku i przygotujemy raport." komentował rzecznik komisji. Według nieoficjalnych informacji, Komisja zastanawia się nad zakazem lotów kosmicznych dla wszystkich statków klasy Maria Celeste, właśnie wskazując wadę kompensatorów jako poważną przyczynę potencjalnych usterek.

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Jul 24, 2011 at 16:51

Print
PAwleus
Status: Hero

Posts: 2306
Registered: Mar 24, 2009
IP: Logged
105.0 PD - PRZYWÓDZTWO [post #43]

<---- info

Minęło 5 lat od czasu gdy fala zgonów spowodowanych przez Kompleks zmusiła nas do podjęcia gorączkowych działań mających na celu rozprzestrzenienie się na inne planety. 5 lat trudów, wytężonych prac, które zaowocowały bezprecedensowym rozwojem naszej, tak wysoce zróżnicowanej społeczności, nie tylko na polu kolonizacyjnym, ale przede wszystkim technologicznym. Jak to bywało już wcześniej to właśnie technologia okazała się naszym ratunkiem, pozwalając na rzeczy, o których wcześniej mogliśmy tylko śnić. Któż spodziewałby się, że osiągnięcia na polach biomedycznych pozwolą nam na tak ogromny boom populacyjny, że po zaledwie 5 latach powiększymy naszą liczebność ponad 5-krotnie, pomimo tego że miesięcznie Kompleks zabija już ok. 1% ludności na Avalonie - w tym zakresie, akurat, odnieśliśmy zupełną technologiczną porażkę. Któż spodziewałby się, że zaledwie 5 lat będziemy potrzebować na założenie przynajmniej 200-milionowych prężnych społeczności na 80 planetach, w połowie obdarzonych już tlenową atmosferą, a w połowie w różnych stadiach terraformacji, która dla 4 z nich zakończyła się już sukcesem. Nawet najśmielsi z fantastów nie przewidzieli, że po tak krótkim okresie będziemy dysponować przemysłem zdolnym z łatwością utrzymać 700 funkcjonujących stoczni orbitalnych, rozsianych na przestrzeni 35 lat świetlnych, obsługiwanych przez 100 ogromnych frachtowców, z których każdy może pomieścić przynajmniej 200 milionów ludzi w stanie anabiozy. Nie ma co ukrywać że to właśnie Kompleks był podstawowym warunkiem zaistnienia tego wszystkiego - przecież to on umożliwił nam przetrwanie i rozkwit na Avalonie, a także zainicjował wyjście poza niego i poznanie innych potomków Exodusu, współpraca z którymi także była niezbędna. Przecież to w nim został znaleziony najbardziej wyrafinowany obcy artefakt jaki zdołaliśmy w wyniku intensywnych badań w pełni zrozumieć i wdrożyć do masowej produkcji, w postaci silników typu Hermes i Atlas. Czy jest możliwe, że wyłącznym sensem istnienia Kompleksu jest ukształtowanie nas w celu wydobycia naszego potencjału? Czy jego ofiary liczone już na grubo ponad miliard ludzi na Avalonie rzeczywiście były w tym celu niezbędne, jak chcą ci, dla których stał się on religią? Czy Obcy, których spotkaliśmy, to jego twórcy, czy może raczej, co na podstawie dotychczas zdobytej wiedzy wydaje się znacznie bardziej prawdopodobne, takie same ofiary gigantycznego eksperymentu jak my, tylko o zadanych innych parametrach?

Takie to słowa były wstępem do wyjaśnień o jakie zostałem poproszony przez wzburzony Sejm - wzburzony przez przecieki wiadomości wywiadowczych z terenu KDN i brak upublicznienia ich znaczenia przez urząd Strażnika Wolności. Wzburzenie to było o tyle niezwykłe że nasze osiągnięcia socjologiczne pozwalały gasić w zarodku niemal każde rodzące się napięcia, których nasz dynamiczny rozwój na wielu polach dostarczał w ogromnej obfitości zarówno w stosunkach pomiędzy Enklawami, jak i w ich obrębie - oczywiście w napięcia wewnątrz nich Konfederacja z zasady nie ingerowała, dopóki nie godziły w podstawowe warunki istnienia danej enklawy, co zdarzało się niezmiernie rzadko, gdyż o to już dbały one same. Sprawa była jednak wyjątkowa: jeszcze nie we wszystkich Enklawach skończyła się żałoba po ich członkach zabitych przez Obcych, a tu roznosi się wiadomość że koła rządzące KDN-u ochoczo i w szerokim zakresie współpracują z Obcymi, mimo iż zostały poinformowane że celowe zabicie 172 milionów obywateli Konfederacji oznacza że Obcy wypowiedzieli nam tym działaniem totalną wojnę. Posłowie chcieli wiedzieć jakie w związku z tym są nasze zamiary i czy oznaczają one objęcie w najbliższym czasie działaniami militarnymi terytorium KDN, gdyż spodziewają się wtedy potrzeby zwiększenia podatków. Przemowa moja miała na celu uspokojenie nastrojów bez przedwczesnego zdradzania dodatkowych faktów, a kluczem było tu stwierdzenie: nie ma żadnej potrzeby zwiększenia podatków, gdyż dynamiczny wzrost przychodów z podatku od nieruchomości w następstwie naszej oszałamiającej gospodarczej ekspansji w zupełności pokrywa wszelkie rozsądne potrzeby Władzy Wykonawczej, nawet jeśliby zdecydowała się ona na prowadzenie działań wojennych na kilku teatrach jednocześnie, czego aktualnie nie może ani potwierdzić, ani temu zaprzeczyć. Po zapewnieniu że priorytetem pozostaje obrona i że sytuacja w KDN jest ściśle monitorowana przez nasz wywiad, choć w aktualnej sytuacji nie możemy ani potwierdzić ani zaprzeczyć doniesieniom o ich współpracy z Obcymi, posłowie, którzy przecież w ogromnej większości byli weteranami, zrozumieli że pełną informację dostaną jak zwykle kiedy czas po temu dojrzeje.

Bez wdawania się w opisy naszej niezmiernie skomplikowanej sytuacji wewnętrznej, co prawdopodobnie byłoby nudne dla odbiorcy tych słów, pozostaje mi tylko powiedzieć, że lata doświadczeń nauczyły mnie radzenia sobie z Sejmem, z sytuacji konfliktowych wychodząc niemal zawsze wzmocnionym - ludzie lubią podążać za kimś kompetentnym i gdy kompetencję zauważają wtedy przekonać ich do swoich racji jest znacznie łatwiej. Będąc tak długo u steru, trudno było znaleźć kogoś w miarę poważnego, kto zechciałby w ogóle moją kompetencję w zakresie sprawowania władzy zakwestionować, gdyż czyniąc tak, w pierwszym rzędzie poddawałby w wątpliwość swoją. Nie zwalnia mnie to oczywiście od starań aby nie popełniać zbyt wielu błędów - tylko wtedy można utrzymać dobrą opinię o sobie i pozostać tym, który przewodzi, a nie tym, który będąc na czele ogląda się jak skręcić aby nadal na czele pozostać.

Dlatego też, mimo zlecenia wyjaśnienia źródła przecieku, aby utrzymać sprawność kontrwywiadu, wcale nie przywiązuję do tego wagi. Może był on skutkiem działalności którejś z Enklaw wrogich byłym obywatelom ZUDA, może właśnie jednej z Enklaw założonych przez nich, jakiejś osoby lub grupy osób, która zwątpiła w moje kompetencje, a może po prostu nie był to żaden przeciek, ale działalność agentury KDN-u, jak nie byłaby ona szczątkowa... Nie jest to jednak ważne, gdyż nie można mieć nadziei na utrzymanie tajemnicy, jeśli ci mający do niej dostęp nie są przekonani o potrzebie jej utrzymania - jak historia dowodzi, zawsze znajdzie się sposób na ominięcie nawet najbardziej wymyślnych zabezpieczeń. Oczywiście historia dowodzi również że świetnym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest dezinformacja, ale czy rzeczywiście warto podrywać dla niej swój autorytet? Czy nie lepiej działać na tyle szybko aby pozyskana tajna informacja była już w tej chwili nieaktualna?

Aug 06, 2011 at 16:53

Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #44]



Pałac księcia Atrydy, Domena rodu Atrydów

Książę po raz kolejny odtwarzał wiadomość, jaką otrzymał od swojego kontaktu w Królewskiej Nocnej Straży. Kolejne jednak odtworzenia wcale nie pomagały zrozumieć księciu wagi wydarzeń o której mówił kontakt...
Wydarzenia takiego kalibru, a media milczały... Baa... Nawet jego informatorzy w Królewskiej Flocie nie donosili mu nic na ten temat. Choć przecież do licha wszyscy o tym powinni trąbić.

Niemal we wszystkich granicznych systemach pojawiły się zdalnie sterowane drony Konfederacji. Wszelkie osłonowe, właściwe tylko symboliczne pola minowe Królestwa zostały usunięte, a ministerstwo spraw zagranicznych otrzymało odpowiedź na notę, która jednoznacznie wskazuje, że Królestwo znalazło się w stanie wojny z Konfederacją Prometejańską.

Książę znał doskonale stan Królewskiej Floty dzięki swoim kontaktom i co więcej dzięki ludziom z Nocnej Straży wiedział jaka jest liczebność floty Konfederatów. Takiej siły nie można ignorować, a ten głupiec Ludwik XIII najprawdopodobniej to robi. Jeśli sytuacja się nie zmieni, wkrótce Królestwa już nie będzie. Cóż nie można dłużej czekać. Książę połączył się z swoim sekretarzem.
- Marco, wyślij proszę wiadomość Alfa.
- Wasza książęca mość!!! - Marco zdawał się zupełnie zaskoczony.
- Dobrze słyszałeś Alfa.


Pokład Królewskiej fregaty RAS Duke of New York

Kapitan oglądał wynik ostatnich ćwiczeń w których Duke uczestniczył. Załoga spisała się całkiem nieźle i Konfederackie myśliwce zostały pokonane, jednakże straty były ciężkie, a Duke stracił niemal całe uzbrojenie. "Dzięki Bogu to tylko symulacja"- pomyślał kapitan.
- Prywatna wiadomość do kapitana na wysokim priorytecie. - Zaskrzeczał głośnik jego tabletu. Kapitan niechętnie przeszedł na tryb odbioru i otworzył wiadomość. Była szyfrowana, więc kapitan wprowadził swój prywatny klucz by po chwili zobaczyć tylko jedno słowo "ALFA"

Racoon City, Albion

- Wulf, Wulf, Wulf, Wulf... - Skandował tłum zgromadzony w barze "Kociak" zachęcając porucznika Sebastiana "Wulfa" McLeoda do szybszego wciągania piwa prosto z beczki. Pozycja porucznika była niezwykle niewygodna, gdyż mężczyzna piwo wciągał stojąc na rękach, co niezbyt zapewne korzystnie wpłynie na żołądek pilota 23 eskadry myśliwskiej i spowoduje, że wieczorem w koszarach będzie musiał zapewne pochylić się nad umywalką i pozwolić sobie na zwymiotowanie zawartości owego żołądka. Jak zwykle w piątek piloci 23 eskadry latający na myśliwcach F-1 Tomcat imprezowali, zatem i tym razem jednak impreza rozkręcała się, choć postronni świadkowie mieli wrażenie, że raczej już się rozkręciła. Wulf pociągnął kolejny łyk, gdy do knajpy wpadł nagle zastępca dowódcy i krzyknął
- Panowie, sygnał Alfa.

Kings Landing, Albion
[Patrz post Kronika 4 kwietnia]

Podporucznik Towsend z kontrwywiadu floty śledził ją już od tak dawna, że nawet zapomniał kiedy miał inne zadanie. Jego cel Rachel de Ponce, od dawna też wiedziała, że jest obserwowana, jednak szczeniacki wygląd Towsenda i ogólna przykrywka jaką dla siebie wybrał powodowały, że de Ponce była przekonana, że ma do czynienia z zakochanym w niej szczeniaku, który ma ochotę na romans z dojrzałą kobietą. Cóż, jednak nie była taka sprytna, jak chciałaby. Towsend wprawdzie żałował, że nie udało mu się jej zeskanować w pełni, ale takie działanie zaraz zwróciłoby jej uwagę, choć dziś miał nadzieję, że mu się to uda uczynić niepostrzeżenie. Wywiad od tak dawna podejrzewał ją o pośredniczenie w przekazywaniu ściśle tajnych informacji buntownikom, że zadanie Towsenda znajdowało się w czołówce misji, którymi interesował się sam admirał Rutger dowódca kontrwywiadu floty.
Kolejne uśmieszki, jakiś drink jedne, drugi i oto dziś owa zimna Rachel de Ponce, szła pod rękę z Towsendem licząc zapewne, że za chwilę uda jej się zaliczyć, młodziaka, przez co będzie jej się zdawać, że wcale nie jest jeszcze taka stara.
Szli do jej mieszkania, bo powiedział jej, że u niego w akademiku jest cały czas współlokator, którego nie da się pozbyć. Podjechali taksówką i weszli do holu eleganckiego apartamentowca w centrum Kings Landing i pojechali na 34 piętro. Towsend musiał przyznać, że dał ponieść się namiętności.

Ciche bzyczenie obudziło podporucznika. Właściwe nie wiedział, która jest godzina. W łóżku był sam, de Ponce, pewnie była w łazience. Towsend rozejrzał się, co też zaczęło bzyczeć i wyrwało go ze snu. Nie musiał długo szukać to brzęczał tablet kobiety. Cicho zatem wysunął się z łóżka i na palcach podszedł do stołu na którym leżało urządzenie. Nie było zablokowane, zatem mężczyzna szybko dostał się do wiadomości. Była dziwna, bo jej treść składała się z jednego słowa: "ALFA". Towsend domyślił się szybko, że musi to być jakiś kod wywoławczy. Korzystając z okazji postanowił spojrzeć na inne wiadomości otrzymane przez panią de Ponce.... I zamarł.... Ten tablet, nie należał do żadnej de Ponce. Nazwisko jego właścicielki niemal ognistymi literami wryło się do umysłu Towsenda, który szybko domyślił się, że kobieta nosi elektroniczną maskę najwyższej jakości. Chwycił szybko tablet i ruszył w stronę drzwi, kiedy ona zastąpiła mu drogę.
- A więc to ty? - Zapytał nie wiedząc co powiedzieć w takiej chwili do swojej kochanki, a jednocześnie zadania.
- Przykro mi mały... - Ostatnia myśl Toswenda brzmiała: "Ciekawe gdzie w tym króciutkim szlafroczku trzymała broń". Ciało chłopaka z łoskotem upadło na ziemię, a jego niewidzące oczy wpatrywały się w sufit. - Przykro mi... - Powiedziała jeszcze raz pułkownik Barska, a samotna łza spłynęła jej po policzku....

Pałac księcia de Treville, Albion

Książę spożył posiłek w pośpiechu. Sytuacja międzynarodowa była napięta, a w obrębie Rady Królewskiej wciąż trwały spory na temat tego ile naprawdę powinni powiedzieć ludziom. De Treville uważał, że powinni powiedzieć wszystko, bo chyba szybko zauważą, gdy flota Konfederatów znajdzie się na orbicie planety, a że się znajdzie to nie wątpił ani na chwilę. Dziś książę miał spotkanie na pokładzie flagowego krążownika RAS Ancient Regime z admirałem dowodzącym obroną systemową. Prom już czekał na pałacowym lądowisku, zatem książę pocałował swoją małżonkę na pożegnanie i ruszył w stronę promu, gdzie widział już niecierpliwe spoglądającego na zegarek Pierra de Melville, jego osobistego sekretarza. Po chwili książę rozsiadł się w wygodnej salonce promu admiralskiego i słuchał raportu z wydarzeń ostatniej nocy, referowanego przez Pierra de Melville.

Pilot promu admiralskiego zgodnie z procedurą skontaktował się z kontrolą przestrzeni w Kings Landing i otrzymał rozkaz oczekiwania na zwyczajową eskortę. Nie musiał czekać długo.
- Prom 034, tu wasza eskorta. Słyszycie nas. - Pilot promu potwierdził.
- Tu Prom 034. Słyszymy głośno i wyraźnie. Z kim mam przyjemność.
- Nie przesadzaj 034, nie nazwałbym tego przyjemnością. - Słowa były żartem, jednak ton wypowiedzi w żaden sposób nie wskazywał, że mówiący je pilot żartuje. - Tu porucznik Sebastian McLeod z 23 eskadry myśliwskiej.
- Miło mi poznać poruczniku. - Zagadnął przyjaźnie pilot promu. Nie usłyszał jednak odpowiedzi gdy wszystkie sensory obronne promu zaczęły wariować. Pilot zszokowany nie wiedział co zrobić, bo oto system promu w samym sercu Albionu, gdy wokół znajdowały się Królewska Flota, twierdzi, że w stronę pojazdu leci rakieta. Zresztą nawet jeśliby pilot nie spanikował i tak nie było sposobu na obronę. Wystrzelony przez myśliwiec pocisk, był zbyt blisko, by go oszukać, zatem po chwili prom księcia de Treville rozleciał się na kawałki.
- I mnie was miło było poznać Prom 034 - Sebastian McLeod wyszeptał cicho. Kolejnym celem 23 eskadry myśliwskiej, było lotnisko gwardii królewskiej. W pałacu zapewne też już trwały walki, podobnie jak na pokładach okrętów Królewskiej Floty i stacjach kosmicznych, wszystkich systemów Królestwa.


Sygnał ALFA dotarł wszędzie....

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Aug 12, 2011 at 18:30

Print
Ceasar Of Rome
Status: Moderator

Posts: 3040
Registered: Aug 09, 2008
IP: Logged
Re: Kronika [post #45]

Diaspora 105.3

Rodacy !
Nasz naród został po raz kolejny wybrany aby przewodzić rodzajowi ludzkiemu.
Znowu nasza ludzka przywara, słabość która zawsze doprowadzała tylko do ludzkiej tragedii zwyciężyła z poczuciem wyższości spokoju nad zagładą. Zagładą do jakiej prawie doszło ponad wiek temu, wszystko przez chytrość i zadufanie w siebie.
Teraz po raz kolejny dochodzi do podobnej sytuacji chęć zagarnięcia kilku planet, o skrawki jałowej ziemi, doszlo do zdrady ludzkości. tym razem nie dopuscimy do kolejnej zagłady, powstrzymamy wszystkich zdrajców rodzaju ludzkiego i wybierzemy im sprawiedliwość.
Wrogiem SIRE nie sa dane narody jednakże ich przywódcy i bezpośredni poplecznicy w kuluarach ich władzy.
Wyciągniemy konsekwencje ze wszystkich działań wrogów ludzkości i zapanujemy po raz kolejny nad tym chaosem. Zawierucha która doprowadzi rodzaj ludzki do całkowitego upadku nie jest z naszej winy.

Ostatnie raporty Nasych służb informuja o wzmożeniu aktywności Krystalicznych Istot wewnątrz terytorium Naszych przyjaciół obecuje Wam Rzymianie że ich powstrzzymamy.

Najświętszy Imperator
Massimiliano Biaggi


_________________________________
Ceasar Trade List

Aug 14, 2011 at 14:02
Gadu-Gadu: 8840735
XFire Ceasar4Rome
Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #46]



Lekki krążownik Ancient Regime, orbita Albionu

Kontradmirał Luneberg siedział na fotelu mostka flagowego przyglądając się dokładnie sytuacji w systemie. Sensory bez trudu wykryły wejście do systemu z różnych warpów, dron przeciwnika nieznanego typu, co więcej Luneberg nawet przez chwilę nie wątpił, że ich celem będzie Albion. Szybko wstukał na klawiaturze kilka rozkazów, które natychmiast zostały rozesłane do okrętów. Pozostało teraz tylko czekanie na przeciwnika i nadzieja, że jego podkomendni wykonają dokładnie jego rozkazy, czego zresztą kontradmirał wcale nie był pewien, bo swych podwładnych najzwyczajniej w świecie nie znał. Ba, sam był na swym stanowisku dopiero od 4 dni, po aresztowaniu nieodżałowanego admirała Jana de Rohan, który nie dość entuzjastycznie delikatnie mówiąc, przyjął obalenie Ludwika XIII i zmuszenie go do podpisania konwencji w Nowym Zamościu oraz utworzeniu rządu księcia Atrydy.
Zmian zresztą było dużo więcej. Wraz z zwycięstwem rebelii ponownie utworzono izbę parów, przywrócono skonfiskowane majątki rodzinom, które utraciły je podczas ostatniej restauracji de Rohanów.
Flota choć w znacznym stopniu poparła bunt, była w rękach zaufanych ludzi króla, zatem na części okrętów wybuchły walki między zwolennikami Atrydów i lojalistami, co na szczęście zakończyło się zwycięstwem buntowników, ale i utratą kilku doświadczonych oficerów. Właściwe ginęli głównie oficerowie, gdyż z oczywistych przyczyn to właśnie na mostkach okrętów rozpoczynały się wszelkie "przejęcia dowództwa".
Po zwycięstwie buntu rozpoczęła się również seria awansów. Na miejsca zabitych lojalistów awansowano ich zastępców, czasami sięgano do głębszej rezerwy, a zdarzył się przypadek, że emrytowany kontradmirał zgodził się na objecie stanowiska zwykłego kapitana, co niestety dla Luneberga nie było wcale takim super pomysłem, gdyż "stary dziad", jak nazywał w myślach admirała Mastersa, nieustannie miał jakieś uwagi co do stylu dowodzenia Luneberga.

Ekran taktyczny zajaśniał i zaczęły pojawiać się kolejne symbole oznaczone kolorem czerwonym. Wróg zbliżał się do floty Luneberga.
Nie była ona niestety duża. Kilka fregat, kilka niszczycieli dwa krążowniki lekkie, kilka stacji kosmicznych i myśliwce. Komputer rozpoznawał obiekty przeciwnika jako drony, zatem admirał nieco się rozluźnił, wiedząc, że jego siły raczej bez trudu poradzą sobie z wrogiem. Zaczął wydawać pierwsze rozkazy i w stronę przeciwnika pomknęła chmara myśliwców obrony planetarnej. Myśliwce powinny wystarczyć uznał Luneberg.

F-1 Tomcat, por. Michał Nowak

Nowak zbliżał się do celu, Tomcaty bez trudu go namierzyły, ale coś się Nowakowi nie podobało. Skanery nie pokazywały żadnego uzbrojenia na pokładzie dron. Wykryto silniki, gruby pancerz, ale gdzie jest uzbrojenie.
"Rozpoczynamy manewr Alpha" - odezwał się głos dowódcy eskadry i myśliwce przystąpiły do ataku.

Lekki krążownik Ancient Regime,

- Aaaaa.... - Krzyk umierającego pilota przeszył do szpiku kości admirała Luneberga, który z niedowierzaniem patrzył na efekt działania wroga. Atak kilkunastu myśliwców był zupełnie nieskuteczny wobec dron, które mimo stosowania nowoczesnych, jak na Królestwo skanerów, nie wykrywały wciąż ich uzbrojenia. Raport taktyczny pokazywał, że utracono już w tej chwili połowę myśliwców. Admirał więc nie miał wyboru. Musiał uderzyć głównymi siłami.

Pałac królewski, Kings Landing

Książę Atryda premier Królestwa przeglądał dane przedstawione mu przez dowództwo floty. Straty były przerażające, jak na obiekty, którymi ich zaatakowano. Listę strat okrętów otwierał lekki krążownik Ancien Regime z admirałem Lunebergiem na pokładzie, jego bliźniacza jednostka Sfax, niszczyciel Kutuzow i dwie fregaty Prince de Rohan i Chevalier Noir. W innych systemach również nie było wesoło. Wróg opanował terytorium Królestwa, a pomoc najprawdopodobniej nie nadejdzie...

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Aug 15, 2011 at 18:01

Print
runnersan
Status: Veteran

Posts: 292
Registered: Nov 15, 2002
IP: Logged
Re: Kronika [post #47]



Pałac Frontenac, 230 km od Kings Landing

Mężczyzna miotał się po komnacie. Biała piżama, która zapewne była kiedyś całkiem eleganckim strojem szpitalnym, zmieniła się w odzienie, które w postronnym obserwatorze wywołałoby jedynie mdłości. Koszula była poplamiona śladami jedzenia i innych substancji, które najprawdopodobniej były wymiocinami. Spodnie od tego szpitalnego stroju nie były zmieniane chyba od tygodni, a najprawdopodobniej niezdrowa dieta wywołała problemy żołądkowe u pacjenta, co również w znacznym stopniu odbiło się na stanie czystości spodni. Włosy mężczyzny, były w zupełnym nieładzie. Wprawdzie jeśli przyjrzeć się dokładniej, gdzieś widać było ślady tego, że kiedyś ich właściciel nosił bardzo zadbaną i modną według standardów Królestwa fryzurę, ale to wcale nie poprawiało ogólnego odbioru postaci miotającej się po pomieszczeniu.

Zresztą i samo pomieszczenie nie było w najlepszym stanie. Proste łoże z materacem i pościelą, która świeża była być może kilka tygodni wcześniej, ale już teraz była zabrudzona najprawdopodobniej podobnymi substancjami, które szpeciły strój mężczyzny. Pokój miał oczywiście kilka okien. Wszystkie jednak były zakratowane, a powietrze, które miało nieco odświeżać stęchłą atmosferę wilgoci i smrodu, docierało do pokoju poprzez wąskie szczeliny przy górnej części ram okiennych. Ponadto w komnacie znajdował się stół na którym leżały jeszcze resztki śniadania i krzesło. Samotne krzesło, które jednoznacznie mówiło, że mężczyzna nie miewał gości, a ponadto nawet jeśli ktoś chciałby przyjść i tak nie był dopuszczany do pomieszczenia.

Mężczyzna dziko zawył i z rykiem rzucił się w stronę drzwi, z całej siły jaka mu pozostała uderzając w nie pięścią.
- Słuuużba!!! - Wykrzykiwał. - Służbaaa..... - Brak odpowiedzi wprawdzie go nie zrażał, mężczyzna nadal krzyczał, ale po chwili jego głos już był tak słaby, że najprawdopodobniej, jeśli ktoś po drugiej stronie grubych drzwi nie nasłuchiwał głosu człowieka, wówczas nie miał szans go usłyszeć. Mężczyzna wiedział jednak, że słyszą go doskonale. Przekonał się o tym boleśnie, gdy na początku swego pobytu w Frontenac nakłonił młodą pokojówkę, żeby pomogła mu uciec. Nie podejrzewał wtedy, że wszędzie zamontowano kamery i mikrofony. Jego prześladowcy natychmiast usłyszeli o planie ucieczki i chęci pomocy wyrażonej przez pokojówkę. Mężczyzna zresztą do tej pory mógł rozpamiętywać swoją głupotę. Ilekroć wyglądał przez jedno z zakratowanych okien widział, na pobliskim drzewie truchło owej dziewczyny, która zgodziła mu się pomóc. Było to ostrzeżenie, by nie próbował niczego, a także kolejna tortura psychiczna, jaką jego prześladowcy kierowali przeciwko niemu.

Człowiek zmęczony przestał krzyczeć... Odczekał chwilę... Odetchnął... Zaczął ponownie dobijać się do drzwi.
- Służba! Służbaaaa!!! Służbaaa!!!! - Tym razem jednak stało się inaczej niż zwykle. Mężczyzna usłyszał szuranie i dźwięk otwierających się elektronicznych zamków i biometrycznych systemów, zabezpieczających jedyne wyjście z pomieszczenia. Po chwili drzwi otwarły się i przez próg wszedł mężczyzna w stroju pielęgniarza.
- Wzywałeś mój panie? - Owo "Mój panie" choć wypowiedziane głośno i zgodnie z protokołem zawierało tyle jadu i jednocześnie pogardy, że więzień/pacjent na chwilę zapomniał tego co miał powiedzieć. Po chwili jednak otrząsnął się i postanowił kontynuować rozmowę z pielęgniarzem. Zebrał się na duchu i swoim pełnym powagi, stanowczym głosem, który niegdyś stawiał na baczność admirałów, książąt i generałów powiedział
- Chcę widzieć się z księciem Atrydą. - Po chwili dodał. - Natychmiast. - Pielęgniarz uśmiechnął się kpiąco.
- Wasza Królewska Mość zapomina, że książę Atryda jest w tej chwili bardzo zajęty. Musi dopilnować działań dyplomatycznych Królestwa, które wasza wysokość raczył zaniedbać.
- Jak śmiesz kmiocie.... - Dawny Ludwik ponownie obudził się w tym brudnym człowieku, który już nie przypominał tego, kim był przed kilkoma miesiącami. - Jestem Królem, a jeśli dobrze pamiętam Albion wciąż jest monarchią. Atryda może sobie być premierem, ale ja nadal jestem pomazańcem Bożym. To mnie namaścił Ojciec Święty, na króla i złożył na moje ramiona odpowiedzialność za kraj. Natychmiast wezwij tu Atrydę i natychmiast mnie stąd wypuść.... - Ostatnie słowa mężczyzna niemal wykrzyczał. Na pielęgniarzu nie zrobiło to żadnego wrażenia, ale mężczyzna nawet tego nie dostrzegł i kontynuował swoją tyradę. - Ponadto chcę tu widzieć księcia de Treville. I to już.... - Kończąc to zdanie wyraźnie mówiący zużył resztki powietrza zgromadzone w płucach przez co głos mu się załamał nieco, co wywołało kolejny uśmieszek na twarzy pielęgniarza.
- Wasza wysokość zapomina, że książę de Treville nie żyje, zginął w wypadku. Ponadto wasza wysokość wyraźnie jest poddenerwowany. Wasza wysokość nie powinien się tak unosić. Zaraz przyjdzie doktor Strauss, on poda waszej wysokości leki i zastosuje kurację... - Uśmiech zniknął z twarzy pielęgniarza, a jego oczy zaczęły świdrować pacjenta. Ten natychmiast odsunął się w stronę łóżka. Terapia Straussa, polegała na starych sprawdzonych sposobach leczenia chorób psychicznych rodem z XIX-XX wieku, czyli elektrowstrząsów, a leki uspokajające były tak silnymi psychotropami, że pacjent rzeczywiście uspokajał się, jednakże przy tej okazji pacjent tracił kontrolę nad ciałem, co kończyło się często zbrudzeniem odzienia. Ludwik XIII przeszedł już kiedyś kurację Straussa i bał się ją powtórzyć. Pielęgniarz znów zaczął się uśmiechać.
- Tak myślałem. - Podsumował i wyszedł. Król Ludwik wycofał się na swoje łóżko i jeszcze raz spojrzał na sznur wiszący z eleganckiego niegdyś żyrandola w jego komnacie/celi. Wiedział dlaczego on wisiał. Widział doskonalę pętlę szubieniczną i wiedział czemu owej pętli nikt nie usunął, co byłoby zresztą normalne w każdym normalnym szpitalu tego typu. Ludwik jednak doskonale zdawał sobie sprawę, czego chcą od niego zarządcy szpitala, czy też obecna junta rządząca Królestwem, ale król obiecał sobie, że jeszcze nie czas. Nie da im tak szybko satysfakcji. W Ludwiku XIII wciąż jeszcze tliła się iskierka nadziei.

_________________________________
www.wirtualnygeneral.blogspot.com

Sept 01, 2011 at 22:15

Print
^ Początek strony ^



Username: Password: Lost your password?

tForum version b0.94.1.2 (© 2003 tForumDevTeam)

The comments published here represent only the personal opinions of the respective users. civ.org.pl and it's staff is not held responsible for the contents of the posts.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Portal civ.org.pl ani jego redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.


hosted by artserwis.pl - praca, konkursy, portfolia dla twórców.